„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
W kolejnej odsłonie cyklu poświęconego spektaklom prezentowanym podczas Polskiej Platformy Tańca 2026 przybliżamy Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu. Głos oddajemy Joannie Leśnierowskiej – choreografce, reżyserce, dramaturżce i scenografce tej pracy. Przedstawienie będzie można obejrzeć 19 września w Centrum Sztuk Performatywnych Instytutu Grotowskiego we Wrocławiu.
Proszę przybliżyć naszym czytelnikom, jakie tematy porusza Pani w spektaklu Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu.
Od zawsze interesowało mnie w sztuce zgłębianie niejednoznacznych, wymykających się słowom, a jednocześnie tak nam bliskich i ciałem odczuwanych stanów zawieszenia, wyobcowania oraz osamotnienia; tęsknoty za tym, co bliżej nieokreślone, a co pozwoliłoby nam uciec od zgiełku naszych żyć w bardziej szczęśliwe i kojące miejsca… Dla jednych może to być powrót do szczęśliwych wspomnień, dla innych – długie wędrówki po górach, czy – tak jak dla mnie – marzenie o powrocie nad morze, do kojącego szumu fal i ciepła piasku. Dom nad morzem, w którym zaszywał się, by malować, miał także Edward Hopper. Rooms by the sea to tytuł jednego z jego bardziej tajemniczych obrazów. Widzimy na nim wypełniony słonecznym światłem i dryfujący po oceanie wyludniony dom, miejsce niemożliwe i symbolicznie szczęśliwe. Do takich pokoi nad morzem podróżuje także piątka bohaterów spektaklu. Wydają się iść razem, ale jakby osobno, przemierzając krajobrazy gęste od mikro- i makrogestów oraz dźwięków. Wydają się nieustannie, każdą komórką swojego ciała, wsłuchiwać w otaczający ich, bliski i daleki świat, a także w samych siebie, z nadzieją, że pozwoli im to odnaleźć się także jako wspólnota. Rooms by the sea są raportem z podroży, dla której punktem wyjścia jest przekonanie, że potrzebujemy siebie nawzajem, żeby szczęśliwie dotrzeć do brzegu; i której przyświeca nadzieja, że ćwiczenia z czułego słuchania i wsłuchiwania się w siebie pozwolą nam po prostu na bycie razem. Do ćwiczeń takich zapraszamy także naszych widzów…
Z jakich potrzeb wyrasta spektakl? Co stało się bodźcem do jego powstania?
Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu nie są moim pierwszym spektaklem inspirowanym malarstwem Hoppera. W 2014 roku stworzyłam choreografię, w której postaci z jego obrazów przeniosłam w pustą przestrzeń sceny i wprawiłam w ruch. Na obrazach widzimy je zazwyczaj zastygłe w oczekiwaniu, zapatrzone w nieznane, zawieszone w (nie)działaniu, oderwane myślami od miejsca, czasu i od siebie nawzajem. W 2014 roku nie mogliśmy przewidzieć, że już za kilka lat wyciszenie, pauza i tęsknota za kontaktem z innymi staną się tak realne i połączą nas we wspólnym, globalnym doświadczeniu. W marcu 2020 roku, w samym środku pandemii, na łamach brytyjskiego pisma „The Guardian” ukazał się artykuł znanego krytyka sztuki Jonathana Jonesa zatytułowany We are all Edward Hopper paintings now. Portretowana przez Hoppera wielkomiejska izolacja, towarzyszący jej niepokój i alienacja z własnego ciała stały się częścią naszej codzienności. Ciężarowi przymusowego odcięcia od innych towarzyszyła też jednak nadzieja na nowy lepszy „świat po” – pragnienie wyrwania się z marazmu i samotności oraz chęć aktywnego powrotu do wspólnoty. W ten sposób artykuł z „The Guardian” stał się pierwszym impulsem do stworzenia tego spektaklu. Punktem wyjścia było pytanie o to, gdzie dzisiaj jesteśmy kilka lat po pandemii? Czy umiemy na nowo być razem? Czy udało nam się uwolnić z pułapki hopperowskich obrazów?
Jak wyglądał proces twórczy? Kto był w niego zaangażowany?
Spektakl powstawał na zamówienie Krakowskiego Centrum Choreograficznego i stanowił część celebracji 10-lecia jego istnienia. Jednocześnie naturalnie wpisał się także w obszar praktyk karmiących refleksję o strategiach transmisji materiału z ciała na ciało, możliwościach przedłużania życia performansów, ich reaktywacji oraz przenoszenia w nowe konteksty i okoliczności. Mając za punkt odniesienia spektakl z 2014 roku, proces kreacji Rooms by the sea. Ćwiczenia w słuchaniu kontynuował moje wieloletnie poszukiwania na styku choreografii i sztuk wizualnych.
W pierwszej fazie skupialiśmy się na rozwijanym przeze mnie od ponad dekady choreograficznym języku poszukującym fizycznej i wizualnej reprezentacji dla idei ciała polifonicznego: ciała współistniejących w nim wielu głosów, zmagającego się z głosów tych nadmiarem, kakofonią, hałasem. Na tym etapie towarzyszył nam Janusz Orlik, który tańczył w spektaklu z 2014 roku i wsparł mnie we wprowadzaniu piątki wspaniałych krakowskich artystów performerów (Dominiki Wiak, Moniki Szpunar, Moniki Węgrzynowicz, Karola Kędziory i Pawła Skalskiego) w meandry tego ucieleśnionego języka. W kolejnym stadium poszerzyliśmy praktykę ruchową o nowy dla niej wymiar pracy z głosem (udźwięcznianie ciała), co było możliwe dzięki treningowi z Kasią Sitarz, autorką oryginalnego soundscape’u do spektaklu. Równoległe pracowaliśmy (i w studio, i w naturze) z wieloma obrazami, nie tylko Hoppera, ale także współczesnego niemieckiego malarza Tima Eitela. Analizowaliśmy ich kompozycję, poetykę, ładunek emocjonalny, a podczas długich sesji improwizacyjnych wprawialiśmy obrazy w ruch, tworząc kolejne, nasze własne już sytuacje… Na tym etapie ogromną rolę w mojej pracy odgrywa zazwyczaj fotograficzna dokumentacja procesu. Nieustannie obserwuję próby także przez pryzmat obiektywu, co staje się i dla mnie i dla tancerzy kolejną warstwą informacji zwrotnej, która pozwala nam rozwijać pracę na jej dalszych etapach. W procesie tym wspierają mnie zazwyczaj strategie z obszaru postfotografii i postchoreografii – zwłaszcza metoda nawarstwiania materiałów, zasysania pewnych warstw z jednej pracy i przenoszenia ich w drugą, a także ich ciągłego transformowania. Tymi metodami rozwijał się także mój dialog z fotografką Anną Zielińską, autorką materiałów wizualnych towarzyszących spektaklowi… A wszystko pod skrzydłami wspaniałych producentek – Aleksandry Honzy i Agnieszki Barańskiej. Ich czuła producencka obecność była bezcenna i pozwoliła nam spokojnie oddać się naszym ćwiczeniom w słuchaniu i meandrowaniu…
Co stanowiło wyzwanie w realizacji przedstawienia?
Wydaje mi się, że największym wyzwaniem dla nas wszystkich, nie tylko podczas tej konkretnej realizacji, jest praktyka jak najdłuższego pozostawania w Nieznanym – zaufanie procesowi, sobie nawzajem oraz naszej intuicji. Długotrwałe przebywanie w obszarze „(jeszcze) nie wiem” i stawianie oporu presji czasu i oczekiwań, jakie zawsze pojawiają się wraz ze zbliżającym się terminem premiery, wymagają dojrzałości, determinacji i odwagi… Jestem wdzięczna całemu zespołowi, że wyruszył ze mną w tę przygodę z otwartymi głowami, ciałami oraz sercami i dalej wspólnie podróżujemy, dbając o siebie nawzajem…
Jaki odbiór spektaklu Pani zaobserwowała? Czy spotkała się Pani z jakąś zaskakującą opinią na jego temat?
Jest dla mnie niezwykle wzruszającym i satysfakcjonującym słuchanie opowieści o obrazach i refleksjach, jakie spektakl wzbudza w widzach… Jestem wdzięczna za każdą emocję, gest i myśl, które do mnie wracają, bo wiem też, jak trudno jest ująć w słowa doświadczenie, zwłaszcza zaraz po spektaklu… Gorąco wierzę, że to w dialogu z patrzącymi i w ich ciałach, w ich wrażliwości moja praca przegląda się, dopełnia, rośnie, wzbogaca o kolejne warstwy, transformuje, i nigdy się nie kończy… W targanej hałasem, nadmiarem informacji, wieloma wyzwaniami i kryzysami rzeczywistości, w jakiej na co dzień funkcjonujemy, sztuka – bardzo chcę w to wierzyć – wciąż może nam zaoferować alternatywną przestrzeń do spotkania z samym sobą i do bycia razem inaczej, nawet jeśli tylko przez chwilę… W tym kontekście nie ustają też moje własne ćwiczenia w słuchaniu – wsłuchuję się we wszystkie relacje z doświadczenia z czułością, bez oczekiwań i bez oceny. To wcale nie jest łatwy trening, ale pomaga mi przekonanie, że echa wspólnej podroży wracają często (i do oglądających, i do mnie) w najmniej oczekiwanym momencie… Sama doświadczyłam tego wiele razy w spotkaniu z pracami innych artystów, i wiele razy było tak również w przypadku Rooms by the Sea … Trenuję się zatem w nieustającej gotowości na (u)słyszenie…
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
„Rooms by the Sea. Ćwiczenia w słuchaniu” – chor. Joanna Leśnierowska. Fot. Klaudyna Schubert
taniecPOLSKA.pl