Z okazji rocznicy urodzin Liliany Kowalskiej portal taniecPOLSKA.pl zaprasza do lektury tekstu o jej nietuzinkowej karierze. Artystka zapisała się na kartach historii tańca jako osoba, która całe życie poświęciła swojej pasji.

Wersja do druku

Udostępnij

Taniec intrygował Lilianę od najmłodszych lat. Wspierała ją w tym mama, która w drugiej klasie szkoły podstawowej zapisała córkę do „pracowni choreograficznej” – jednego z kół zainteresowań oferowanych dzieciom przez pobliski dom kultury. Uczono tam głównie krakowiaków i oberków, ale czujne oko pani pedagog prowadzącej zajęcia dostrzegło, że Liliana może i chce tańczyć inaczej i więcej. Nauczycielka zasugerowała rodzicom, by spróbowali zgłosić córkę na egzamin do gdańskiej szkoły baletowej. Przebiegł on tak pomyślnie, że Lilianę od razu przyjęto do czwartej klasy. Początki nie były łatwe, bo oprócz konieczności nadrobienia trzech lat programu szkoły Liliana musiała dojeżdżać do Gdańska z Gdyni, gdzie znajdował się jej dom rodzinny.

Było to zupełnie inne doświadczenie niż kółko baletowe, rozpoczęła się dla mnie bardzo ciężka, żmudna i wyczerpująca praca. Będąc jeszcze uczennicą, po trzech latach nauki, zatańczyłam swoją pierwszą partię – była to rola Wróżki w Dziadku do orzechów[1]

– wspomina po latach na łamach portalu Maestro Liliana Kowalska.

Gdańską szkołą baletową i jednocześnie zespołem baletowym Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej kierowała wówczas Janina Jarzynówna-Sobczak – autorka nowatorskich koncepcji w dziedzinie współczesnego baletu oraz prekursorka tendencji gatunkowych spod znaku teatru tańca. Na scenie opery królowała Alicja Boniuszko, której partnerowali m.in. Zygmunt Jasman, Tadeusz Zlamal i Janusz Wojciechowski. Było więc kogo podziwiać i kim się inspirować. W 1965 roku po uzyskaniu dyplomu zawodowego tancerki, Liliana Kowalska rozpoczęła pracę w balecie Państwowej Opery i Filharmonii Bałtyckiej. W niedługim czasie zatańczyła solowe partie w Panu Twardowskim (Najpiękniejsza, Odaliska, chor. Janina Jarzynówna-Sobczak), Fontannie Bachczysaraju (Zarema, chor. Natalia Konius) i Jeziorze łabędzim (Odetta i Odylia, chor. N. Konius). Główną rolą w tym bodaj najsłynniejszym balecie świata Liliana Kowalska podsumowała swój gdański rozdział kariery. Następnie, wraz z mężem, a zarazem partnerem scenicznym Kazimierzem Wrzoskiem, przeniosła się do Bydgoszczy, by zacząć pracę w tamtejszej operze. Wobec późniejszych, wieloletnich związków z innymi scenami i instytucjami czas spędzony w Bydgoszczy można by było nazwać epizodycznym. Zaledwie po dwóch sezonach Liliana Kowalska i jej mąż byli już pierwszymi solistami baletu Teatru Wielkiego w Łodzi. W ten sposób zaczęła się historia nie tylko intensywnej pracy, sukcesów i nowych zawodowych wyzwań, ale także poszerzania profesjonalnych kompetencji o pedagogikę tańca, asystenturę choreograficzną, wreszcie pracę rekonstrukcyjną i redakcyjną nad repertuarem klasycznym. Studia w warszawskiej Akademii Muzycznej (dziś Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina) wymagały nie tylko dużego wysiłku, ale i nadzwyczajnej logistyki, pozwalającej pogodzić etatową pracę w teatrze z intensywnymi zjazdami oraz wymagającym programem akademickim. W jego skład wchodziły m.in. metodyka tańca klasycznego, ludowego i charakterystycznego, taniec historyczny, kompozycja tańca, literatura baletowa, a także historia i estetyka tańca, anatomia z gimnastyką korekcyjną, historia muzyki, czytanie partytury, filozofia, etnografia i kształcenie słuchu. Na zajęciach powstawały też pierwsze kompozycje choreograficzne. Wykłady i zajęcia praktyczne prowadzili legendarni pedagodzy: prof. Irena Turska, prof. Janina Pudełek, doc. Zbigniew Korycki, prof. Janina Świderska, Danuta i Jarosław Piaseccy.

Do Warszawy jeździli zwykle w czwórkę: Liliana, Kazimierz Wrzosek, Ewa Wycichowska i Bogdan Jankowski. To na nich opierał się łódzki repertuar baletowy i nie zawsze udawało się być w komplecie na wszystkich zajęciach. Wymieniali się więc notatkami, co czasem prowadziło do komicznych efektów. Ewa Wycichowska wspomina: „Mam tzw. lekarski charakter pisma. Kiedyś dałam swoje zapiski Lilce, która, próbując odszyfrować to, co zanotowałam, zamiast: „śmielsza dawka ćwiczeń” przeczytała „śmiertelna dawka ćwiczeń”. Ta anegdota była tylko jedną z wielu, które zrodziły się w tamtym czasie, bo Liliana Kowalska nie była koturnową postacią – miała poczucie humoru i umiejętność trafnego puentowania sytuacji i zdarzeń. Wraz z Ewą Wycichowską przez wiele lat dzieliły garderobę w Teatrze Wielkim w Łodzi. Łączyła je nie tylko nadzwyczajna pasja zawodowa, ale i potrzeba przekraczania granic oraz poszukiwanie nowych wyzwań. Obie miały za sobą doświadczenie pracy przy Zielonym stole legendarnego Kurta Joossa. Nic więc dziwnego, że to właśnie w Lilianie Kowalskiej Wycichowska, już jako choreograf, dostrzegła idealną wykonawczynię swoich spektakli. Zważywszy na dotychczasowe artystyczne emploi Liliany, w większości klasyczne, neoklasyczne czy charakterystyczne (SylfidyJezioro łabędzie – Odetta i Odylia, Szach mat – Czarna Królowa, Szeherezada – Zobeida, Giselle – Giselle i Mirta, Fontanna Bachczysaraju – Zarema, Dziadek do orzechów – Klara-Księżniczka) dla wielu osób, a nawet dla samej artystki, nie było to takie oczywiste. We współczesnym repertuarze Liliana Kowalska wychodzi poza krąg skojarzeń związanych z jej dotychczasowym dorobkiem wykonawczym. Począwszy od debiutanckiego spektaklu Wycichowskiej Głos kobiecy (z nieznanej poetki), odnosi sukcesy w jej kolejnych, łamiących konwencję realizacjach: Koncercie f-moll, Stabat Mater, Karłowicz. Interpretacje, Republika – rzecz publiczna, Miriam, Bachianas Brasileiras, Faust goes rock.

Odniosłem wrażenie, że w tym utworze było co tańczyć i że wszystkie trzy wykonawczynie kolejnych „wcieleń” – Anna Fronczek, Małgorzata Sładysz i Liliana Kowalska – przyczyniły się do sukcesu, z tym, iż ta ostatnia rola była najsilniej nasycona dramatyzmem, artystycznie najkonsekwentniejsza[2]

– pisał w Głosie kobiecym ówczesny autorytet recenzencki Jerzy Kwieciński, a Anna Iżykowska-Mironowicz dodawała:

Kobieta dojrzała, zmęczona życiem, pełna rezygnacji, przywykła do tak dalekiej od marzeń codzienności u boku słabego, wymagającego stałej troski mężczyzny – to pełna wyrazu, ekspresji, ostro zarysowana kreacja Liliany Kowalskiej[3].

Przeglądając, szczególnie łódzkie recenzje z czasu jej kariery wykonawczej, dostrzegamy nie tylko uwagi o znakomitym przygotowaniu technicznym, ale także wielokrotne podkreślenia talentu dramatycznego oraz umiejętności wyrazistego i ekspresyjnego sposobu budowania postaci, co widać było w rolach Matki w Stabat Mater, Miriam i Małgorzaty w spektaklu Faust goes rock Wycichowskiej czy wcześniej Carewny w Ognistym ptaku Conrada Drzewieckiego:

Liliana Kowalska jako Carewna interpretowała postać konsekwentnie i „czysto”, ze szlachetnym gestem i wewnętrznym skupieniem[4].

Te sukcesy osiągała niekiedy minimalistycznymi środkami, skupieniem na wnętrzu postaci, poszukiwaniem psychologicznego uzasadnienia dla jej wyborów, decyzji i działań.

Teatr Wielki w Łodzi „Orfeusz” – chor. Erich Walter, 1975 rok. Na zdjęciu Liliana Kowalska z Kazimierzem Wrzoskiem. Fot. Chwalisław Zieliński, archiwum Teatru Wielkiego w Łodzi

Teatr Wielki w Łodzi „Miriam”, 1985 rok. Na zdjęciu Liliana Kowalska z Pauliną Wycichowską, Lidią Gulińską i Czesławem Bilskim. Fot. Chwalisław Zieliński, archiwum Teatru Wielkiego w Łodzi

Teatr Wielki w Łodzi „Orfeusz” – chor. Erich Walter, 1975 rok. Na zdjęciu Liliana Kowalska z Kazimierzem Knolem. Fot. Chwalisław Zieliński, archiwum Teatru Wielkiego w Łodzi

Z początkiem lat osiemdziesiątych Liliana Kowalska coraz częściej pełniła rolę asystentki choreografa w Teatrze Wielkim w Łodzi, rozpoczyna też pracę pedagoga tańca klasycznego w nowo powstałej łódzkiej szkole baletowej. Ta ostatnia aktywność towarzyszyła jej do końca kariery, m.in. w poznańskiej szkole baletowej, na licznych warsztatach i kursach mistrzowskich w Poznaniu, Gdańsku, Lądku Zdroju czy w Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie i Centrum Edukacji Artystycznej, którego była głównym metodykiem tańca klasycznego. Jej doświadczenie zawodowe pozwoliło również na pełnienie funkcji artystycznych i administracyjnych na kolejnych odpowiedzialnych stanowiskach w Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu. Była kierownikiem baletu Teatru Wielkiego w Łodzi (1983–1989), dyrektorem artystycznym poznańskiej szkoły baletowej (1988–2000), baletmistrzem Polskiego Teatru Tańca Ewy Wycichowskiej (1989–1995), kierownikiem baletu Teatru Wielkiego w Poznaniu (1995–2009) i kierownikiem baletu w Operze Wrocławskiej (2021). Z jej inicjatywy, w roku jubileuszowym czterdziestolecia istnienia, przeprowadzono formalny proces nadania imienia Olgi Sławskiej-Lipczyńskiej Ogólnokształcącej Szkole Baletowej w Poznaniu (1991). Liliana Kowalska z Ewą Wycichowską były także współautorkami projektu pt. Polski Teatr Tańca II – Szkoła Baletowa, jednego z najciekawszych eksperymentów edukacyjno-twórczych w polskim szkolnictwie baletowym. Realizowany w latach 1990–1994 przez dwie instytucje –Polski Teatr Tańca i poznańską szkołę baletową – projekt miał na celu poszukiwanie nowych form kształcenia zawodowych tancerzy, wykraczających poza tradycyjne metody. Oparte na własnym doświadczeniu wykonawczym widzenie tańca obu artystek wybiegało poza schemat obowiązujący wówczas w programie szkół baletowych. Beneficjentami projektu byli najzdolniejsi uczniowie poznańskiej szkoły baletowej. Skład młodego zespołu nie mógł przekraczać piętnastu osób w trakcie jednego roku (sezonu). Praktyczna działalność Polskiego Teatru Tańca II została zainaugurowana we wrześniu 1990 roku, a główny akcent był położony na pracę nad technikami nieobjętymi ówczesnym programem szkolnictwa baletowego, m. in. modern dance, neoklasyka, elementy akrobatyki i pantomimy, barre au sol, stretching, yoga, techniki relaksacyjno-koncentrujące, improwizacja i plastyka teatralna. Zajęcia odbywały się sześć razy w tygodniu, w stałym rytmie, poza programem lekcyjnym, w salach szkoły baletowej oraz na wyjazdach plenerowych, głównie w ośrodku Uniwersytetu Artystycznego im. Magdaleny Abakanowicz w Poznaniu. Dla uczniów było to nowe, ale bardzo pozytywne doświadczenie, które zaowocowało nie tylko podniesieniem potencjału artystycznego, ale przede wszystkim rozwojem tanecznych osobowości, gotowych do pracy scenicznej znacznie wcześniej niż ich rówieśnicy. Dość powiedzieć, że z pierwszego rocznika Polskiego Teatru Tańca II aż dziewięcioro młodych tancerzy zostało przyjętych bez audycji do Polskiego Teatru Tańca i natychmiast zostało włączonych do repertuaru, w tym premierowych spektakli Matsa Eka, Birgit Cullberg, Ewy Wycichowskiej i Jerzego Makarowskiego. Liliana Kowalska miała otwarte spojrzenie na kwestię edukacji tancerzy. Już na początku lat osiemdziesiątych, gdy została kierownikiem baletu w Teatrze Wielkim w Łodzi, a jednocześnie była pedagogiem łódzkiej szkoły baletowej deklarowała:

Współczesny balet powinien mieć w repertuarze pozycje o różnym charakterze (…) Dzisiejszy tancerz – to nie ten, który ma mocne podstawy klasyczne – musi też znać techniki modern, akrobatykę…[5].

Po przejściu na emeryturę wykonawczą to pedagogika tańca stała się jej medium i głównym sposobem działania – zarówno w szkole, jak i w różnych teatrach w Polsce. Istniał też drugi krąg aktywności, który swoje początki miał jeszcze w Łodzi, a szczególnie intensywnie rozwijał się w Poznaniu, gdzie jej zainteresowania realizatorskie, skupione na repertuarze tradycyjnym zaowocowały rekonstrukcjami choreograficznymi m.in. Dziadka do orzechów, Giselle, Jeziora łabędziegoCoppelii, Szeherezady, Don Kichota.

Nigdy nie zwolniła tempa pracy. Była niezwykle aktywna i ciekawa nowej myśli. Zawsze była obecna na widowni podczas premier w Poznaniu, Warszawie, Łodzi czy Bytomiu, często w towarzystwie córki – także tancerki, pedagoga i choreografki, Beaty Wrzosek-Dopierały – która tak wspomina Lilianę Kowalską:

Mama była ciepłym, dobrym człowiekiem o wielkim sercu. Zawsze mogłam na Nią liczyć, przyjść z każdą radością i smutkiem. Pomagała, doradzała i cieszyła się moimi sukcesami. W pracy była wymagająca, konkretna, ale sprawiedliwa. Prowadziłyśmy długie rozmowy-dyskusje dotyczące metodyki tańca klasycznego oraz wyrazu artystycznego, tak niezbędnego w każdym tańcu. Nauczyła mnie tańczyć, uczyć z sercem i z pasją. To dzięki Niej taniec jest dla mnie jak powietrze, bez którego nie można żyć[6].

W wywiadzie dla portalu Maestro bohaterka tego wspomnienia mówi:

Dla nas kiedyś nie było czasu prywatnego, był po prostu teatr, w którym się żyło – teatr był w pracy i teatr był domu[7].

Zapytana kiedyś przez dziennikarkę:

Czym jest dla Pani taniec?

Liliana odpowiedziała:

Sposobem na życie. Taniec to całe moje życie[8].

Liliana Kowalska zmarła nagle 30 czerwca 2024 roku. Za kilka dni wybierała się do Lądka Zdroju, by – tak jak od wielu lat – prowadzić tam warsztaty dla adeptów sztuki tańca.

Przypisy:

[1] Michał J. Stankiewicz, Liliana Kowalska – zbliżam się już do końca mojej przygody z baletem, https://maestro.net.pl/document/wywiady/inne/Kowalska.pdf, [dostęp 16 lutego 2026].

[2] Jerzy Kwieciński, Udany trójgłos, „Express Ilustrowany”, 17.12.1980, s. 4.

[3] Anna Iżykowska-Mironowicz, Baletowy koniec sezonu, „Głos Robotniczy”, 29.06.1982.

[4] Jerzy Kwieciński, Strawiński, Orff – kontynuacja drogi, „Express Ilustrowany”, 3.05.1978.

[5] Renata Sas, Między Śnieżką a Snem. „Dziennik Łódzki”, rozmowa z Lilianą Kowalską, 23.04.1987.

[6] Beata Wrzosek-Dopierała, list w posiadaniu autorki artykułu.

[7] Michał J. Stankiewicz, Liliana Kowalska, op. cit.

[8] Sylwia Lechna, Przetańczyć życie, „Głos Wielkopolski” – dodatek Świat Rodzinny nr 78/1-2.04, 04.04.2006.

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

powiązane

Ludzie

Bibliografia

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close