Balet Dworski „Cracovia Danza”. Fot. Tomasz Korczyński
Jestem dumna z tego, że udało nam się zbudować markę zespołu, bo to jest najistotniejsze. Zawsze staraliśmy się, żeby nasz repertuar był na najwyższym poziomie, żeby wpisywał się w nasze dziedzictwo – tak o pracy Baletu Dworskiego „Cracovia Danza” mówi Romana Agnel, jego założycielka i dyrektorka.
W tym roku zespół świętuje 20-lecie działalności. W rozmowie Romana Agnel opowiada o początkach, wyzwaniach i kolejnych ważnych etapach Baletu, o osobach, które tworzą zespół oraz o obchodach jubileuszowych. Mówi także o statusie tańca dawnego w Polsce oraz o możliwych kierunkach rozwoju.
Skąd zrodził się pomysł, żeby stworzyć zespół tańca dawnego?
Początki zespołu są związane z moim osobistym doświadczeniem. Miałam szczęście pracować artystycznie i występować we Francji w latach 90. Taniec dawny, a szczególnie taniec dworski, zaczął się tam wtedy intensywnie rozwijać. Studiowałam historię sztuki i wówczas odkryłam ten styl tańca. We Francji funkcjonuje system wsparcia tancerzy intermittent du spectacle. W ramach takiego programu odbywają się szkolenia z dziedzin tańca, w których tancerze mogą znaleźć pracę i się rozwijać. I właśnie dzięki temu programowi wzięłam udział w szkoleniu z tańca barokowego, z elementami tańców renesansowych, nauki gry na kastanietach – w Théâtre Baroque de France.
Współpracowałam również z zespołami Le Ballet Légendaire d’Ile de France czy Le Bal Paré. Druga wymieniona grupa była zespołem miejskim związanym z miastem Saumur nad Loarą. I właśnie w tym miejscu zaczęliśmy występować, przygotowując jednocześnie nasz repertuar w Paryżu. Występowaliśmy właściwie w całej Francji. A nawet poza jej granicami. Odkryłam wówczas cały repertuar, który zaczynał się w XV wieku, a kończył w XVII wieku. Okazało się, że jest to niezwykle żywy taniec, bardzo popularny i cieszy się wielką estymą.
Mam również duże doświadczenie w tańcu teatralnym. Moją specjalnością był taniec indyjski bharatanatjam, którego uczyłam się w Indiach u mojej mistrzyni Smt. M. K. Saroji. Tam właśnie poznałam bardzo teatralny sposób wypowiedzi tanecznej. Było to też połączenie tańca i pantomimy, opowiadanie historii z dawnych czasów czy przedstawianie różnych postaci. Ten właśnie kierunek był praktykowany w zespołach, w których tańczyłam we Francji.
Chciałam wprowadzić w Polsce taki model zespołu, który poznałam we Francji. Wyobrażałam sobie, że wówczas taniec dworski czy taniec dawny (wtedy funkcjonowała też nazwa: taniec historyczny) będzie prezentowany u nas na najwyższym poziomie. Stąd mój pomysł, żeby połączyć umiejętności tancerzy w zakresie różnych stylów – takich, które mogą wpisać się w nasz repertuar. Kraków jako siedziba zespołu narzucał się sam ze względu na dziedzictwo, liczne zabytki, Zamek Królewski na Wawelu, gdzie można było zaprezentować nasze pokazy.
Jakie były początki Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”?
Po przyjeździe do Polski zaczęły się pierwsze schody, bo okazało się, że trzeba znaleźć osobowość prawną dla zespołu. Jedyną możliwością było założenie fundacji. Zespół na początku działał właśnie jako Fundacja Ardente Sole.
Sam pomysł był strzałem w dziesiątkę, bo nie było takiego zespołu w Polsce. Myślę, że przyjęło się to m.in. z tego względu, że mieliśmy repertuar muzyczny powiązany z tańcami dawnymi. Był to okres, w którym muzyka dawna zaczęła święcić triumfy w Polsce.
Okazało się, że możliwości połączenia tańca i muzyki jest bardzo dużo. Rozpoczęłam współpracę z Akademią Muzyczną w Krakowie, z Warszawską Operą Kameralną. Mogę wymienić Elżbietę Stefańską, Agatę Sapiechę oraz Międzynarodową Letnią Akademię Muzyki Dawnej w Wilanowie. Pojawili się również tancerze, którzy bardzo chcieli się zaangażować w tego typu działania. Byli Leszek Rembowski z poznańskiej szkoły baletowej, Wioletta Maciejewska z Opery Krakowskiej. Monika Polak-Luścińska zajmowała się realizacją projektów kostiumów i bardzo wspierała merytorycznie nasze działania. Jeśli chodzi o reżyserów teatralnych, współpracowałam m.in. z Marcinem Kuźmińskim z Teatru im. Słowackiego w Krakowie, Pawłem Winsczykiem z Zakopanego. Ruch wokół zespołu był prężny i od razu osadzony w świecie artystycznym.
Zespół spotykał się na początku w salach szkoły baletowej w Krakowie. Później była to słynna sala mieszcząca się w moim mieszkaniu (śmiech). Jeździliśmy też w różne miejsca. Duże wsparcie otrzymałam ze strony francuskiej. Miałam okazję realizować choreografię do spektaklu Alceste w Warszawskiej Operze Kameralnej. Reżyserował Jean-Claude Malgoire, który był wtedy ikoną muzyki dawnej i organizatorem wielu różnych wydarzeń. Bardzo często zapraszał mój zespół do udziału w produkcjach we Francji. To było takie potwierdzenie, że ten pomysł doskonale się wpisuje w różne dziedziny sztuki, kultury.
Musiałam odnaleźć się w różnych rolach. Stworzyłam od strony formalnej, administracyjnej – struktury zespołu. Byłam też choreografem. Musiałam zaproponować repertuar zespołu. Współpracowałam z osobami, które wspierały mnie od strony artystycznej. W końcu – trzeba było zdobyć środki na realizację spektakli.
Jaki był kolejny ważny etap w rozwoju zespołu?
Ważnym momentem dla zespołu było zorganizowanie pierwszego Festiwalu Tańców Dworskich „Cracovia Danza”. W 2000 roku, kiedy Kraków był Europejską Stolicą Kultury, złożyliśmy wniosek do Krakowskiego Biura Festiwalowego na zorganizowanie takiego wydarzenia i ten wniosek został przyjęty. Można powiedzieć, że to był moment naszej konsekracji. Pokazaliśmy się wtedy w spektaklach na Wawelu, w korowodzie, w pokazie mody dworskiej na Rynku. Miałam środki na to, żeby zaprosić zespół francuski, z którym kiedyś tańczyłam. Zorganizowaliśmy to wydarzenie z dużym rozmachem. W kolejnym roku również zostaliśmy zaproszeni do organizacji festiwalu. I realizujemy go do dzisiaj. To jest wydarzenie, które wpisało się już w pejzaż kulturalny Krakowa.
Od 2006 roku Cracovia Danza jest Miejską Instytucją Kultury. Czy coś się wtedy zmieniło w działalności zespołu?
Bardzo dużo to zmieniło w naszej działalności, oczywiście. To była rewolucja (śmiech).
Rozmowy z przewodniczącym Komisji Kultury Rady Miasta Krakowa – Stanisławem Handzlikiem oraz z dyrektorem Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa – Stanisławem Dziedzicem – doprowadziły do tego, że mogliśmy ubiegać się o osadzenie zespołu w strukturach miasta. Propozycja była taka, żeby zespół stał się instytucją kultury. Komisja Kultury wtedy jednogłośnie przyjęła ten pomysł, a prezydent Jacek Majchrowski również przychylił się do tej decyzji. Miasto powołało taką instytucję i to był nasz duży sukces.
Cała koncepcja, statut zespołu, to wszystko, co zostało wypracowane w sposób formalno-administracyjny, zostało przyjęte przez Radę Miasta. Od tego czasu mogliśmy się starać w inny sposób o dofinansowanie, dostaliśmy stały budżet. To pozwoliło nam na stabilizację. Wiązało się to również ze zmianą warunków współpracy ze wszystkimi, którzy uczestniczyli w tej organizacji, szczególnie z tancerzami. Prowadzenie zespołu zawodowego wymaga zapewnienia stałego miejsca pracy, stabilizacji, środków do życia oraz możliwości codziennej praktyki i rozwoju. Ta zmiana w finansowaniu pozwoliła nam również na sprowadzanie zagranicznych mistrzów tańca na nasz festiwal – nauczycieli, z którymi tancerze zespołu mogli współpracować. I w ten sposób się rozwijać.
Udało nam się również pozyskać lokal – przy Placu na Groblach 7. Jesteśmy tutaj do dzisiaj. Na pierwszym piętrze jest mała sala baletowa, w której zaczynaliśmy nasze lekcje, zajęcia, warsztaty, próby. Teraz mamy również drugie miejsce na ulicy Szlak 67, które daje nam więcej możliwości. Znajdują się tam sale baletowe i odbywają się lekcje tańca klasycznego, współczesnego, różne zajęcia, które potrzebne są do realizacji repertuaru. Tam też znajdują się magazyny kostiumów.
Jestem dumna, że udało nam się utrzymać instytucję pomimo różnych wzlotów i upadków, lat chudych i tłustych. Jestem dumna również z tego, że udało nam się zbudować markę zespołu, bo to jest najistotniejsze. Zawsze staraliśmy się, żeby nasz repertuar był na najwyższym poziomie, żeby wpisywał się w nasze dziedzictwo. Cieszę się z możliwości funkcjonowania za granicą. To jest duże osiągnięcie.
Próba Baletu Dworskiego „Cracovia Danza” w prywatnym mieszkaniu. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Sobieski i Marysieńka” – chor. Romana Agnel, Leszek Rembowski. Występ w Barcelonie. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Sobieski i Marysieńka” – chor. Romana Agnel, Leszek Rembowski. Występ w Barcelonie. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Sobieski i Marysieńka” – chor. Romana Agnel, Leszek Rembowski. Występ w Barcelonie. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
1. Festiwal Tańców Dworskich „Cracovia Danza”, 2000 rok. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
1. Festiwal Tańców Dworskich „Cracovia Danza”, 2000 rok. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
1. Festiwal Tańców Dworskich „Cracovia Danza”, 2000 rok. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Legenda o Królowej Jadwidze” – chor. Romana Agnel, Leszek Rembowski. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Legenda o Królowej Jadwidze” – chor. Romana Agnel, Leszek Rembowski. Fot. materiały archiwalne Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”
Proszę powiedzieć o osobach, które tworzą zespół.
Zespół jest bardzo różnorodny. Poprzez wspólny etos pracy, tworzenie spójnego stylu wypowiedzi – staliśmy się w pewnym momencie bardzo zżyci ze sobą. Zespół tworzą tancerze m.in. wyłonieni w audycji. Jest ona organizowana co roku w balecie. Są też tancerze, którzy zgłaszają się online ze swoim dorobkiem artystycznym w formie nagrań. To są osoby z odległych miejsc, np. z Australii, ze Stanów Zjednoczonych. Są również tacy tancerze, których wyłaniam, kiedy odwiedzam szkoły baletowe czy podczas formuły masterclass, która odbywa się na naszym festiwalu. Jest ona przeznaczona dla uczniów szkół baletowych z całej Polski.
Udało nam się wypracować stabilne warunki pracy. Tancerze podpisują umowę o pracę. Zgłoszeń mamy sporo. Ostatnio mieliśmy około 200 kandydatów z całego świata. To świadczy o tym, że tancerze poszukują stabilnej pracy, o tym, że tych miejsc pracy brakuje w różnych zespołach. Widzę też, że aspekt międzynarodowy zaczyna być powszechny. W tym sezonie mamy w zespole tancerzy np. z Ukrainy czy z Białorusi. Przyznam, że takie duże zainteresowanie tancerzy zawodowych naszym zespołem jest dla mnie dużym sukcesem. Oznacza to wysoką pozycję tańca dworskiego w wydaniu artystycznym, scenicznym.
Zespół tworzą nie tylko tancerze, prawda?
Tak, zespół administracyjno-finansowy jest niezwykle ważny. Nasza instytucja funkcjonuje w oparciu o dwie ustawy – o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej oraz o finansach publicznych. Mamy osoby, które współpracują z zespołem od wielu lat i specjalizują się w pracy administracyjnej instytucji kultury. Staram się dawać możliwości współpracy tancerzom, którzy już skończyli swoją karierę taneczną. I tak na przykład jest z nami Krzysztof Antkowiak, były tancerz zespołu, który teraz zajmuje się działaniami multiwizualnymi i muzycznymi. Dariusz Brojek, który również tańczył w zespole, obecnie jest naszym korepetytorem. Na stanowisku technicznym jest były tancerz Tomasz Wojciechowski, natomiast Olga Makeeva, która jest moją asystentką dyrektora, również jest związana z tańcem.
Stwarzam tancerzom możliwość funkcjonowania w świecie tańca. Myślę, że ich wiedza i umiejętności oraz wrażliwość i otwartość bardzo pomagają w realizacji działań zespołu. Daję tym osobom możliwość szkolenia i dostosowania się do tych stanowisk, które im proponuję. Wychodzę z założenia, że tancerze są bardzo dobrymi pracownikami, są niezwykle zdyscyplinowani i punktualni.
Jaki status ma taniec dawny w Polsce?
Cały czas widzę przyszłość dla tego stylu tańca, szczególnie obserwując nasze krakowskie doświadczenie. Kraków jest miastem, do którego bardzo wiele osób przyjeżdża ze względu na jego dziedzictwo. I jestem przekonana, że prezentacje tańca dawnego, które powiązane są z historycznymi miejscami, zabytkami czy tradycją – są przyszłościowe. Wzoruję się na modelach zachodnich. Obserwuję, co moi francuscy partnerzy realizują np. w Pałacu Wersalskim i czerpię z tego inspirację. Mam na myśli np. pracę z muzeami. Wydaje mi się, że zwiedzający takie miejsca mają ochotę zanurzyć się w dawnych czasach czy historii bardziej empirycznie.
Przygotowując jakiś program, myślę o tym, żeby on faktycznie był dostosowany do danego miejsca. Ostatnio występowaliśmy na wystawie Wielka gra. Opera Władysława IV w Zamku Królewskim w Warszawie. Starałam się przygotować taki repertuar, który byłby powiązany z tą epoką. Braliśmy też udział w Nocy Muzeów na Wawelu w Krakowie. Widać, jak bardzo publiczność oczekuje, że odbędzie się taka prezentacja, która jest związana z historią danego miejsca. Wydaje mi się, że ludzie przyjmują to bardzo pozytywnie. Jest w takich pokazach zawarty też ważny aspekt edukacyjny. Uważam, że brakuje tego typu wydarzeń np. w Łazienkach Królewskich czy w Pałacu w Wilanowie.
Co jeszcze jest do wypracowania w tym obszarze?
Mam wrażenie, że u nas w Polsce są wytyczone obszary dla tańca i ciężko jest przebić się do innych miejsc. Wydaje mi się też, że my nie zawsze umiemy dopasować styl. Staramy się zapełnić jakieś wydarzenia w zabytkowych miejscach różnymi artystycznymi prezentacjami, ale nie zawsze są one związane z daną epoką.
Jest taki trend, że coraz więcej pokazuje się osób w kostiumach. To się spotyka z dobrym odbiorem publiczności, natomiast nie jest to do końca na takim poziomie, na jakim by mogło być. Jeżeli pojawia się osoba, która kreuje królową w koronie, chodzi z koszykiem i rozdaje ulotki, to dla mnie to jest fałsz. Wydaje mi, że powinniśmy bardziej dbać o przekaz, pokazywać to, co dana epoka niesie. Jeżeli tak bardzo dbamy o szczegóły związane z interpretacją muzyki dawnej, jeżeli dbamy też o zabytki z dużą pieczołowitością, powinniśmy w podobny sposób podchodzić do prezentacji tanecznych. Mnie zawsze bardzo zależało, żeby ten obszar mógł być wypełniony przez tancerzy zawodowych. Myślę, że to jest kwestia edukacji osób, które są organizatorami wydarzeń oraz tych, które zajmują się przygotowaniem młodych ludzi do tego typu działań.
Pojawia się też na pewno refleksja, czym dzisiaj jest taniec, co ze sobą niesie. To z pewnością jest związane z przygotowaniem młodych tancerzy do pracy zawodowej. Uważam, że trzeba im dać różne narzędzia. I oni oczywiście wybierają. Współczesna wypowiedź jest dla mnie bardzo złożona i zawiera też zwrócenie się w dawne czasy, oparcie się na tradycji. Nie możemy tego odrzucić. A wydaje mi się, że tutaj jest często dysonans.
Jest dużo do zrobienia na etapie edukacji. Jest to pewna motywacja do działania. Mam takie poczucie, że u nas nigdy nie było reformy z prawdziwego zdarzania w świecie tańca, więc może najwyższy czas teraz na nowo poukładać pewne działania i pomyśleć również o dofinansowaniu.
Na zdjęciu: Romana Agnel. Fot. Ilja Van de Pavert
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Tańcząc z biegiem dni” – chor. Romana Agnel. Fot. Jaromir Ludwin
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Dworska Bassa Danza” – chor. Romana Agnel. Fot. Fotomarc Cieszkowski
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Magiczne ogrody” – chor. Romana Agnel, Pierre-François Dollé. Fot. Jan Gromko
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Ogrody malowane tańcem” – chor. Romana Agnel. Fot. Zamek Królewski w Warszawie
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Wesele w Ojcowie” – chor. Leszek Rembowski. Fot. Andrzej Kalinowski
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Wawelskie baletto” – chor. Romana Agnel. Fot. Tomasz Korczyński
Balet Dworski „Cracovia Danza” „Olga Boznańska Wszystkie kolory tańca” – reż. i chor. Romana Agnel. Fot. Andrzej Oleszko
Chciałabym zapytać o proces twórczy. Na czym Pani opiera swoje choreografie?
Źródłem każdego choreografa jest jego doświadczenie. Na szczęście miałam bardzo duże doświadczenie, szczególnie jeśli chodzi o techniki tańca charakterystycznego. To była moja specjalność. Kiedy byłam za granicą, udało mi się poznać różne techniki, tańczyłam w różnych zespołach, nawet w zespole tańca meksykańskiego. Taniec indyjski uświadomił mi bardzo wiele kwestii związanych z komunikacją ruchową, teatralną, z gestem i z możliwościami przekazu uniwersalnych treści. Kiedy przejdziemy ten etap ciekawości związanej z egzotyką, to przychodzi czas na to, co jest głębokie, co jest ludzkie. Dlatego moim wzorem jest Jean‑Georges Noverre, który potrafił łączyć te wszystkie elementy wypowiedzi ruchowej.
Jestem też przekonana, że dzięki wykorzystaniu różnych elementów ruchowych, z różnych epok – można stworzyć bardzo ciekawy język choreograficzny. Natomiast wychodzę z założenia, że człowiek się nie zmienia przez wieki i wszystkie jego doświadczenia zawsze są takie same. Tak samo cierpimy, umieramy, kochamy, zachwycamy się. I ta uniwersalność jest dla mnie podstawą. Jeżeli chcę zilustrować jakąś historię czy pokazać postać, np. królową Jadwigę, staram się zawsze popatrzeć na tę postać jak na człowieka, który przeżywa pewne doświadczenie. Później jest kwestia znalezienia języka. Ważny jest język związany z daną epoką, ale – tak jak wspomniałam – szukam też ruchów atawistycznych, związanych z naszą naturą. I to z pewnością jest dla mnie bazą.
Przenosi Pani publiczność w czasie i przestrzeni – do różnych epok i krajów. Czy któreś z nich są Pani szczególnie bliskie?
Kiedy realizuję jakiś spektakl – dana historia bardzo mnie porusza i zagłębiam się w nią. Tak na przykład ostatnio było z Olgą Boznańską, kiery realizowałam spektakl Olga Boznańska. Wszystkie kolory tańca. Zawsze mnie poruszają postaci kobiet, więc te historie i ich przeżycia są mi bardzo bliskie. Trudno mi jest powiedzieć o wybranej epoce, bo wydaje mi się, że w każdej z nich można znaleźć dużo ciekawych historii. Jeżeli chodzi o muzykę, na pewno muzyka barokowa jest bardzo poruszająca. I może bardziej dostępna, aczkolwiek nie jest to muzyka łatwa, ponieważ ma w sobie element inégalité, czyli nie jest to muzyka równa, do której jesteśmy przyzwyczajeni od XIX wieku. Jest zaskakująca, zmienna, ale przez to dla mnie bardzo fascynująca. Jeżeli chodzi o muzykę XV czy XVI wieku, mamy mało nagrań i trudno jest porwać publiczność jakimś utworem. Staram się wybierać takie utwory, które niosą w sobie duży ładunek emocjonalny – jak muzyka Edvarda Griega czy Jeana Sibeliusa.
Proszę jeszcze powiedzieć o tańcach polskich w repertuarze zespołu.
Ten repertuar pokazujemy często i na pewno podoba się on publiczności. Powrót do źródeł jest istotny. Repertuar, który zespół realizuje, w dużej mierze oparty jest na tradycyjnych prezentacjach, utworach. A mam wrażenie, że w tym obszarze wszystko jest ciągle wrzucane do jednego worka. Przykładem jest temat poloneza. Jest to taniec bardzo wczesny, dużo wcześniejszy niż te formy poloneza, które prezentowane są dzisiaj. Podobnie jest z krakowiakiem, z tą formą sceniczną czy salonową. Wszystko to jest możliwe do odtworzenia ze źródeł zagranicznych. Trochę brakuje świadomości, że nasze polskie dziedzictwo miało wysoką pozycję w Europie i że dobrze by było sięgnąć do tych źródeł. Mamy w repertuarze takie pozycje jak Wesele w Ojcowie czy właśnie cracovienne, którą tańczyła Fanny Elssler, austriacka primabalerina – być może warto ten materiał pokazywać publiczności.
Zespół obchodzi w tym roku 20-lecie działalności. Jak będą wyglądać obchody jubileuszowe?
Mamy kilka propozycji związanych z jubileuszem. Teraz jesteśmy w trakcie przygotowań do premiery Europassio w choreografii i reżyserii Artura Żymełki. Jest ona zaplanowana na wrzesień tego roku w Krakowskim Teatrze Variété. Nasz jubileusz zaczyna się właśnie we wrześniu – wtedy dokładnie zespół był powołany. Planujemy realizację muralu. Mamy kilka propozycji lokalizacji, rozważamy ulicę Mogilską lub Aleję 29 Listopada. Mural zostanie stworzony przez Martynę Kaszycę, studentkę ASP, która na pewno świetnie sobie z poradzi z tym projektem.
Szykujemy również galę pod koniec tego roku, podczas której chcielibyśmy zaprezentować premierę spektaklu Vita Humana. Będzie to zderzenie różnych stylów. Jedna część będzie nawiązaniem do fryzu, który znajduje się w Sali Poselskiej na Zamku Królewskim w Krakowie. Ta część renesansowa choreografii będzie spoczywać na mnie, więc postaram się zaprezentować coś ciekawego. Druga część będzie zrealizowana w technice tańca współczesnego i tutaj choreografia zostanie powierzona Annie Sufrydzie, naszej krakowskiej tancerce, choreografce i pedagożce.
Mamy oczywiście też inne wydarzenia. W lipcu zapraszamy na nasz festiwal – będziemy rozważać kwestie czasu w muzyce i balecie. Gala jest zaplanowana na 25 lipca w Krakowskim Teatrze Variété.
Z okazji 10-lecia zespołu Stanisław Dziedzic (wówczas dyrektor Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Miasta Krakowa) życzył Pani wymagającej i życzliwej publiczności; prof. Elżbieta Stefańska życzyła Pani niezmiennego entuzjazmu, tej samej miłości do sztuki i do tego, co Pani robi; a ówczesny prezydent Krakowa – Jacek Majchrowski życzył Pani siedziby[1]. Co może Pani powiedzieć dzisiaj o tych życzeniach?
Na pewno życzenie pana dyrektora Dziedzica się zrealizowało, bo publiczność jest bardzo wymagająca, oczekuje różnorodnych prezentacji. Są osoby, które znają już nasz repertuar, piszą o tym, że widziały takie spektakle i chciałyby zobaczyć to i to. I owszem, publiczność jest bardzo życzliwa. Wszyscy podchodzą w sposób pozytywny do naszych działań. Czy ciągle mam entuzjazm? Myślę, że mam. Jak najbardziej. Zadania do realizacji mam coraz bardziej różnorodne i podchodzę do nich z takim samym zapałem. Jeżeli chodzi o siedzibę – to życzenie nie do końca się zrealizowało. Ciągle oczekujemy na tę siedzibę. Propozycje są różne. Mam wrażenie, że jesteśmy przesuwani z jednego miejsca na drugie. Raz to jest ulica Wesoła, raz Centrum Muzyki w Krakowie. Czekam na decyzję i Rady Miasta, i prezydenta w naszej sprawie. Mam nadzieję, że będziemy mieć takie miejsce w Krakowie na prezentację repertuaru.
Czego by Pani życzyła sobie i zespołowi z okazji 20-lecia działalności?
Życzyłabym sobie, żeby powiększało się grono specjalistów związanych z tańcem dawnym i dworskim w Polsce. To jest bardzo istotne, żeby przekazywać dalej to, co zostało rozpoczęte, co jest budowane. Mam wrażenie, że obszar badawczy związany z tańcem dawnym jest ciągle białą plamą. Bardzo mi zależy, żeby te badania były realizowane, żeby dzięki teorii wzmocnić stronę wykonawczą. Myślę, że tu jest duża rola Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Być może byłaby to również rola Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca, który bardzo zaangażował się w promocję tańca tradycyjnego i rzeczywiście widać, że to dobrze funkcjonuje. Natomiast mam poczucie, że taniec dawny jest zostawiony sam sobie i że nie do końca jest to wszystko spójne. Wymaga to refleksji i dyskusji. Być może teraz jest na to czas.
Życzyłabym sobie również, żeby nasz zespół miał większe możliwości prezentacji, również za granicą. Żeby jakość naszych prezentacji była doceniana, a nie zastępowana czymś, co jest powszechnie znane i lubiane, ale o zdecydowanie innym poziomie wykonawczym. Obserwuję, że na wzór naszego zespołu powstają inne zespoły w Polsce. Przestajemy być konkurencyjni ze względu na koszty, możliwości prezentacji. Powoli tracimy przez to palmę pierwszeństwa. Myślę, że ta refleksja o poziomie prezentacji przyjdzie z czasem. Tylko oby nie było za późno.
Dziękuję za rozmowę.
[1] 10 lat Baletu Cracovia Danza, Cracovia Danza. 28.07.2017, [online] https://www.youtube.com/watch?v=LHm36b550As (19.06.2026).
taniecPOLSKA.pl