Błękit nie jest kolorem, lecz początkiem. Taniec nie jest ścieżką złożoną z następujących po sobie zdarzeń. W spektaklu mon bleu ciało, ruch i światło tworzą żywą, wciąż przeobrażającą się tkankę, z której pomiędzy oddechem a kolorem ewoluuje nowa istota.

Wersja do druku

Udostępnij

Na scenie w niebieskawym świetle majaczy przezroczysty, plastikowy kokon, sztuczne jajo z nieznaną zawartością. Uszy wychwytują niewiele znaczące szepty i szmery. Przestrzeń i czas są mgliście zarysowane – tworzą je światło i pojawiająca się wśród odgłosów muzyka. Już wiem, że nie jestem świadkiem opowieści, ale doświadczenia. Scenę rozświetla błękitna aura. Ultramaryna przenika ciała performerów. Mikołaj Bielnicki-Job, Angelika Bosacka, Artur Gołuch, Weronika Gotowska, Zuza Meyer, Ewa Kowalczyk i Michalina Pitry wyłaniają się powoli, rodzą się, pączkują jak komórki, z których powstanie nowy większy organizm. Z początku ich ruchy są niepewne, bezładne, rozproszone, jakby ich ciała dopiero uczyły się oddechu. Kolejne poruszenia przypominają mikroskopijne drgania – niemal niedostrzegalne, a jednak pełne napięcia. Mam wrażenie, że obserwuję jakieś stadium zarodkowe: ciało dopiero się formuje, instynkt zaczyna działać, świadomość jeszcze nie powstała.

Z każdą minutą ta tkanka gęstnieje. Najpierw pojawiają się mikroimpulsy przenikające staw skokowy i łopatki, a także ledwie widoczne przesunięcia miednicy jak sygnały elektryczne przesyłane przez neurony, które dopiero szukają obwodu. Stopniowo można dostrzec działanie dwóch przeciwstawnych sił – ucieczki i powrotu – aż wreszcie ciało, wyraźnie cięższe i pewniejsze, usiłuje stanąć na nogi. Uwaga widza podąża śladem podręczników biologii: od pojedynczej komórki do tkanek, od tkanek do organu, od organu do układu, od układu do ciała, które uczy się równowagi. Widzę, jak grupa konfiguruje się i rozpada, jak powstają jej wspólne trajektorie i pojedyncze pętle, jak ktoś na moment staje się osią grawitacji. Czasem wystarczy, że jedno ramię uniesie się nieco wyżej, a już całe ciało reaguje – nie tyle posłuszeństwem, co ciekawością, jakby w choreografii pracowały mechanizmy doboru naturalnego: powtórz to, co sprzyja trwaniu, porzuć to, co nie ma szansy istnieć. Wszyscy są równi wobec koloru, wobec ruchu, wobec procesu stawania się, a jednak każdy z osobna bada swoją cielesność, szuka swojego „ja”, eksploruje siebie. Ta rozczłonkowana wspólnotowość przywodzi na myśl prapoczątki życia: kiedy jednostkowe istnienia nie były jeszcze ostatecznie osobne, a raczej stanowiły część jednego prymitywnego oceanu.

Gdzieś w tle – a może w samym rdzeniu – pulsuje pamięć sztuki Yves’a Kleina. International Klein Blue, niebieski bez brzegu, wraca nie jako barwny cytat, lecz jako swoista metoda oddychania: kolor, który staje się zdarzeniem i przestrzenią, symbolem czegoś transcendentalnego, niematerialnego, niemal świętego, będąc zarazem czymś jak najbardziej zmysłowym. Świat Kleina, w którym ciała modelek zanurzonych w farbie zostawiały ślady na płótnach – Antropometrie – przypomina, że skóra bywa narzędziem sztuki,  a ruch sam w sobie wyznacza jej formy. Inspiracja Yves’em Kleinem wybrzmiewa w całym spektaklu. Klein wierzył, że kolor niebieski nie ma wymiarów, że jest nieskończonością. Niebieskie odciski skóry stawały się dowodem istnienia, a jednocześnie przejściem ku niematerialności. W mon bleu proces zostaje odwrócony: to nie ciało odbija barwę, ale barwa przenika ciało. Błękit wnika pod skórę, w mięśnie, pulsuje w oddechu, stapia się z ruchem. Kostiumy Anny Banout nie odciągają uwagi – są jak druga skóra, która pozwala światłu grać z powierzchnią ciała. Ultramaryna nie jest tu scenograficznym dodatkiem, lecz substancją istnienia, żywą materią, która pobudza i transformuje tancerzy. Kolor nie rozprasza, tylko wyostrza – ciała przyjmują światło jak tkanka; żaden detal nie zdradza epoki ani mody, nic nie „komentuje”. Światło nie musi zdobywać uwagi; przychodzi, dotyka, schodzi. Raz wydobywa z ciemności fragment skóry, ukazując napięcie mięśnia, innym razem zalewa scenę rozproszoną poświatą, w której sylwetki rozmywają się i stają nieuchwytne. W tej poświacie widać, jak ciała negocjują granice: raz zsynchronizowane jak ławica, raz rozproszone jak stado uciekających antylop, raz we wspólnym rytmie kroków, który nie jest ani ludzki ani zwierzęcy, tylko – właśnie – hybrydyczny. Ktoś jest kręgosłupem, ktoś ogonem, ktoś okiem – i przez kilka oddechów oglądam naprawdę jeden byt złożony z siedmiu ciał. Potem wszystko nagle się rozpada i składa w inne, nowe istnienie. Ewolucja nie kończy się, tylko zmienia tempo. Jest procesem w pewnym sensie nieuchwytnym, wymykającym się czasowi.

Muzyka Dawida Tasa nie tyle porządkuje czas, co go rozrzedza. Jest akustycznym oceanem, w którym dryfują nowopowstałe ciała. Słyszę szumy i pulsacje, dźwięki kropli uderzających w powierzchnię wody, echa przypominające bicie serca albo trzepot skrzydeł. Czuję motoryczne mruczenie horyzontu: dźwięk drga wzdłuż kręgosłupa, w łukach żeber, drży w gardle, a nie w partyturze taktów. Dzięki temu ruch zyskuje organiczność – zaczyna przypominać mikrologikę życia, w której każdy bodziec jest wymianą: pomiędzy światłem a skórą, powietrzem a płucami, podłogą a stopami. Gdy grupa konsoliduje się, dźwięk nie wzmaga się, przeciwnie – milknie, aby zrobić miejsce ciszy, która wybrzmiewa najgłośniej.

Twórcy mon bleu unikają fabuły, nie dlatego, że nie mają o czym opowiadać. Opowieść jest tu skutkiem ubocznym doświadczenia. Mam wrażenie, że gdybym czekała na przyczynę i skutek, na kulminację i rozwiązanie, mogłoby mi się wydawać, że osiadam na mieliźnie, dlatego daję się poprowadzić tancerzom, ich ciałom. Z takiej perspektywy spektakl staje się czymś rzadkim: transformacją percepcji. Barwa, która na początku wydaje się jedynie dekoracją, okazuje się sposobem wyrażania świata. Kolor staje się powietrzem zarówno dla tańczących jak i obserwujących ruch, który balansuje na granicy instynktu i świadomości, cielesności i abstrakcji. W tej niejednoznaczności tkwi siła spektaklu. Jego reżyserka i choreografka Joanna Brodniak-Szymusiak nie podsuwa gotowej odpowiedzi na pytanie, czym jest istota lub świat, które obserwujemy. Czy to człowiek sięgający do swojej zwierzęcej pamięci? Czy zwierzę, które przeobraża się w byt bardziej świadomy? A może zupełnie nowa forma – organizm rodzący się z koloru, z ruchu, z energii wspólnoty? Dzięki temu tancerze nie są aktorami, ale stają się czymś w rodzaju zjawiska. Pojawiają się i znikają, w różnych formach i konfiguracjach.

Mon bleu nie jest widowiskiem łatwym. Wymaga od widza rezygnacji z oczekiwania na narrację oraz z innych teatralnych przyzwyczajeń i zanurzenia się w stanie, który jest czysto zmysłowy. Dla jednych może to być trudne, dla innych – wyzwalające. Brak fabuły nie oznacza braku treści, przeciwnie: otwiera przestrzeń do refleksji. Jako widz czuję się zaproszona do współuczestnictwa w niezwykłym doświadczeniu, w którym moje własne ciało i umysł stają się rezonatorem – odbieram przecież intensywność błękitnej barwy, czuję drgania dźwięków, oddycham w tym samym czasie co występujący przede mną tancerze. Kolor odbija się na mojej skórze, światło osiada w płucach, ruch sylwetek rezonuje w głębi mojego nieruchomego ciała. To doświadczenie, które nie kończy się wraz z oklaskami. Trwa w pamięci mięśni, w rytmie serca, w błękitnym odblasku na siatkówce oka. Spektakl jest nie tyle przedstawieniem, ile rytuałem narodzin – kreacją istoty, która powstaje i znika niemal w tej samej chwili, pozostawiając widza w stanie pomiędzy.

Brodniak-Szymusiak stworzyła spektakl, który nie opowiada o świecie, lecz go przeobraża. Mon bleu nie tylko przypomina o granicy między człowiekiem a zwierzęciem, lecz także tę granicę rozmywa. Pokazuje ciało w stanie transformacji, w stadium przejścia, w którym to, co ludzkie, i to, co zwierzęce, stapia się w jedność. To doświadczenie intensywne, medytacyjne i zarazem niepokojące, bo uzmysławia nam, że nasze ciało nigdy nie jest ostateczne. Zawsze może stać się czymś innym – hybrydą, kolorem, światłem. Ale czy ten sam proces nie przebiega również w naszym umyśle? Czy nie zmieniamy swoich poglądów wraz z wiekiem? Czy nasze charaktery nie ulegają zmianie pod wpływem ważnych wydarzeń i osób, które spotykamy w ciągu naszego życia? Może nasz świat i my sami jesteśmy nieustającą zmianą, niekończącą się transformacją, zmiennokształtną formą poddającą się czasowi i przestrzeni.

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

„mon bleu” – chor. Joanna Brodniak-Szymusiak, fot. M. Czapko

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close