Wersja do druku

Udostępnij

Pisząc w minionym roku felietony dla portalu taniecPOLSKA.pl, często wracałam do wspomnień. Z jednej strony zmuszał mnie do tego czas pandemii: wydarzeń artystycznych było niewiele, otaczająca nas rzeczywistość nie dawała tyle inspiracji do uogólnionych rozważań na temat tańca, co zwykle. Z drugiej strony nawet przy bieżących premierach i spektaklach widz, w tym i ja, zawsze sięga do swoich wcześniejszych doświadczeń, skojarzeń i wspomnień. Dopadły mnie one i teraz, gdy wielkimi krokami zbliża się bardzo wyczekiwana premiera w Polskim Balecie Narodowym Mayerling Kennetha MacMillana.

W ostatnich kilku latach mieliśmy w warszawskim balecie wiele niezwykle znaczących premier, nobilitujących Polski Balet Narodowy, bo tylko nieliczne kompanie mogą wystawiać i otrzymują zgodę na prezentację wybranych, tzw. kultowych, choreografii Balanchinea, Béjarta, Cranki, Kyliána, McGregora, Neumeiera, czy właśnie MacMillana. Niektórzy twórcy najpierw testowali zespół łatwiejszym baletem, by dopiero później zgodzić się na użyczenie wymarzonego tytułu, jak to było w przypadku Damy kameliowej Neumeiera. O ile wiem, zabiegi o balet MacMillana trwały długo. Spuścizny tego choreografa strzeże Royal Ballet Covent Garden i na londyńskiej scenie można wciąż oglądać jego najsłynniejsze tytuły, jak właśnie Mayerling czy Manon, we wciąż zmieniających się, kolejnych obsadach najwyższej rangi artystów. Za zgodą wdowy po choreografie Mayerling wystawiły dotychczas tylko: Królewski Balet Szwedzki, Węgierski Balet Narodowy, Balet Opery Wiedeńskiej, Balet Teatru im. Stanisławskiego w Moskwie, Houston Ballet i Balet Stuttgarcki.

Jednak moje myśli biegną do jednego tancerza Royal Ballet, idola młodych lat i adresata dziecięcych zachwytów Irka Muchamiedowa, czy raczej obecnie: Irka Mukhamedova. Tak się szczęśliwie zdarzyło w karierze tego utalentowanego artysty urodzonego w ZSRR, że w ojczyźnie był jednym z czołowych i ulubionych solistów Jurija Grigorowicza, niekwestionowanego cara radzieckiego baletu, a po wyjeździe do Anglii stał się jednym z ulubieńców podówczas królującego na tamtejszej scenie MacMillana. Dość szybko objął główne partie w jego baletach, a właśnie Mayerling z Muchamiedowem w roli arcyksięcia Rudolfa został sfilmowany w 1992 roku dla BBC. Dzięki temu w latach 90. można go było zobaczyć i w polskiej telewizji w cyklu Rewelacja miesiąca Bogusława Kaczyńskiego. Bo skąd w czasach przedinternetowych i przedsatelitarnych mogłabym wiedzieć o wspaniałym muskularnym soliście, wcześniej gwieździe moskiewskiego Teatru Bolszoj. Jedynie jego interpretację Spartakusa w słynnym balecie Grigorowicza także zaprezentował Bogusław Kaczyński, a inne baletowe migawki można było wyłapać oglądając rosyjską telewizję, dostępną dzięki przekazowi z nadajnika na Pałacu Kultury.

A potem przed moją całkowicie zachwyconą duszą otworzyły się wrota raju, bo Irek Muchamiedow zaczął przyjeżdżać do Polski (wcześniej bywał w Warszawie z baletem Teatru Bolszoj). W 1996 roku tańczył w warszawskim Teatrze Wielkim podczas gali baletowej W hołdzie Warszawie (z okazji 400-lecia stołeczności miasta) z Miyako Yoshidą brawurowo wykonał Tarantelę w choreografii Georgea Balanchinea. Czy muszę dodawać, że byłam tego wieczoru na widowni W 2001 tancerz został zaproszony ponownie do stolicy Polski, ale już w roli choreografa przygotował swoją wersję Jeziora łabędziego Piotra Czajkowskiego dla baletu Opery Narodowej. Szczęśliwe były to czasy, bo mogłam, dzięki pozwoleniu dyrekcji i zaangażowaniu w przygotowanie materiałów prasowych o artyście, przesiadywać całymi dniami na próbach i przede wszystkim przeprowadzić z nim wywiad! Dla miłośniczki tańca i początkującego krytyka baletowego oraz studentki filologii rosyjskiej w jednym to było coś! Od tej pory przy kolejnych spotkaniach, gdy tylko powołałam się na to wspomnienie, wielki Muchamiedow zawsze przypominał sobie studentkę z Warszawy. Artysta jest zresztą bardzo bezpośrednim i sympatycznym człowiekiem jeśli poprosicie go o autograf, otrzymacie oprócz podpisu uśmiechniętą buźkę i trzy gwiazdki oznaczające całuski.

Irek gościł jeszcze w Polsce kilkukrotnie gdy wystąpił gościnnie jako Grek Zorba w popularnym balecie Lorki Massinea (który zaprezentował zresztą później z udziałem polskich tancerzy w Londynie) i jako juror konkursu Eurowizji dla Młodych Tancerzy w Warszawie. Wreszcie spotkałam Irka Muchamiedowa w 2017 roku w Łodzi, gdy wraz z zespołem English National Ballet, gdzie był baletmistrzem, prezentował wieczór baletów współczesnych i Korsarza.

Jednak to arcyksiążę Rudolf w Mayerlingu partia niezwykle wymagająca, rzec można tytaniczna tak pod względem wysiłku fizycznego i umiejętności technicznych, jak dramatycznej gry aktorskiej, najbardziej zapadła mi w pamięć i serce. Muchamiedow kreował na scenie i Iwana Groźnego, i Rasputina, więc również oszalały, znękany, otumaniony Rudolf to w jego wykonaniu pełnokrwista postać. Ileż razy oglądałam nagrany na kasetę wideo balet MacMillana cały zresztą tak inny od wszystkiego, co w latach 90.  XX wieku można było zobaczyć na naszych baletowych scenach! Drapieżny i namiętny, głęboko psychologiczny, a jednocześnie wirtuozowski niemal do granic możliwości ciał tancerzy. A przecież to nie techniczne popisy stanowiły o ostatecznym wrażeniu. Irek Muchamiedow jako Rosjanin pochodzenia tatarskiego ma niezwykle wyraziste czarne oczy Nieco ponad rok temu w felietonie dla taniecPOLSKA.pl pisałam o oku tańczącym. To skojarzenie nasuwa mi się i dziś, gdy niemal w przededniu warszawskiej premiery wspominam na szczęście utrwaloną na taśmie filmowej kreację Muchamiedowa w Mayerlingu.

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

powiązane

Teksty

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close