Na zdjęciu: Jacek Przybyłowicz. Fot. Joanna Miklaszewska
Bohaterem kolejnego tekstu z cyklu Choreostorie jest Jacek Przybyłowicz – choreograf, kurator, wykładowca, autor kilkudziesięciu spektakli zrealizowanych w Polsce i za granicą, laureat licznych nagród. Jest choreografem w Teatrze Wielkim w Łodzi oraz kuratorem Łódzkich Spotkań Baletowych, których 28. edycja zbliża się wielkimi krokami.
Taniec to dla mnie droga życia. Początkowo trochę przypadkowo wybrana przez rodziców – stała się wkrótce pasją, która do dziś determinuje moje działania.
Moja fascynacja tańcem zaczęła się w Ogólnokształcącej Szkole Baletowej im. Romana Turczynowicza w Warszawie. Spędziłem w niej dziewięć lat, przechodząc kolejne stopnie edukacji tanecznej. Do dziś noszę w sobie wdzięczność wobec wszystkich moich nauczycieli, którzy przygotowywali mnie do pracy na scenie.
Pierwsze kroki w kierunku tanecznej kariery stawiałem pod bacznym okiem moich pań profesor – Barbary Baurskiej i Moniki Radeckiej. Realizacja programu metodycznego z dziećmi na etapie wczesnej edukacji akademickiej wymaga niezwykłego zaangażowania nauczyciela. Ja miałem to szczęście, że obie wspaniałe panie profesor obudziły w nas – uczniach również pasję do tańca.
Mój pierwszy występ na scenie odbył się w Teatrze Wielkim w Warszawie. Pojawiłem się w dziecięcej roli lalki w drugim akcie Coppelii. Ale najważniejszym wydarzeniem scenicznym podczas edukacji szkolnej był bez wątpienia występ w Bolerze Maurice’a Béjarta w trakcie tournée Baletu XX Wieku w Polsce.
Jako tancerz miałem przyjemność pracować z wieloma wybitnymi choreografami. Ale postać owianego za życia legendą Wacława Niżyńskiego fascynuje nas wszystkich chyba do dziś. Bóg tańca.
Mam przyjemność być kuratorem Łódzkich Spotkań Baletowych, w związku z czym dzielę się moimi fascynacjami z publicznością, przygotowując program kolejnych edycji festiwalu. W tym roku zobaczymy w Łodzi po raz pierwszy spektakl Andonisa Foniadakisa, którego Selon Desir w wykonaniu baletu Teatru Wielkiego w Genewie wiele lat temu wbił mnie w fotel na widowni. Zapraszam na Łódzkie Spotkania Baletowe już w kwietniu. Zobaczymy prace m.in.: Williama Forsythe’a, Crystal Pite, Sharon Eyal i Akrama Khana. Prawdziwy gwiazdozbiór.
Inspirację do pracy czerpię ze spotkań z ludźmi, czerpię ją od moich wykonawców, od teamu kreatywnego, z którym ściśle współpracuję. To oni są najważniejszymi osobami, z którymi rozwijam proces kreacji.
To proces, w którym tancerz jest świadomym partnerem procesowym, a nie wyłącznie odtwórcą powstającej choreografii. Od lat obserwuję rozwijający się trend, w którym twórca jest „moderatorem” sekwencji choreograficznych powstających w ścisłej współpracy z wykonawcą.
Doświadczeniem szczególnie ważnym, przełomowym był w moim przypadku proces transformacji, jaką przeszedłem jako tancerz świadomie odchodzący od techniki akademickiej. Wyjazd do Izraela i wieloletni kontrakt w Kibbutz Contemporary Dance Company były punktem zwrotnym w moim życiu.
Za moje największe osiągnięcie uważam umiejętność poszerzania przestrzeni choreograficznej, w której funkcjonuję. Nie ma to dla mnie szczególnego znaczenia, czy pracuję z zespołem klasycznym, czy współczesnym. Mam wrażenie, że opanowałem narzędzia, które pozwalają mi realizować spektakle w bardzo zróżnicowanych estetykach.
Obecnie zajmuję się przygotowaniem do kwietniowej premiery w Teatrze Wielkim w Łodzi. Wspólnie z kompozytorem Adamem Walickim opracowujemy jedną z części dyptyku Supernova. Zaproszenie do realizacji drugiej części tego wieczoru przyjęła Sharon Eyal, która po raz pierwszy pracuje w Polsce nad swoją choreografią.
Moje taneczne marzenie to… Ono już się właściwie ziściło. Czuję się spełniony od lat – zajmuję się tym, co jest moją pasją.
taniecPOLSKA.pl