„Silenzio!” – chor. Ramona Nagabczyńska. Fot. Maurycy Stankiewicz
Bohaterką kolejnego tekstu z cyklu Choreostorie jest Ramona Nagabczyńska – tancerka, choreografka i dramaturżka. Jest autorką licznych choreografii, w tym nagrodzonego spektaklu Silenzio! z 2021 roku. Została nominowana do Paszportów Polityki 2025 w kategorii Scena.
Taniec jest zbyt skomplikowanym zjawiskiem i moja relacja z tańcem jest również zbyt skomplikowana, żeby móc zwięźle odpowiedzieć na to pytanie.
Ta fascynacja jest ze mną, od kiedy pamiętam. Odkąd miałam na tyle rozwinięty mózg, żeby móc oglądać występy Michaela Jacksona, Davida Bowiego czy Davida Byrne’a.
Toronto, w kółku baletowym.
Odbył się chyba właśnie w ramach pokazu kółka baletowego. A następny występ sceniczny – był dosłownie na największej scenie w Europie, czyli na deskach Teatru Wielkiego. Tańczyłam wtedy walca kwiatów w Śpiącej Królewnie. Próby do tego spektaklu były jedną z największych traum mojego życia.
William Forsythe.
Jest ich dużo, ale ostatnio zachwyciło mnie Threesome Wojtka Grudzińskiego. Dawno nie przeżyłam czegoś tak mocnego.
Wielu rzeczy, ale głównie z samej sceny. Z jej historii i polityki.
Nie używam żadnych gotowych metod pracy. Zawsze je tworzę od zera na potrzeby danego spektaklu. A jeśli chodzi o techniki czy praktyki taneczne, to kocham je wszystkie. Dosłownie wszystkie.
Była praca z Martą Ziółek. Praca z Martą była intensywna, niczym szalona kilkumiesięczna impreza. Potrafi dostrzec potencjał tam, gdzie nikt inny go nie widzi. Wytwarza atmosferę niesamowitej synergii twórczej. Z każdego wyciąga to, co najlepsze. To wybitna artystka. Szkoda, że tak mało spektakli ostatnio robi.
To, że robiąc karierę, nie zaniedbuję swoich dzieci.
Myśleniem o tym, co muszę zrobić, żeby poprawić warunki dla tańca w Polsce. Trochę myślę o produkcji, której premiera odbędzie się w Pawilonie Tańca w maju, ale staram się wziąć oddech od szalonego maratonu produkcyjnego, który miałam w zeszłym roku.
Mieć swoją warszawską instytucję artystyczną.
taniecPOLSKA.pl