W kolejnej odsłonie cyklu poświęconego spektaklom prezentowanym podczas tegorocznej edycji Polskiej Platformy Tańca przybliżamy WoW. Głos oddajemy Marcie Wołowiec – twórczyni tej pracy. Przedstawienie będzie można obejrzeć 19 września 2026 roku o godz. 21.15 we wrocławskiej filli Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie.

Wersja do druku

Udostępnij

Proszę przybliżyć naszym czytelnikom, jakie tematy porusza Pani w spektaklu WoW.

W spektaklu WoW dotykamy tematu przyjemności z tańczenia i poruszania się, ale też dzielenia się tą przyjemnością z innymi. Sięgamy do naszych pierwszych, instynktownych doświadczeń tanecznych – pełnych ekspresji, energii i potrzeby ruszania się dla samego faktu bycia w ruchu. W tej pracy interesuje nas taniec jako coś, czym można dawać radość innym.

Pozwalamy sobie również na efekt „wow”, od którego współczesny taniec i nowa choreografia często stronią. Uwalniamy ekspresję i sprawdzamy, czy możemy czerpać przyjemność z czegoś także wtedy, kiedy nie jesteśmy w tym doskonali, kiedy nie wszystko musi być subtelne, wyrafinowane czy „właściwe”. Jest w nas też sporo nieśmiałości w tej próbie i chyba dlatego w trakcie spektaklu nawzajem dodajemy sobie odwagi – po to, żeby otworzyć się na jeszcze więcej „wow”.

Jednocześnie przyglądamy się temu, gdzie kończy się przyjemność, a zaczyna obsesja – jak cienka jest granica między tym, co nas karmi i daje energię a tym, co zaczyna nas pochłaniać i wyczerpywać.

Z jakich potrzeb wyrasta spektakl? Co stało się bodźcem do jego powstania?

Jedną z największych inspiracji do stworzenia spektaklu był album Dance Fever Florence + The Machine, który sam w sobie jest dla mnie pochwałą tańca jako źródła pasji, wolności i przyjemności, ale też jego potężnej, pochłaniającej siły. Szczególnie zainteresował nas utwór Choreomania, a za nim sam fenomen choreomanii – tanecznej plagi, która przez wiele stuleci pojawiała się w różnych miejscach Europy.

Setki osób wpadały we wspólny, niekontrolowany taniec, trwający aż do skrajnego wycieńczenia, a czasem nawet śmierci. Do dziś nie wiemy dokładnie, co było przyczyną tych zbiorowych tanecznych manii. Jedna z teorii mówi o reakcji na ogromne napięcie społeczne i psychiczne – życie w rzeczywistości naznaczonej wojnami, epidemiami czy katastrofami.

Bardzo poruszyła nas ta niejednoznaczność: taniec jako coś, co może przynosić wolność, przyjemność i rodzaj uwolnienia, a jednocześnie jako siła, która może przejąć nad nami kontrolę. I chyba właśnie z potrzeby przyjrzenia się tej granicy – między przyjemnością a przymusem, uwolnieniem a wyczerpaniem – zaczęło powstawać WoW.

Jak wyglądał proces twórczy? Kto był w niego zaangażowany?

Spektakl współtworzył ze mną cały zespół artystyczny: Janusz Orlik odpowiadał za dramaturgię, Wojciech Kiwer – za muzykę, Klaudia Kasperska – za reżyserię świateł, a Dominik Więcek – za kostiumy. Podczas Polskiej Platformy Tańca na scenie w zastępstwie za mnie wystąpi Karolina Pewińska, a także Tomasz Pomersbach, który od początku uczestniczył w poszukiwaniu materiału ruchowego i którego wkład w ostateczny charakter spektaklu jest bardzo znaczący.

W trakcie prób zaczynaliśmy od ruchu transowego, kojarzącego się z rave’ami i wielogodzinnym tańcem do muzyki elektronicznej. Dość szybko pojawiła się jednak również muzyka popularna – znane hity, które uruchamiały w nas zupełnie inny rodzaj energii i pomagały wywołać tytułowy efekt „wow”. Co ciekawe, początkowo trochę nas te utwory krępowały. Czuliśmy w nich przesadę, może nawet pewien rodzaj żenady. Z czasem właśnie to skrępowanie stało się dla nas interesujące i zaczęliśmy szukać dla niego miejsca w spektaklu.

Do większej odwagi i humoru zapraszał nas Janusz Orlik, dramaturg spektaklu, który zachęcał nas, żeby nie wycofywać się z tych źródeł, ale przeciwnie – śmiało z nich czerpać.

Dużą rolę w powstawaniu spektaklu odegrał również zespół produkcyjny Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Projekt został zrealizowany w ramach programu Przestrzenie Sztuki – Taniec.

Co stanowiło wyzwanie w realizacji przedstawienia?

Wyzwań było sporo. Chyba największym był stosunkowo krótki czas pracy – spektakl powstał w ciągu kilku intensywnych tygodni. Dziś już wiem, że dużo lepiej czuję się w procesach rozłożonych w czasie, które pozwalają nabrać dystansu do materiału i wracać do niego ze świeżym spojrzeniem.

Dużym wyzwaniem było też poczucie ryzyka związane z samym materiałem. WoW odsłania inną stronę mojej twórczości – bardziej ekspresyjną, szaloną, momentami przerysowaną. Nie wiedziałam też, czy obecny w spektaklu humor zostanie przez publiczność odczytany i przyjęty. To wymagało ode mnie pewnej odwagi i zaufania do tego, co robimy. Wciąż jeszcze to w sobie trawię i nadal się tego uczę (śmiech).

Ogromnym wyzwaniem pozostaje również intensywność spektaklu. Zużywamy w nim naprawdę bardzo dużo energii – to jedna z najbardziej wyczerpujących fizycznie prac, które stworzyłam. Spora część materiału jest też improwizowana, więc nie możemy po prostu „odtworzyć” spektaklu. Za każdym razem musimy na nowo znaleźć jego energię i intensywność. I mam wrażenie, że z każdym kolejnym pokazem sami podnosimy sobie poprzeczkę.

Jaki odbiór spektaklu Pani zaobserwowała? Czy spotkała się Pani z jakąś zaskakującą opinią na jego temat?

Mieliśmy okazję zagrać WoW już ponad 20 razy – w bardzo różnych miejscach w Polsce i za granicą – i obserwować bardzo różne reakcje publiczności.

Mam wrażenie, że odbiór spektaklu mocno zależy od perspektywy patrzącego. Tancerze i tancerki często odbierają go poprzez własne ciało – szybko wyłapują ruchowe konteksty, spektakl ich bawi, ale też wzrusza. Osobom, które nie zajmują się tańcem zawodowo, WoW częściej przypomina ich własne doświadczenia związane z ruchem i tańcem – imprezy, zabawy, momenty, w których można było poprzez ciało odreagować rzeczywistość.

Najczęściej jednak wraca do nas po spektaklu właśnie energia – ludzie mówią o radości, humorze, o tym, że wychodzą z niego podniesieni na duchu. Dla mnie jako artystki to ogromny komplement. Bardzo cieszy mnie myśl, że spektakl może zostawić w kimś właśnie taki ślad.

Zaskakuje mnie natomiast powracająca interpretacja WoW jako spektaklu o miłości między kobietą i mężczyzną. Sami właściwie w ogóle nie eksplorowaliśmy tego tematu, a jednak co jakiś czas ktoś odczytuje naszą relację właśnie w ten sposób. Jest dla mnie ciekawe, jak silne jest to pierwsze skojarzenie: jeśli na scenie pojawiają się kobieta i mężczyzna i istnieje między nimi jakaś bliskość, bardzo łatwo zaczynamy patrzeć na nich jak na parę.

„WoW” – chor. Marta Wołowiec. Fot. Rafał Skwarek

„WoW” – chor. Marta Wołowiec. Fot. Rafał Skwarek

„WoW” – chor. Marta Wołowiec. Fot. Rafał Skwarek

„WoW” – chor. Marta Wołowiec. Fot. Natalia Kabanow

„WoW” – chor. Marta Wołowiec. Fot. Natalia Kabanow

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close