Aleksandra Dziurosz, fot. Tomasz Tarnawski
Bohaterką kolejnego tekstu z cyklu Choreostorie jest prof. dr hab. Aleksandra Dziurosz – tancerka, pedagożka, choreografka, menedżerka kultury. Jest jedną z nielicznych osób zajmujących się tańcem, która otrzymała tytuł profesora sztuki. Od 2003 roku wykłada na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina. Uczy tańca współczesnego, choreografii, ruchu scenicznego i improwizacji. Od lat prowadzi Warszawski Teatr Tańca, a także koordynuje wiele innych tanecznych inicjatyw.
Droga życiowa, łapanie energetyzującego oddechu w codzienności, radość, intymność, momenty dzielenia się sobą z innymi.
Spektaklu baletowego obejrzanego w telewizji oraz od domu mojej babci. Mama wspominała mi, że jako kilkuletnie dziecko przystanęłam przed telewizorem i z otwartymi ustami oglądałam spektakl baletowy. Nie pamiętam tej chwili, ale podobno patrzyłam w ekran jak urzeczona. Pamiętam jednak, że w formie zabawy uwielbiałam improwizować. Tańczyłam przed dużym lustrem toaletki, która stała w przedpokoju mojej babci. Tworzyłam piosenki – melodie i słowa w języku nikomu nieznanym – i poruszałam się do nich, przed tym lustrem, po swojemu – tanecznie, choć o tańcu nie wiedziałam jeszcze praktycznie niczego.
Bytomiu. Rodzice zauważyli, że jako dziecko tak właśnie spędzam wolny czas – improwizując taniec dla zabawy. Postanowili – mądrze – coś z tym faktem zrobić. W Beskidach, w których się wychowałam, w odległości bliskiej od domu nie było żadnej szkoły czy zespołu tanecznego. Dowiedzieli się o szkole w Bytomiu, leżącej ponad 100 km od mojej rodzinnej miejscowości. Pojechaliśmy na egzamin wstępny. Dostałam się warunkowo – nie miałam bowiem ciała przygotowanego do tańca. Niczego wcześniej nie ćwiczyłam. Ale dano mi szansę. I za to jestem dyrekcji i pedagogom szkoły baletowej w Bytomiu bardzo wdzięczna. Rodzicom dziękuję najmocniej – bo zauważyli moje dziecięce tendencje i zareagowali odpowiednio, szukając dla mnie szkoły. Jestem im wdzięczna za wszystko – za ich odwagę, postawę i poświęcenie. Albowiem dziewięć lat szkoły artystycznej, mieszkanie w internacie, koszty związane z dojazdami do domu, prywatne lekcje gry na fortepianie i przeżywanie ze mną wszystkich spraw dotyczących szkoły – wymagało także od nich dużo wysiłku.
Był to balet Kopciuszek w Operze Śląskiej. Jako uczennica II klasy szkoły baletowej otrzymałam rolę Godzinki, małej dziewczynki, która wraz z Dobrą Wróżką towarzyszyła Kopciuszkowi, gdy wybiła północ. Godzinek było 12. Same dziewczynki. Miałyśmy takie same kostiumy – szaro-niebieskie sukienki z fartuszkami – identyczne jak Kopciuszek. Pamiętam doskonale Panią Olgę Kozimalę-Kliś, która tańczyła główną rolę. Patrzyłam z zachwytem na dorosłą osobę, solistkę, która, mając identyczny kostium, wygląda jak my – małe dziewczynki. Pomyślałam wtedy, że byłoby cudownie w przyszłości móc zawodowo występować na scenie tak jak ona. Wszystko w operze robiło na mnie piorunujące wrażenie: scena, światła, garderoby, zapach pudru do makijażu, rekwizyty, magazyn kostiumów. Do dzisiaj pamiętam układ choreograficzny, który miałam do zatańczenia. A to było ponad 30 lat temu. Wtedy teatr i scenę „od środka” widziałam pierwszy raz i pokochałam ten świat. Miłość moja się nie wyczerpała. Uwielbiam być w teatrze. Obojętnie po której stronie kurtyny.
Nieustająco Pina Bausch.
Każdy, w którym twórcy i wykonawcy zaangażowali się bez reszty, i w którym dzielą się swoim światem w sposób kompletny. Najbardziej w twórcach doceniam prawdę, rzetelność, brak rozbuchanego ego, chęć uczciwego dzielenia się. Jako widz lubię każdy rodzaj scenicznej wypowiedzi, nie wybrzydzam w gatunkach i formach. Doceniam pracę twórczą ludzi – w całej jej rozciągłości.
Książek, muzyki, malarstwa, religii, kultury, tradycji, doświadczeń życiowych swoich i innych. Z człowieka, przyrody i duchowości.
Współpraca. Dialog. Improwizacja i kreacja. Odważne bycie zanurzonym w całości, po uszy, w procesie twórczym, w każdym jego elemencie.
Spotkanie ludzi, którzy pomogli mi tę drogę przejść i często nadali jej nowy kierunek. Tych osób jest wiele i bardzo jestem im wdzięczą za wszystko, czego od nich się nauczyłam i czego z nimi doświadczyłam. Wymienię kilka osób, choć wdzięczność czuję dla wielu więcej: Joe Alter, David Granke, Ewa Wycichowska, Roderyk Lange, Anton Rey, Władysława Pleśniak, Łukasz Gruziel, Anna Majer, Maxymilian Bylicki, Bartosz Martyna, Joanna Bryś, Grażyna, Dominika i Józef Dziurosz.
Wierne trwanie przy tańcu (i w tańcu) bez względu na wszystko.
Pracą akademicką i edukacyjną, którą bardzo lubię i cenię. Uwielbiam przebywać na sali z młodymi ludźmi, dzielić się z nimi, ale też uczyć się od nich. Rozpoznawać ich i współpracować z nimi. Mam też kilka projektów artystycznych i społecznych przed sobą. Cieszę się z tego bardzo.
Aby taniec był dziedziną stale szanowaną, docenianą i autonomiczną. By osoby zajmujące się tańcem – każdym jego kontekstem, obszarem, stylem i gatunkiem – czuły się potrzebne i ważne dla społeczności, w której żyją i pracują.
taniecPOLSKA.pl