Czy czystość ruchu jest możliwa? A jeśli – co ją zaburza? Albo, lepiej będzie powiedzieć, co przyczynia się do jej zakażenia? W przedstawieniu tanecznym Pure Milan Kozánek przypatruje się samemu nośnikowi znaczenia, jakim jest ciało, które, jak stwierdzają organizatorzy, „jest silnym i wystarczającym medium”. Wystarczającym, do czego? Czystość ruchu, w ujęciu Kozánka, wiąże się z paradoksalną elokwencją ciała, paradoksalną, gdyż wypowiadającą się bez słów, rezygnującą z narracji na rzecz samego ruchu.

Wersja do druku

Udostępnij

Czy czystość ruchu jest możliwa? A jeśli – co ją zaburza? Albo, lepiej będzie powiedzieć, co przyczynia się do jej zakażenia? W przedstawieniu tanecznym Pure Milan Kozánek przypatruje się samemu nośnikowi znaczenia, jakim jest ciało, które, jak stwierdzają organizatorzy, „jest silnym i wystarczającym medium”. Wystarczającym, do czego? Czystość ruchu, w ujęciu Kozánka, wiąże się z paradoksalną elokwencją ciała, paradoksalną, gdyż wypowiadającą się bez słów, rezygnującą z narracji na rzecz samego ruchu.

 

W przedstawieniu Milana Kozánka bierze udział dwóch tancerzy-performerów, Radoslav Piovarči i Petr Ochvat. W trakcie spektaklu niejako użyczają oni swoich ciał w eksperymencie z obecnością sceniczną. W tym sensie jest to przedstawienie laboratoryjne. Zupełnie inne niż, dla przykładu, spektakularny Edvard norweskiego zespołu Carte Blanche [pokaz w Krakowie w 2015 w ramach III Festiwalu Materia Prima – przy. red. ]. U Norwegów przestrzeń sceny była doskonale zaprojektowana, dominowała szpitalna czystość kostiumów i scenografii. Tancerze poruszali się w sposób doskonale ścisły, niesłychanie efektowny w swojej dyscyplinie. To, co rozspajało (brudziło) czystość tego świata, odnosiło się do choroby Edvarda Muncha, którego historię – z wykorzystaniem fragmentów korespondencji – opowiadano. U Kozánka wszystko jest inaczej, ale równie ciekawie i konsekwentnie.  Przestrzeń sceny ustanawiają tu dwa ciała i dwa czerwone zydelki z Ikei ustawione po bokach sali. Poza czarnymi kotarami nie ma nic więcej. Piovarči i Ochvat ubrani są w kostiumy treningowe, to jest dresy. Słów pada mało, w dodatku w łamanej angielszczyźnie. Na początku zadają sobie  pytania o McDonaldsa, o preferencje polityczne (Trump czy Clinton), o wybór czerwonych spodni, o styl fryzury. Pod koniec, w przerwach pomiędzy kolejnymi cząstkami, tancerze podejmują zaś luźne pogawędki: znasz jakiś kawał po polsku, co to jest „piaszczysty spłachetek” (odpowiedź sandy beach i unisexowe imię Sandy). Te pogawędki i pytania są zupełnie bezsensowne; ich absurdalność, związana z zawieszeniem znaczenia, ociera się o to, co możemy nazwać czystością. Pytania przywoływane są niczym echo, na żadne z nich nie pada zresztą konkretna odpowiedź. Pogawędki w trakcie odpoczynku wyswobadzają tancerzy, pomagają odprężyć się choć na chwilę po bardzo intensywnej pracy ciał.

 

Najbardziej fascynująca w Pure jest oczywista, nie budząca żadnych wątpliwości różnorodność tancerzy. Kozánek, w przeciwieństwie do wielu innych choreografów, potrafi wyzyskać charakter (postaci) ciała tancerza na rzecz przedstawienia. Nie ma tu nic narzuconego z zewnątrz, do czego jeden tancerz dostosowuje się lepiej, a inny ma z tym kłopot, co może powodować pęknięcie  wewnątrz konstrukcji spektaklu. U Kozánka spotykamy się z czystą ekspresją cielesną, dla której różnorodność jest czymś niewątpliwym i z nią spójnym. Radoslav Piovarči to siła rąk, swoista statyczność, mocne osadzenie na nogach. Petra Ochvata charakteryzuje za to kruchość, zgarbienie związane z tańcem blisko ziemi, niezwykła ruchliwość. Przyjemność czerpana z przyglądania się tej różnorodności jest w istocie czysta, gdyż wynika z naturalnej dyspozycji ciał tancerzy, wynika z horyzontów ich doświadczeń, które „wyrażają się” przez ruch. Z podobną sytuacją spotkałem się niegdyś w Mistralu Sussane Linke [prezenatcja w Krakowie w 2015 roku w ramach III Festiwalu KRoki – przy. red.), gdzie splotły się ze sobą dwie całkowicie odrębne siły (tradycji, charakterów, etc.). Linke, uczennica Mary Wigman, była reprezentatką Starego Świata, a zarazem tańca precyzyjnego i wyjątkowo oszczędnego. Koffi Kôkô, nazywany kapłanem tańca, był przedstawicielem współczesnego tańca afrykańskiego, niezwykle rytmicznego, rytualnego, dalekiego od europejskiej nieuchwytności. To spotkanie antynomii, fascynujące i wzajemnie z siebie czerpiące, stanowi również oś spektaklu Kozánka, obywa się bez jakichkolwiek zewnętrznych narracji. To same ciała stanowią opowieść, a ich ruch wyznacza miejsce w świecie.

 

Przez większą część spektaklu Piovarči i Ochvat tańczą obok siebie, obserwując się, odpowiadając sobie jak lustra albo zupełnie siebie ignorując. Ochvat rusza się intensywniej, tworzy wobec Piovarčiego – statycznego, powolniejszego, krzepkiego – fenomenalne serie, blisko ziemi, działając głównie nogami (połączenie capoiery z breakdancem), nie dopasowując ruchu do elektroniczych dźwięków Andreja Jurkoviča. Piovarči to głównie tułów i ręce w mechanicznych, drgających ruchach, przetykanych prędkimi obrotami całego ciała, częściej tworzących uchwytny obraz wraz z zalewającą scenę muzyką. Sceniczne momenty, kiedy obaj tańczą symultanicznie, pojawiają się płynnie i równie bezboleśnie dochodzą do końca, to jakby punkt styczny, punkt spotkania, gdzie jeden idzie ruchem drugiego, po czym znów powraca do siebie, do swojej ekspresji. Piovarči ma jeden wprost genialny fragment, w trakcie którego – przy lekko przygaszonych światłach – cała nasza uwaga idzie w intensywny, drgający ruch jego dłoni. Ten ruch jest tak skupiony, że kiedy dołącza do niego ramiona, unosząc je lub wyrzucając, jego ciało staje się niemal niewidoczne, granice ciała zamazują się, tworząc coś w rodzaju białej, czystej poświaty. Jest to niezwykle efektowny fragment przedstawienia. Cały spektakl kończy seria chwytów, przywodzących na myśl treningi sztuk walki, nakierowanych nie na obezwładnienie partnera, ale po prostu na przemieszczenie go. Kolejne „chwyty” Piovarčiego są jak mosty, po których przechodzi Ochvat; tylko że „przechodzenie” zakłada jakiś drugi brzeg, cel. Tutaj celem pozostaje jednak sam ruch, który prowadzi do kolejnego ruchu, nigdzie indziej.

 

Bardzo pociągająca wydaje się zaproponowana przez Kozánka koncepcja ciała jako medium, pociągająca ze względu na swoją otwartość, funkcję pośrednika, który mówi wyłącznie o wymianie znaczeń mającej „miejsce” w ciele. W czasie tej „transakcji” znaczenia niejako nawiedzają ciało – tak jak dom mogą nawiedzić dawni, umarli mieszkańcy, nadając mu pewnej żywotności. W tym sensie cielesne medium możemy pojmować przestrzennie, jako pewnego rodzaju miejsce, do którego przybywają, gdzie goszczą i skąd odchodzą znaczenia. Miejsce nieustannego ruchu, jakiegoś wrzenia sensów. Milanowi Kozánkowi blisko do rytualnej choreografii, jaką proponuje wspomniany wcześniej Koffi Kôkô. Tancerz z Beninu, powołując w trakcie swoich spektakli rytuał, gości w sobie, w swoich ruchach, w głosie różnorodne „nie-obecności”, które go ożywiają. Dla Kôkô ciało tancerza jest swoistym medium, pośrednikiem, czymś, w czym – w czasie transu i przy akompaniamencie bębnów – pomieszkują duchy (dawni, umarli mieszkańcy), jeśli tylko ciało będzie w stanie stać się neutralne, czyste, białe, niezafałszowane. Cielesne medium jest silne przez swoją gościnność i w tym sensie  jawi się jako wystarczające. Nie potrzebuje szukać gdzie indziej, skoro przez ruch opowiada się w nim o wszystkim.

 

Niesłychanie trudno jest opisać to, co stworzył w Pure Milan Kozánek. Wynika to właśnie z rezygnacji z opowiadania czegokolwiek, ze skupienia na badaniu ruchu samego w sobie. Opis tego, co widziałem na krakowskiej Scenie Tańca Współczesnego jest usilną próbą uchwycenia, a więc ostatecznie bezsilną próbą zakażenia czystości tego spektaklu, narzucenia mu narracyjnego (koncepcyjnego) kagańca. Słowo „pure” oznacza, owszem, „czysty”, „klarowny”, „niczym niezmącony”.. Ale ten leksem mówi również o aspekcie teoretycznym, bez którego taniec współczesny nie może się obyć. Ten jego aspekt dotyczy nieuchywtności,  tego, co nie daje się potwierdzić w praktyce słownej, w jakimkolwiek badaniu. Powodem  jest nieustanne wrzenie znaczeń w ciele, w świetle, na scenie, w muzyce, za sprawą widza, a wszystko to we wzajemnym, obłędnym powiązaniu. Milan Kozáneknie zafałszował „miejsca” ciała, pozwolił i zgodził się na swobodne, czyste nawiedzanie.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

     

       

 

Milan Kozánek i Grupa Taneczna Artyci „Pure”

Koncepcja i choreografia: Milan Kozánek

Współtwórcy i performerzy: Radoslav Piovarči, Petr Ochvat

Dramaturgia: Jano Zaťko

Muzyka: Andrej Jurkovič

Reżyseria świateł: Ján Čief

Chciałbym podziękować wszystkim, bez których ten performans nie zostałby wprowadzony w życie:  Záhrade – Centru nezávislej kultúry, Radovi Piovarčimu, Petrovi Ochvatovi, Janovi Zaťkovi, rodine Krnáčovej, Lucii Krnáčovej, centru Pangea Meetingpoint, Zune a Jasmíne Kozánkovým, Kristíne Chmelíkovej, Filipovi Beniačovi, Ivete Raškovej, Filipovi Beniačkovi, Lukášovi Matejkovi, Filipovi Kmeťovi, Lucii Devečkovej.

Ten performans został zrealizowany dzięki wsparciu finansowemu Ministerstwa Kultury Republiki Słowacji i wsparciu miasta Pangea Meetingpoint/ CZ & Garden – Centre of Independent Culture

Projekt ma wsparcie finansowe z publicznych środków Slovak Arts Council

 

Prezentacja w ramach Sceny Tańca Współczesnego: 14 listopada 2016, Staromiejskie Centrum Kultury Młodzieży, Kraków.

 

 

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

Fot.Tomasz Ćwiertnia/tcwiertnia.com
Fot.Tomasz Ćwiertnia/tcwiertnia.com
Fot.Tomasz Ćwiertnia/tcwiertnia.com
Fot.Tomasz Ćwiertnia/tcwiertnia.com
Fot.Tomasz Ćwiertnia/tcwiertnia.com

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close