Dawid Trzensimiech, fot. Ewa Krasucka
Dawid Trzensimiech – nasza listopadowa Postać miesiąca – jest bohaterem kolejnego tekstu z cyklu Choreostorie. Artysta opowiada nie tylko o swoim bogatym doświadczeniu tanecznym, o jasnych i ciemnych stronach drogi tancerza, ale także o tym, co daje mu satysfakcję po zakończeniu kariery scenicznej.
Cały świat. Jest we mnie tak głęboko zakorzeniony, że nie potrafię sobie wyobrazić, abym mógł zajmować się czymś innym. To coś więcej niż pasja – to sposób na wyrażenie siebie, na odnalezienie sensu. Jako tancerz, a dziś także jako baletmistrz, czuję, że taniec daje mi wolność, spełnienie i sprawia, że naprawdę żyję.
Momentu, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi bytomskiej szkoły baletowej.
Ogólnokształcącej Szkole Baletowej im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu.
Pamiętam to jak dziś. Grudzień, Bytomskie Centrum Kultury, Koncert Świąteczny bytomskiej szkoły baletowej – tańczyłem poloneza i suitę tańców śląskich. Obydwa układy w choreografii Pani profesor Katarzyny Dziok.
George Balanchine.
„Dust” w choreografii Akrama Khana.
Przede wszystkim z muzyki. Niezależnie od gatunku, to właśnie ona jest dla mnie najpotężniejszym źródłem emocji i pomysłów. Czasem wystarczy jedno brzmienie, rytm albo fraza, która mnie poruszy – i nagle pojawia się wizja ruchu, emocji, całej historii, którą chcę opowiedzieć tańcem. To niezwykłe, jak muzyka potrafi obudzić we mnie coś, co domaga się wyrażenia w ciele.
Praca z moimi podopiecznymi nad bieżącym repertuarem. Uwielbiam ten proces, ponieważ daje mi nie tylko możliwość dzielenia się doświadczeniem, ale również ciągłego odkrywania czegoś nowego w tańcu i w ludziach, z którymi pracuję. Jako tancerz zawsze najbardziej ceniłem czas przygotowań – od pierwszej próby aż po moment wyjścia na scenę. Ten proces był dla mnie niezwykle rozwijający, pełen emocji, poszukiwań i twórczej energii.
Uczestnictwo oraz znalezienie się w ścisłym finale Międzynarodowego Konkursu Baletowego „Prix de Lausanne” w Szwajcarii. To wydarzenie otworzyło przede mną drzwi na świat. Dzięki niemu otrzymałem stypendium do Royal Ballet School w Londynie, a następnie jako pierwszy Polak dołączyłem do zespołu The Royal Ballet. To doświadczenie ukształtowało mnie nie tylko jako artystę, ale również jako człowieka, pokazując, że marzenia mogą naprawdę stać się rzeczywistością.
Powrót na scenę po ciężkiej kontuzji i operacji. To był jeden z najtrudniejszych momentów mojej drogi tanecznej – czas pełen bólu, niepewności i zwątpienia. Mimo wszystko nie poddałem się. Każdy dzień rehabilitacji i walki o powrót do formy uczył mnie pokory, cierpliwości oraz siły. Choć nie był to łatwy okres, dziś wiem, że to doświadczenie wzmocniło mnie i stało się jednym z najcenniejszych etapów mojego życia.
Pracą pedagogiczną w Polskim Balecie Narodowym Junior oraz próbami do baletu Korsarz w mojej choreografii w Operze Śląskiej w Bytomiu.
Karierę sceniczną zakończyłem dwa lata temu, ale przez piętnaście lat tańczenia spełniłem wszystkie swoje marzenia – z nawiązką.
Schodząc ze sceny, czułem się w pełni spełniony – z poczuciem wdzięczności za wszystko, czego mogłem doświadczyć jako artysta.
Na zdjęciu: Dawid Trzensimiech „Śpiąca Królewna” – chor. Jurij Grigorowicz według Mariusa Petipy. Fot. Ewa Krasucka
Na zdjęciu: Dawid Trzensimiech, „Moving Rooms” – chor. Krzysztof Pastor. Fot. Ewa Krasucka
Na zdjęciu: Dawid Trzensimiech „Korsarz”– chor. Manuel Legris według Mariusa Petipy. Fot. Ewa Krasucka
taniecPOLSKA.pl