Od soboty 16 lipca do piątku 22 lipca (z wyjątkiem poniedziałku) na tarasie widokowym Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, w miejscu fascynującym i przerażającym jednocześnie, za sprawą Anki Herbut i Marty Ziółek wraz z interdyscyplinarnym zespołem współpracowniczek i współpracowników odbywa się niezwykły sens. Zamaskowane postacie okrążają przestrzeń w tanecznym korowodzie, prowadząc za sobą publiczność. W rytm techno, krakowiaka, czy poloneza, z towarzyszeniem raz znajomo, raz obco brzmiącej muzyki czy strzępków tekstu wyzwalają swoje, a jednocześnie przecież i nasze ciała, z opresyjnych kleszczy ustaw i krzywdzących norm, ustanawiając Tymczasową Strefę Autonomiczną. Dzieje się to dzięki performansowi Panie władzo, to są tylko tańce, który po roku triumfalnie powrócił i można go jeszcze obejrzeć dziś i jutro o 22.30. Biletów, co prawda, już nie ma, ale spektakl ma być grany, warto śledzić jego dalsze losy, a na zachętę publikujemy rozmowę Julii Hoczyk z Anką Herbut, jedną z dwóch twórczyń spektaklu.

Wersja do druku

Udostępnij

Swój performans przygotowałyście z Martą Ziółek w zeszłym roku w ramach projektu Plac Defilad realizowanego w okresie letnim przez Studio teatrgaleria. Jaka jest jego geneza?

Początki były takie, że ówczesny kurator Placu Defilad – Tomasz Plata – wyszedł z propozycją zrobienia na 30 piętrze Pałacu Kultury i Nauki spektaklu, dla którego punktem wyjścia byłaby książka Klementyny Suchanow To jest wojna. Takie były pierwsze założenia. Długo zastanawiałyśmy się w większej ekipie, kto powinien wziąć w tym projekcie udział, jaką strukturę pracy przyjąć i w jaką relację z tą książką wejść. Kiedy już się wyklarowało, że będziemy ten projekt robić razem z Martą Ziółek jako duet realizatorski, wiedziałyśmy, że każda kolejna decyzja, jaką podejmiemy w jego ramach, będzie miała charakter polityczny; ze względu na książkę i kontrowersje wokół jej autorki, a także sam tytuł (który bardzo chciałyśmy od początku zmienić, natomiast Teatr nie chciał tego robić); ze względu na warunki pracy i horyzontalny układ między Martą i mną. Nigdy nie chciałyśmy adaptować tekstu Suchanow na scenę – znacznie bardziej interesujące wydawało nam się to, by odbić się od niego, jako trampoliny używając słów z ostatniego rozdziału, gdzie autorka pisze, że ta książka się nie kończy i że my wszyscy piszemy ją własnymi ciałami. I niestety miała rację, bo zapisana przez nią historia wojny skrajnej katoprawicy z wolnością, suwerennością naszych ciał i wyborów, ma swój dalszy ciąg.

Dzisiaj mówimy z innego miejsca niż rok temu i możemy obserwować, jak to wszystko osadza się w naszych ciałach i jakiego rodzaju opór za sobą pociąga. Ale idąc za książką i wpisaną w nią dialektyką między pisaniem i ulicą, chciałyśmy się odwołać do protestów, które wybuchły w reakcji na próby zaostrzenia ustawy aborcyjnej, a które odbywały się na ulicach i placach, widocznych z 30. piętra Pałacu Kultury. Nasze ciała zmieniły wtedy bezpowrotnie przestrzeń publiczną, przeobrażając się także na poziomie ciała społecznego i ciał jednostkowych. Mam wrażenie, że wytworzyła się wtedy jakaś tymczasowa protowspólnota przekształcająca się z protestu na protest. Pałac – ze względu na swoją historię – jest często postrzegany jako falliczny znak patriarchalnej władzy, górujący nad miastem i na poziomie symbolicznym zawłaszczający przestrzeń. A trzeba pamiętać, że był to „dar” Stalina dla Warszawy. I teraz na samej górze odprawiamy grupową ceremonię, która na chwilę pozwala wrócić do tamtej energii z 2020 roku, która tak naprawdę aktywowała się już w 2016 podczas Czarnego Protestu. Tylko, że tym razem odwoływałyśmy się do różnych form protestu, ucieleśnianych przez różne grupy opresjonowane przez władzę. Odnosimy się też do energii tkwiącej w krakowiaku, który zanim stał się tańcem narodowym, był tańcem wojennym, chłopskim, mobilizującym ciała, rozpalającym w nich ogień. I do energii zapisanych w naszych biografiach – prywatnych i zbiorowych.

Po roku powróciłyście z kolejnym wakacyjnym setem – skąd taka decyzja? Jestem też ciekawa, czy coś się w tej pracy zmieniło? Ciało jako narzędzie oporu jest w kontekście polskim wciąż tematem niezwykle aktualnym, mam też wrażenie, że nieustannie pojawiają się nowe wątki i że to się nigdy nie wyczerpie….

Od początku zależało nam na tym, by ten spektakl był grany. Wyobrażamy sobie nawet, że mógłby zostać przeniesiony w inną przestrzeń, może do wnętrza, choć oczywiście nie na scenę teatralną w takim tradycyjnym rozumieniu. Wracamy, kiedy wraca Plac Defilad. Ale wracamy też niestety w momencie, w którym Justyna Wydrzyńska z Aborcyjnego Dream Teamu jest oskarżona o pomoc w aborcji poprzez przekazanie tabletek aborcyjnych oraz kiedy w USA zlikwidowane zostaje konstytucyjne prawo do aborcji, zagwarantowane orzeczeniem w sprawie Roe przeciwko Wade z 1973 roku. Nie mówiąc już o sadystycznych konsekwencjach wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który doprowadził do wielu prywatnych tragedii, a w konsekwencji do kolejnych protestów. Z tych wszystkich powodów zmieniłyśmy częściowo na przykład tekst. Ciało jako narzędzie oporu jest wciąż bardzo aktualnym tematem, ale zupełnie inaczej, niż można się było tego spodziewać, kiedy robiłyśmy spektakl w lecie zeszłego roku. Od ataku Rosji na Ukrainę wojna stała się czymś bardzo namacalnym. Rok temu nie chciałyśmy tytułu, który był w naszym odczuciu jednocześnie deklaracją wojny. I była to dobra intuicja – dziś by się nie obronił. Ale jesteśmy też w innym miejscu. Mogę mówić tylko za siebie, ale uważam, że pacyfizm w obecnej sytuacji jest raczej pasyfizmem, a na pewno zabarwionym klasowo i rasowo, oderwanym od rzeczywistości luksusem, na który stać tylko osoby żyjące we względnie bezpiecznych warunkach. I podobnie myślę teraz o kwestii naszych ciał.

Performans pokazujecie na słynnym tarasie widokowym Pałacu Kultury i Nauki,  jak wpłynęło to na Wasz proces pracy i samo  granie? Jako publiczność musimy się też odnaleźć we wspólnej, paradoksalnie ograniczonej, choć otwartej przestrzeni i aspekt społeczny tej sytuacji wydaje mi się niezwykle istotny.

To bardzo trudna przestrzeń, ale też niezwykle ciekawa. Wiele osób doprowadziła do szaleństwa. Jest taka książka Michała Murawskiego pt. Kompleks Pałacu, w której autor opisuje tzw. „korespondencję nietypową”, której adresatem często bywa antropomorfizowany Pałac. Ludzie wierzą w jego sprawczą moc, proszą o wstawiennictwo i pomoc. Jest taka teoria, że Pałac ze względu na swoją symbolikę architektoniczną przyciąga szaleństwo jak każde sacrum. A dla nas sacrum są nasze ciała, nie Pałac. Aczkolwiek jest on tak wspaniały, że napisałam do niego inwokację, która otwiera spektakl i w której prosimy Pałac o pomoc w tym, by nasz głos został wysłuchany, tan zatańczony, a reżim… To, co wydarzało się na dole, na Placu Defilad, Marszałkowskiej i Alejach wynosimy wysoko, na szczyt jednego z najwyższych budynków w mieście.

Gdybyście miały przybliżyć przekaz performansu potencjalnej publiczności, co byście powiedziały?

Chciałyśmy stworzyć wydarzenie, które będzie dla publiczności raczej doświadczeniem niż spektaklem do oglądania. Dlatego pracujemy na pamięci afektywnej, na sojuszach, na pamięci ciała zbiorowego, ale i bardzo konkretnych ciał i osób biorących udział w projekcie. Dlatego w projekcie performują Wojtek Grudziński, Dominik Kinczel aka Rowdy Zonta, Ana Kuszarecka, Marta Malikowska, Oskar Malinowski, Magda Marcinkowska czyli Madlen Revlon, Joanna Niemirska, Michał Przybyła, Mateusz Smoliński, Marta Ziółek i Olga Briks, której w tym roku z nami nie ma, ale jest częścią tego projektu. Dlatego zaprosiłyśmy do Panie władzo… didżejski kolektyw Wixapolonia, zaangażowany w protesty, ale też w polityczność tańca i przyjemności. I dlatego w naszej pracy pojawiają się maski Mateusza Bidzińskiego, pozwalające na budowanie raczej transindywidualnych tożsamości, które formują się w relacji, poprzez zależności i współdzielenie tego, co wspólne. Zależało nam też na zaprojektowaniu pewnego rodzaju Tymczasowej Strefy Autonomicznej, która funkcjonuje gdzieś pomiędzy obowiązującymi prawami i która na chwilę wytwarza własne normy. Takiej przestrzeni, o której Hakim Bey pisał, że jest jak partyzantka, wyzwalająca na moment dany obszar spod opresyjnej władzy, by potem ulec samozawieszeniu, zniknąć i ujawnić się kiedyś w innym miejscu i czasie.

***

Więcej: https://taniecpolska.pl/wydarzenia/warszawa-marta-ziolek-anka-herbut-panie-wladzo-to-sa-tyko-tance/

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

Anka Herbut, Marta Ziółek „Panie władzo, to są tylko tańce”. Fot Sisi Cecylia

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close