„Umarł Maciek, umarł…”, tańczą absolwenci Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella – chor. Feliks Parnell. Fot. WalendiPhoto
„Uważam, że szkoła powinna przygotowywać absolwentów jak najbardziej wszechstronnych, którzy będą mogli znaleźć zatrudnienie na rynku tanecznym w różnych przestrzeniach” – opowiada w rozmowie z okazji jubileuszu 50-lecia Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella dyrektor Karol Urbański.
W 1984 roku ukończył Pan łódzką szkołę baletową jako absolwent pierwszego rocznika. Jak wspomina Pan tamten czas? Jak wyglądała ówczesna organizacja szkoły?
Z perspektywy dorosłego uważam, że to było niezwykłe doświadczenie. Szkoła dopiero się rozwijała, miała wówczas status in statu nascendi, a w Łodzi nie było podobnej instytucji. Dla mnie, jako dziesięcioletniego chłopca, była to niezwykła przygoda. Pamiętam, że szkoła zmieniała lokalizacje. Jako uczeń miałem zajęcia w czterech różnych budynkach. Obecnie znajduje się w innym miejscu niż ostatnie, które pamiętam. Szkoła ściśle współpracowała z Teatrem Wielkim w Łodzi, wszystkie nasze zajęcia zawodowe odbywały się właśnie tam, dlatego zapewne odczuwam sentyment do tej przestrzeni. Zastępca dyrektora ds. artystycznych, Leandra Jasińska, moi pedagodzy – Grażyna Popławska, pani profesor od tańca klasycznego oraz Zbigniew Sobis – byli wybitnymi tancerzami Teatru Wielkiego w Łodzi. W trakcie całej dziewięcioletniej edukacji mieliśmy kontakt ze wspaniałymi artystami, a później, w ramach praktyk scenicznych, spotykaliśmy się z nimi na jednej scenie. To było niezwykłe przeżycie.
Rozumiem, że budynek szkoły, a w zasadzie jego brak, to był największy problem szkoły.
Tak. Szkoła de facto nie miała własnego budynku. Wszystkie siedziby były jej użyczane. Pierwszą miał być pałacyk na ulicy Jaracza, ale tam tak naprawdę nigdy nie odbywały się zajęcia. Początkowo lekcje ogólnokształcące miały miejsce przy ulicy Sterlinga, następnie w budynku znajdującym się na ulicy Narutowicza, a ostatnim miejscem, do którego nas przeniesiono, była szkoła na ulicy Żeromskiego. Ta przestrzeń była współdzielona z liceum plastycznym. Wspominam, że stałym elementem mojej edukacji były podróże razem z całą klasą tramwajem czy autobusem między teatrem a szkołą. Z tego, co pamiętam, te przejazdy odbywaliśmy samodzielnie, co dziś byłoby nie do pomyślenia.
Od ponad roku pełni Pan funkcję dyrektora Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi, więc życie zatoczyło koło – wrócił Pan do korzeni jako doświadczony artysta. Jak wyglądał ten powrót? Co nowego chciałby Pan wprowadzić lub zmienić? Czego brakuje w sposobie edukowania współczesnych artystów?
W tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Wydaje mi się, że inaczej myśli się o edukacji baletowej i prowadzeniu szkoły artystycznej, gdy jesteśmy „na zewnątrz” – z perspektywy potencjalnego pracodawcy absolwentów, choreografa czy kierownika baletu – a inaczej, gdy widzimy ten problem „w środku”, z perspektywy dyrektora szkoły, odpowiedzialnego za proces kształcenia. Jeżeli miałbym nazwać postawę, jaką przyjąłem, widząc temat „od wewnątrz”, to byłaby to pokora. Na pewno istnieje wiele obszarów, które można ulepszać, natomiast z drugiej strony szkoła jest bardzo skomplikowaną strukturą, która moim zdaniem musi ewoluować. To nie jest miejsce na rewolucję, lecz przestrzeń ewolucji. Odkąd objąłem stanowisko dyrektora, staram się funkcjonować w ściśle określonych ramach programu edukacyjnego. Przyglądam się uczniom, gronu pedagogicznemu, sobie samemu w nowej roli oraz samej strukturze szkoły. Jako instytucja zajmująca się nauczaniem musimy we wszystkich swoich działaniach uwzględnić ustawę o prowadzeniu działalności oświatowej, rozporządzenia oraz plany nauczania. Dodatkowo wszystkie szkoły artystyczne podlegają instytucji nadzorującej, czyli Centrum Edukacji Artystycznej. To wszystko stawia pewną „ramę”, w której trzeba funkcjonować i starać się jak najefektywniej edukować młodych ludzi. Dziś nie odpowiem na pytanie, co chciałbym zmienić. Na pewno są takie aspekty, ale powinny one być efektem wspólnej dyskusji i namysłu, który następnie musi przełożyć się na działania legislacyjne. To nie jest autonomiczna jednostka, w której można zmienić wszystko wedle własnych życzeń. Po półtora roku pełnienia funkcji dyrektora wiem, że nie o to chodzi.
Te ograniczenia sprawiają, że potrzeba wielu lat, aby cokolwiek zmieniać…
Z perspektywy dyrektora szkoły wydaje mi się, że te ograniczenia są konieczne, ponieważ mówimy tu o delikatnej kwestii – procesie kształcenia młodych ludzi, za który bierzemy pełną odpowiedzialność. Dziś może się nam wydawać, że potrzebne są pewne zmiany, jednak takie myślenie może być błędne. Lekkomyślnymi decyzjami bardzo łatwo coś zniszczyć. Powinniśmy dążyć do reformy, która będzie ulepszać, a nie całkowicie przebudowywać system. Szkolnictwo baletowe bywa krytykowane, jednak nasuwa się pytanie, czy te opinie mają na celu poprawę niektórych aspektów edukacji, czy są wyrazem sprzeciwu wobec samej formy sztuki baletowej.
Jak ocenia Pan obecną kondycję tańca klasycznego w Polsce?
Moim zdaniem balet jest sztuką, która kwitnie – zarówno, jeśli chodzi o dziedzictwo baletu, czyli o taniec klasyczny, jak i balet neoklasyczny czy współczesny. Jest wielu choreografów, którzy łączą różne techniki. Myślę, że podział na taniec klasyczny i współczesny staje się na świecie powoli anachroniczny, a te formy w rzeczywistości mogą ze sobą doskonale współgrać, wzajemnie się uzupełniać i tworzyć krytyczny lub twórczy dialog.
Wystarczy przyjrzeć się temu, co się dzieje na scenach w Polsce. Abstrahując od problemu małej liczby Polaków w zespołach baletowych, można zauważyć, jaki repertuar jest prezentowany oraz jak wielu choreografów bazuje na technice tańca klasycznego lub działa na pograniczu tańca współczesnego. Myślę, że balet jest zjawiskiem rozwijającym się dynamicznie, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Uważam, że tradycja jest bardzo ważna, ponieważ daje poczucie pewnej ciągłości, a także pozwala zrozumieć, skąd wywodzą się pewne elementy w sztuce. Nagranie wideo nigdy nie zastąpi spektaklu tanecznego, granego na żywo. Taniec klasyczny jako technika i balet jako pewna estetyka to dwa odrębne światy. Myślę, że techniki tańca można nauczyć każdą osobę, która ma w sobie talent lub potencjał artystyczny, niezależnie od jej fizycznych predyspozycji. Natomiast jeśli mówimy o balecie i o pewnych kanonach związanych z tą formą sztuki, to jest już inna rozmowa. Podsumowując, informacje o śmierci baletu są przedwczesne.
Szkoła jest po to, aby nauczyć podstaw i dać solidną bazę, dlatego konieczna jest pielęgnacja tradycji tańca. Jak wygląda aktualny program nauczania w szkołach?
Istnieje program nauczania, do którego musimy się dostosować, oraz metodyka. W Warszawie działa Wydział Tańca, gdzie można studiować pedagogikę baletową, więc istnieją pewne ramy. Rzeczywistość się zmienia, myślenie o metodyce również, a podejście do ucznia ulega radykalnej przemianie – i bardzo dobrze. To są pewne wyzwanie, na które całe szkolnictwo artystyczne musi być otwarte, i myślę, że tak właśnie jest.
Skoro poruszyliśmy temat nauczania, porozmawiajmy o pedagogach – absolwentach łódzkiej szkoły baletowej, którzy, jak widać, chętnie tu wracają. Co takiego magicznego jest w tym miejscu?
To jest trudne pytanie. Krótko po ukończeniu szkoły baletowej, pod koniec lat 80., uczyłem tutaj tańca klasycznego w zastępstwie za profesora Anatola Karpuchina. Później przez długi czas nie odwiedzałem tego miejsca, aż do teraz. Szkoła jest instytucją publiczną i edukacyjną, w której praca nauczycieli określana jest poprzez konkretne akty prawne, takie jak Karta Nauczyciela. Ciągle jestem w procesie poznawania ludzi, pedagogów oraz przekonywania ich do mojej wizji i sposobu, w jaki chciałbym prowadzić szkołę. Zależy mi na tym, aby w pełni wykorzystać ich potencjał. Chciałbym, żeby szkoła była wspólnotą, która łączy wszystkich jej członków. Myślę jednak, że najważniejsi są uczniowie. Są oni jednocześnie podmiotem i przedmiotem kształcenia, które nie może odbywać się bez kadry pedagogicznej – zarówno nauczycieli przedmiotów zawodowych, jak i ogólnokształcących. Naszą misją jest wykształcenie artysty – człowieka otwartego i myślącego. Atmosferę w szkole tworzą nie tylko pedagodzy, lecz także pracownicy niepedagogiczni. Relacje z rodzicami bywają różne, niekiedy trudne, dlatego kluczowa jest duża otwartość, a także pewna mądra asertywność i umiejętność przekonywania do racji, którymi szkoła kieruje się w kształceniu ich dzieci.
Jaka jest Pana wizja szkoły?
Traktuję ją jako szkołę zawodową. Mam pełną świadomość istniejącej dyskusji na temat tego, kogo szkoły artystyczne powinny kształcić. Uważam, że szkoła powinna przygotowywać absolwentów jak najbardziej wszechstronnych, którzy będą mogli znaleźć zatrudnienie na rynku tanecznym w różnych przestrzeniach. Badanie potencjału pozwala wskazać, w jakich kierunkach powinniśmy rozwijać zdolności artystyczne naszych uczniów. Zastanawiamy się, w jakiej przestrzeni będą mogli najlepiej się odnaleźć – czy będzie to taniec klasyczny, współczesny, ludowy, czy charakterystyczny. Bywa, że młodzi ludzie decydują się pójść w zupełnie innym kierunku. Liczę, że będą korzystać także z doświadczeń zdobytych w naszej szkole. Spędziłem trochę czasu w Anglii, gdzie przyglądałem się różnym przestrzeniom tańca i bliskie jest mi tam usłyszane określenie „movers”. Bywa, że osoby, które poruszają się, nie mają oczywistych predyspozycji fizycznych, ale w nich tkwi ogromna pasja, umiłowanie tańca, artyzm oraz to, co otrzymują od szkoły – warsztat, który pozwala im wyrażać się artystycznie.
Mówi się, że praktyka czyni mistrza. Jak obecnie wygląda współpraca z Teatrem Wielkim w Łodzi? Czy uczniowie mają możliwość udziału w spektaklach?
O współpracy z Teatrem Wielkim mogę mówić wyłącznie w superlatywach. Nasi uczniowie regularnie biorą udział w Królewnie Śnieżce – chyba każde pokolenie, które uczęszczało do tej szkoły, uczestniczyło w tym spektaklu. Oprócz tego teraz nasze uczennice tańczą w Giselle, a także można nas zobaczyć w Dziadku do orzechów. Współpraca z teatrem uzależniona jest od jego potrzeb. Ta praktyka jest dla nas niezwykle ważna, natomiast my, jako szkoła, staramy się także realizować własne działania w formie praktyki scenicznej. Mam tu na myśli koncerty galowe, letnie czy zimowe. Dwa razy w roku organizowane są koncerty we współpracy z Akademią Muzyczną im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów w Łodzi. Prowadzimy również wspólne zajęcia edukacyjne dla dzieci. Wśród naszych działań jest także współpraca z miastem w zakresie prowadzenia warsztatów edukacyjnych spoza szkół baletowych. Z jednej strony stanowi to przestrzeń praktyki dla naszych uczniów, z drugiej – pozwala zapoznawać uczniów szkół podstawowych z tematyką taneczną. Obecnie dużym powodzeniem cieszą się warsztaty o polskich tańcach narodowych. Nie ukrywam, że widzę w tych działaniach również okazję do promowania szkoły w lokalnym łódzkim środowisku.
Wydaje się, że zainteresowanie szkołami baletowymi spada, a kandydatów jest coraz mniej, dlatego promocja szkoły jest dziś ważniejsza niż kiedyś.
Trudno jest mi odnieść się do przeszłości, ponieważ nie mam wcześniejszego doświadczenia w kształceniu ani w zarządzaniu szkołą. Nie jestem pewien, czy to moja mocna, czy słaba strona, ale posiadam doświadczenie sceniczne z różnych perspektyw: tancerza, choreografa, pedagoga oraz osoby zarządzającej większymi i mniejszymi organizacjami związanymi z tańcem. Jednak nie mam doświadczenia w szkolnictwie. Stąd moja pokora.
Myślę, że nie powinno się zmienić wszystkiego naraz. Łatwo jest krytykować z zewnątrz, proponować i wytykać, co jest nie tak. Łatwo też proponować rozwiązania, nie znając wszystkich uwarunkowań.
Jest Pan doświadczonym tancerzem, dlatego zna Pan życie profesjonalnego tancerza i wyzwania, z którymi musi się mierzyć na co dzień. Myślę, że ta wiedza może pomóc w przygotowaniu uczniów do zawodu.
To są zapewne moje mocne strony, jednak uważam, że jestem w nieustannym procesie poznawania świata i uczenia się wszystkich aspektów związanych z zarządzaniem oświatą.
Pod koniec października odbyła się uroczysta gala jubileuszowa z okazji pięćdziesięciolecia Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliks Parnella w Łodzi. Było to ukoronowanie obchodów, a zarazem jedno z wielu wydarzeń organizowanych z okazji aktualnie trwającego roku jubileuszowego. Co jeszcze jest w planie?
Patronat nad rokiem jubileuszowym objęły Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Pani Prezydent miasta Łodzi oraz Urząd Marszałkowski. W ramach współpracy z miastem realizujemy warsztaty edukacyjne dla uczniów szkół podstawowych. Koncert kończący obchody roku jubileuszowego odbędzie się 1 kwietnia. Moim marzeniem jest, żeby we współpracy z Akademią Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi dokonać rearanżacji przestrzeni szkoły. Chodzi o stworzenie pewnej wystawy składającej się ze zdjęć uczniów, absolwentów i pedagogów. Chciałbym, aby „duch przeszłości” pojawił się w budynku. Planujemy także niewielką wystawę poświęconą szkole baletowej oraz łódzkim artystom tańca, którzy byli związani zarówno z Teatrem Wielkim w Łodzi, jak i ze szkołą baletową. Mam nadzieję, że to się wydarzy pod koniec roku szkolnego.
Dodatkowo dr Michalina Owczarek-Siwak z Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi zaprojektowała dla nas medal z okazji 50-lecia szkoły. Mamy pomysł, aby w plebiscycie wyróżnić 50 osób, które zdaniem społeczności szkolnej najbardziej na to zasługują.
Podczas gali zatańczył Pan w choreografii patrona szkoły Feliksa Parnella Umarł Maciek, umarł…. Jak czuł się Pan z powrotem na scenie?
Była to pewnego rodzaju metafizyka, bo o tej choreografii słyszałem od mojego ojca, który był aktorem i widział samego Feliksa Parnella tańczącego rolę Maćka. Kolejnym metafizycznym wydarzeniem w moim życiu jest pełnienie funkcji dyrektora szkoły baletowej. Nie planowałem tego wcześniej.
Tańcząc, czułem wzruszenie i nie ukrywam, że mimo wieku i ograniczeń, które mówią, kiedy powinno się schodzić ze sceny, ja po prostu jestem zwierzęciem scenicznym i uwielbiam tam być. Okazało się, że to nieustannie daje mi radość. Ideą było, aby spotkać się jako absolwenci różnych roczników szkoły łódzkiej na scenie i wykonać kanoniczną choreografię patrona szkoły. Muszę jeszcze dodać, że niezwykle wzruszająca i miła była dla nas obecność pani Feliksy Parnell, córki patrona naszej szkoły. Usłyszeliśmy od niej dużo ciepłych słów dotyczących szkoły, co ma dla nas duże znaczenie.
Sposób w jaki szkoła dba o spuściznę choreograficzną swojego patrona jest wyjątkowy. Jakie działania podejmuje szkoła oprócz wznawiania jego choreografii?
Uczniowie opiekują się również grobem Feliksa Parnella. To, że pamięć o naszym patronie i jego choreografiach jest wciąż żywa, to także zasługa pani profesor Aleksandry Stanisławskiej, która przez wiele lat pełniła funkcję zastępcy dyrektora do spraw artystycznych, a teraz uczy historii tańca.
Jakie są, Pana zdaniem, najważniejsze potrzeby współczesnego szkolnictwa artystycznego?
Szkolnictwo artystyczne, w tym baletowe, jest złożonym tematem i myślę, że tym, czego potrzebuje, jest życzliwość ze strony samego środowiska. Rozumiem, że czasami osoby kończące szkołę baletową mogły mieć trudne doświadczenia, które były dla nich traumatyczne, ale trzeba zrozumieć, że świat się zmienia. Szkoły baletowe również ewoluują. Myślę, że robimy wszystko, aby takich traumatycznych doświadczeń dzisiaj nie było, a naszym celem jest dawanie młodym ludziom szansy nauki zawodu.
Czego chciałby Pan życzyć łódzkiej szkole baletowej?
Rozbudowa szkoły bardzo by nam ułatwiła codzienność.
W takim razie życzę tego łódzkiej szkole.
Dziękuję za rozmowę.
Polonez – chor. Maria Kuśnierz-Skonieczna, tańczą uczniowie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi. Fot. WalendiPhoto
„Dyptyk” – „Cień” – chor. Izabela Zawadzka, tańczą uczniowie klas V-IX Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi. Fot. WalendiPhoto
„Paquita” – chor. Marius Petipa, Arthur Saint-Léon, tańczą uczniowie ogólnokształcących szkół baletowych z Polski. Fot. WalendiPhoto
Na zdjęciu: Feliksa Parnell, córka patrona szkoły, 50-lecie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Łodzi. Fot. WalendiPhoto
Wręczenie nagród dyrektora Centrum Edukacji Artystycznej pedagogom, 50-lecie Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Łodzi. Fot. WalendiPhoto
„Dyptyk” – „Światło” – chor. Tomasz Moskal, tańczą uczniowie klas V-VIII Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella. Fot. WalendiPhoto
Za kulisami gali 50-lecia Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi. Fot. WalendiPhoto
taniecPOLSKA.pl