Sylwia Hanff. Fot. Yassiek (Janusz Matuszewski)
W lipcu Postacią miesiąca portalu taniecPOLSKA.pl jest Sylwia Hanff – tancerka, performerka, choreografka, reżyserka, menedżerka kultury, szczególnie zasłużona jako polska pionierka tańca butoh. W trakcie dotychczasowej kariery scenicznej wystąpiła w niemal 50 spektaklach teatrów instytucjonalnych i niezależnych, a także stworzyła 30 autorskich spektakli solowych oraz zespołowych w założonym przez nią Teatrze Limen Butoh. W tym roku artystka świętuje jubileusz 30-lecia pracy twórczej. Z tej okazji zapraszamy do przeczytania wywiadu z artystką z cyklu Choreostorie.
Sposób na głębsze odczuwanie świata oraz istnienia, a także na połączenie z tym, co wewnątrz i na zewnątrz, w różnych wymiarach. To środek obustronnej komunikacji ze światem.
Nie pamiętam… Tańczę od zawsze, od kiedy byłam małą dziewczynką. Od siódmego lub ósmego roku życia chodziłam na gimnastykę artystyczną, ale też po prostu uwielbiałam tańczyć. Rodzice zabierali mnie także do teatru dramatycznego/dla dzieci. Te dwie ścieżki – tańca i teatru – towarzyszyły mi od dzieciństwa. Naturalną tego konsekwencją była fascynacja teatrem ruchu, teatrem ciała, teatrem tańca, która skrystalizowała się, kiedy byłam nastolatką. Mam też głębokie poczucie, że tancerką po prostu się urodziłam.
Moje pokolenie uczyło się tańca współczesnego i technik teatru fizycznego gdzie się da. Nie było wtedy państwowych szkół kształcących w tym zakresie, a możliwości wyjazdu za granicę były dostępne raczej dla wybranych. Mój wieloletni trening obejmował bardzo szeroki zakres zajęć z wszelakich technik pracy z ciałem: od mimu ciała, akrobatyki i jogi, przez taniec klasyczny, rozmaite techniki tańca współczesnego, tańce etniczne z różnych egzotycznych stron świata, po – oczywiście – taniec butoh.
Jako mała dziewczynka należałam do grupy pokazowej gimnastyki artystycznej Pałacu Młodzieży. Nasze występy były bardziej taneczne (np. z szarfą i obręczą) niż gimnastyczne. Pamiętam wielki koncert w Sali Kongresowej, a także ogromne emocje, jakie towarzyszyły wszystkim dzieciom.
Na zawodową scenę weszłam dokładnie 30 lat temu, w 1996 roku, w Teatrze na Woli jako aktorka Studia Mimów. W tym samym roku rozpoczęłam współpracę z Teatrem Akt – ulicznym teatrem ruchu. Przez kolejne trzy lata grałam i tańczyłam tytułową rolę w spektaklu „Perperuna”.
Od 1997 do 2001 roku byłam aktorką Warszawskiego Teatru Pantomimy w Teatrze Żydowskim – karierę zawodową zaczynałam od teatru ruchu. Jako tancerka butoh po raz pierwszy wystąpiłam we własnej etiudzie w 2002 roku.
Ko Murobushi – to najważniejszy dla mnie mistrz butoh. On znał tajemnicę. Spotkanie go oraz patrzenie na jego taniec było nie tylko metafizycznym przeżyciem, ale i otworzyło mi drzwi do zrozumienia, czym jest taniec butoh, także jako praktyka duchowa. Tańca butoh nie można jednak nauczyć się od kogoś. Spotykamy mistrzów, żeby pokazali nam te drzwi, ale przejść trzeba przez nie samemu.
Pod tym względem nieustannie od 35 lat jestem zwolenniczką idei teatru okrucieństwa Antonina Artauda: taniec i teatr tańca to dla mnie pierwotny, rytualny język ciała, który przekracza ograniczenia języka werbalnego i samego umysłu; jest narzędziem transgresji, a nawet magii (dowolnie rozumianej).
Mistycznego przeżywania rzeczywistości. Mam tu na myśli mistycyzm egzystencjalny, taki jak w życiopisaniu Edwarda Stachury, a nie mistycyzm religijny, który jest mi obcy.
Bardzo często towarzyszką moich podróży w tym przeżywaniu jest muzyka. Dlatego właściwie nigdy nie tańczę solo. Tańczę w połączeniu z ciałem muzyki, ciałem przestrzeni i/lub przestrzenią dźwiękową. Lubię także pracować z innymi artystami oraz moderować twórcze procesy grupowe. Kiedy zagłębiamy się we wspólne śnienie, zawsze pojawiają niesamowite rzeczy.
Przełomów było kilka – małych i dużych. Jeden z pierwszych to stworzenie spektaklu Puste miejsce, albo sny oceanu, który był prawdziwym krokiem na mojej własnej ścieżce tworzenia butoh. Inny ważny przełom nastąpił stosunkowo niedawno i była nim praca nad performansem Wojny. Święta krew Śniących – to prawdopodobnie jest mój performans życia. Po nim nic już nie jest takie samo, a jednocześnie jest on wynikiem złączenia się nurtów wszystkich moich praktyk w jednym punkcie nieskończoności.
To, że od 30 lat trwam na życiowo-artystycznej ścieżce tańca butoh. Wymaga to bardzo dużo siły i poświęcenia, jak każda forma sztuki undergroundowej. Moim największym osiągnięciem jako kuratorki i menedżerki kultury jest niewątpliwie stworzenie i rozwijanie (ośmiu edycji) Butohpolis – Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Butoh, który obecnie jest już dużym i ważnym festiwalem na mapie Polski i świata.
Rozwijaniem nowatorskiej formy łączącej performance art, body-art, postbutoh, dźwiękowy performans immersyjny i nowe sztuki rytualne. Pragnę tworzyć performanse będące wielowymiarowym polem kontemplacji, transformującym świadomość zarówno performera, jak i widza/uczestnika.
Przekroczyć magiczny próg i otrzymać fundusze na realizację dużej produkcji, bo artystycznych wizji mi nie brakuje…
Sylwia Hanff w projekcie performatywno-fotograficznym „Nenufary”. Fot. Małgorzata Olecka
Sylwia Hanff w spektaklu „Dybuk”. Fot. Sylwia Zawadzka
Sylwia Hanff w spektaklu „Święto wiosny”. Fot. Sylwia Zawadzka
Sylwia Hanff w spektaklu „W płonącym sercu ciemnego nieba. Narodziny”. Fot. Sylwia Zawadzka
Na zdjęciu: Sylwia Hanff. Fot. Lorenza Cini