Wersja do druku

Udostępnij

Międzynarodowy Dzień Tańca za nami. W momencie, kiedy piszę ten felieton jego obchody jeszcze trwają także dzięki akcji Instytutu Muzyki  Tańca zatytułowanej tańczMY  chciałbym więc życzyć wszystkim ludziom tańca spełniania marzeń, sukcesów artystycznych, masy premier i projektów, a przede wszystkim  powrotu do normalności, abyśmy w przyszłym roku mogli uczcić Dzień Tańca jak największą liczbą wydarzeń tanecznych z udziałem publiczności, realizowanych tak przez teatry instytucjonalne, jak artystów niezależnych.

Tymczasem w tym roku z powodu, który wszyscy znamy święto tańca odbywało się przede wszystkim w przestrzeni wirtualnej i stało okazją do licznych prezentacji spektakli on-line. Wybór był naprawdę duży, ponieważ w zasadzie wszystkie  zespoły baletowe i taneczne w Polsce jakieś wydarzenia w sieci. Mniej było wydarzeń niezależnych, ale to moim zdaniem pokazuje, że pandemia najsilniej uderza w artystów niezwiązanych z instytucjami.

Część teatrów, jak Teatr Wielki w Łodzi, Opera Krakowska, i Opera Bałtycka, zdecydowała się na streaming na żywo, inne, jak Polski Balet Narodowy, Opera Nova w Bydgoszczy, Kielecki Teatr Tańca, Opera Śląska w Bytomiu czy Opera na Zamku w Szczecinie, zaprezentowały przygotowane wcześniej rejestracje spektakli.

Ponieważ oglądałem transmisje w każdej z tych formuł, zadałem sobie pytanie, jakie są ich plusy i minusy. Myślę, że transmisja live wierniej oddaje istotę spektaklu teatralnego, dając poczucie uczestnictwa artystów i widzów w niepowtarzalnym wydarzeniu dziejącym się tu i teraz. Śledząc  transmisje Snu nocy letniej z Krakowa i Święta wiosny z Gdańska niemal odczuwałem energię płynącą od wykonawców. Minusem jest dużo większe prawdopodobieństwo  pojawienia się problemów technicznych podczas transmisji, związanych chociażby z montażem na żywo.

W przypadku wcześniejszych rejestracji spektakli mamy natomiast do czynienia z powstaniem nowej jakości artystycznej: rodzaju filmu tańca, wychodzącego od spektaklu, ale mogącego się od niego znacząco różnić. Jeżeli choreograf ma to szczęście, że bierze udział w nagraniu, może we współpracy z reżyserem i montażystą wpływać na dobór ujęć, logikę montażu i ostateczny kształt tak powstałego dzieła, jednak oglądanie go (przynajmniej dla mnie) jest przyjemnością estetyczną, ale nie budzi już tych emocji, które towarzyszą oglądaniu spektaklu na żywo.

Niezależnie od wybranej formuły prezentacji, działania teatrów i wysiłki artystów, aby utrzymać kontakt z widzami w tym pandemicznym czasie są dla mnie wyrazem siły polskich instytucji kultury. Jak już wspomniałem, w prezentacjach towarzyszących MDT zabrakło mi udziału artystów niezależnych działających solo, w kolektywach lub innych grupach nieformalnych, w formule projektowej. Być może jakieś wydarzenia przeoczyłem, ale wydaje mi się, że ten brak pokazuje, iż niezależni artyści tańca radzą sobie w pandemii dużo gorzej. Miejmy nadzieję, że do czasu następnego Dnia Tańca temat będzie już nieaktualny, ale wirus już kilka razy pokazał, że jest nieobliczalny. Dlatego myślę, że należy szukać rozwiązań, które w sytuacji ponownego lockdownu wzmocniłyby tę część polskiego środowiska tańca, czy  to poprzez tworzenie projektów we współpracy z teatrami instytucjonalnymi czy też w innej formie.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do możliwości oglądania tańca w sieci. W tym krótkim tekście chciałem napisać tyko o jednym ze spektakli premierze Święta wiosny w choreografii Ewy Wycichowskiej w Operze Bałtyckiej w Gdańsku. Bardzo chciałem go obejrzeć, ponieważ brałem udział w jego pierwszej realizacji, która miała miejsce w Teatrze Wielkim w Łodzi w 1989 roku. Pamiętam do dzisiaj proces tworzenia, dla którego co muszę samokrytycznie przyznać nie miałem wtedy, mówiąc eufemistycznie, pełnego zrozumienia, żyjąc marzeniami o tańczeniu Zygfryda i Albrechta. Ale wspominam ten spektakl z ogromnym sentymentem.

Gdy teraz Ewa Wycichowska w krótkiej rozmowie przed premierą powiedziała, że zaprosiła do tańczenia w Święcie kierownika gdańskiego baletu, Wojciecha Warszawskiego oraz tancerzy, którzy już nie są aktywni zawodowo, byłem ciekaw, jaki znalazła pomysł na ich udział. To, co zobaczyłem, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Pojawienie się na scenie ludzi z zewnątrz (jak postaci zostały nazwane w spektaklu) Beaty Gizy-Palutkiewicz, Ani Wierzchuckiej-Trykszy, Roberta Kulanina, Bartłomieja Więckowskiego, Radosława Palutkiewicza, Przemysława Grządzieli i Wojciecha Warszawskiego wywołało u mnie efekt wow w czystej postaci. Ich sprawność fizyczna, energia, zaangażowanie i charyzma niosły ten spektakl, udzielając się całemu, świetnie tańczącemu zespołowi.  Było mi tym milej ich oglądać, że z większością z nich moje drogi artystyczne kiedyś się przecięły. Są żywym dowodem na to, że tancerzem jest się przez całe życie. I co tu dużo mówić patrząc na nich, poczułem w sercu lekkie ukłucie zazdrości: też bym tak chciał.

Rolę ofiarowanej świetnie zatańczyła Ewelina Adamczyk, a kreację w spektaklu  stworzył będący niezmiennie  w świetnej formie artystycznej Filip Michalak.  Klamrą spinającą inscenizację z 1989 roku i obecną gdańską premierę była także obecność za pulpitem dyrygenckim maestro José Marii Florncia.

To Święto było dla mnie bardzo pięknym prezentem z okazji Dnia Tańca.    Możliwość oglądania spektakli tanecznych w Internecie nie była  jedynym upominkiem, jaki polskie środowisko i miłośnicy tańca otrzymali w tym roku. Jeden z nich trafił do Poznania, a drugi do Białegostoku. Mam na myśli otwarcie własnej siedziby Polskiego Teatru Tańca oraz powołanie zespołu baletowego w Operze i Filharmonii Podlaskiej.

Po ponad czterdziestu latach Polski Teatr Tańca doczekał się swojego miejsca. Myślę, że jest to spełnienie marzeń Condrada Drzewieckiego, Ewy Wycichowskiej i obecnej dyrektor Iwony Pasińskiej, tancerzy zespołu i wszystkich ludzi z nim związanych oraz miłośników tańca nie tylko w Poznaniu, ale i w całej Polsce.  Uroczyste otwarcie nowej siedziby nastąpiło w Międzynarodowym Dniu Tańca, 29 kwietnia   niech to będzie szczęśliwa data znacząca nowy etap działalności zespołu, w którym dbałość o spuściznę wypracowaną do tej pory będzie łączyć się z otwarciem na  nowe perspektywy.

Z kolei powołanie zespołu baletu w Białymstoku stwarza możliwości nie tylko w wymiarze artystycznym, ale również społecznym. Powstaje nowe miejsce na tanecznej mapie Polski, w którym będą mogli znaleźć zatrudnienie tancerze, choreografowie i pedagodzy. Z informacji prasowych wynika, że zespół  liczy obecnie osiem osób, ale jest to fundament dla dalszego rozwoju. Tancerze rozpoczną pracę już w maju pod kierunkiem Jarosława Sołowianowicza.  Trzymam kciuki i z niecierpliwością czekam na pierwszą premierę.

Oprócz prezentów były też życzenia. Bardzo dobrym pomysłem okazała się inicjatywa składania życzeń przez kierowników baletu, pedagogów i tancerzy zespołów działających w teatrach operowych.  Szkoda mi jedynie, że nie objęła ona zespołów funkcjonujących przy teatrach muzycznych i innych instytucjach kultury, takich jak Mazowsze i Śląsk czy instytucjonalnych teatrów tańca w Poznaniu i Kielcach. Byłoby świetnie zobaczyć je wszystkie w takiej akcji w przyszłym roku.

Życzenia tancerzom złożyli również dyrektorzy teatrów operowych.  Muszę przyznać, że  wywołały we mnie pewną konsternację, a w zasadzie ich końcowy fragment:

Ale wiemy też miejcie, prosimy, tę świadomość że wciąż towarzyszy Wam niepokój. Że boicie się o własne dziś, a przede wszystkim o własne  jutro, o to, że przyjdzie moment, w którym zbyt szybko, bo szybciej niż inni, zbliżycie się do schyłku zawodowego życia. Dzisiaj okrutny kodeksowy czas nie daje Wam pełnego spokoju w tej materii. Robimy wszystko, co w naszej mocy, by pomóc Wam przetrwać ten krytyczny okres szczególnie tym, którzy na scenie spędzili dwadzieścia, a nawet więcej lat. Niekiedy we właściwym czasie udaje nam się zmienić Waszą zawodową drogę na tę, na której możecie czuć się bezpieczni ekonomicznie i społecznie. Niestety nie mamy jednak zbyt wielu instrumentów na tym polu. Ale zapewniamy non stop ich szukamy i nadal będziemy szukać, zwracając politycznym decydentom uwagę na szczególne aspekty pięknego i niebywale trudnego zawodu tancerza, nakłaniając do stworzenia nowych, klarownych przepisów, tworząc swoiste lobby na Waszą rzecz, osób ogromnie poszkodowanych przez ułomny w tym zakresie system prawny. Chcielibyśmy, by władze zasypały w końcu tę nieszczęsną lukę, ustanowić sensowny status formalny tancerza-nauczyciela, tak jak to jest na całym cywilizowanym świecie. To nasze zobowiązanie w dniu Waszego święta. Mamy nadzieję, że nasza mobilizacja kiedyś przyniesie efekty. Podobnie jak Wam, trudno nam bowiem wyobrazić sobie na scenie artystów w wieku przedemerytalnym w wyznaczonym dzisiaj ustawowo czasie, tańczących w balecie Romeo i Julia Prokofiewa czy kankana w Orfeuszu w piekle Offenbacha. Po definitywnym zakończeniu kariery scenicznej powinniście mieć prawo do wykorzystania swojego doświadczenia i przekazywania go młodszym, stać się pełnoprawnymi pedagogami. Bo jak nie Wy, to kto Uwierzcie, że walczymy o Was i walczyć nie przestaniemy. Musimy wreszcie zmienić postrzeganie Waszego pięknego, choć zbyt krótkiego i jakże potrzebnego nam wszystkim zawodu. Wierzymy, że się uda.

Przepraszam, że cytuję go in extenso, ale bez tego osobie nieznającej treści pisma trudno byłoby zrozumieć powody mojej konsternacji, a nawet złości. Wynika ona z  wrażenia, jakie odniosłem po przeczytaniu tego fragmentu, że jego autorzy nie zauważyli wszystkich działań podejmowanych dotychczas przez różne instytucje i gremia, mających na celu przygotować tancerza do zmiany zawodu i ułatwienie mu przejścia przez ten proces. Jest to przede wszystkim program Wsparcia przekwalifikowania zawodowego tancerzy prowadzony przez Instytut Muzyki i Tańca, ale też możliwości podejmowania studiów pedagogicznych dających prawo do uczenia w szkołach baletowych i innych instytucjach kształcących tancerzy, czy obecne prace nad ustawą o statusie artysty zawodowego. Tancerze w tym piśmie jawią się jako  jednostki pozbawione sprawczości, które muszą być ratowane przez innych, a przecież przykłady z życia pokazują, że potrafią się świetnie odnajdować  po zakończeniu kariery tanecznej i to w różnych zawodach, nie zawsze związanych z tańcem i teatrem. Z przytoczonego fragmentu nie wynika, czy walka ma się toczyć o prawa wszystkich tancerzy, czy też tylko tych zatrudnionych w teatrach, a deklaracje wsparcia brzmią jak zbiór ogólników, co do których nie wiadomo, czy i jakie mają pokrycie w rzeczywistości. Moja złość wynika z tego, że z własnego doświadczenia wiem, jak trudno było dokonać zmiany w świadomości tancerzy (w tym swojej własnej) i przekonać ich do zmiany nastawienia do problemu zakończenia kariery oraz zawodowej reorientacji.

Nie wiem, do ilu tancerzy dotarł ten tekst, opublikowany na stronie e-teatr.pl, ale z przykrością muszę go uznać mimo dobrych intencji, które niewątpliwie towarzyszyły jego tworzeniu za dzielący środowisko i niesłużący jego dobru. Być może  autorzy doprecyzują swoje stanowisko, co pozwoli lepiej zrozumieć jego sens.

Nie chcę kończyć tego poświątecznego felietonu minorowym akordem. Niech na co dzień towarzyszy nam duch tegorocznego przesłania: przezwyciężajmy trudności,  twórzmy siebie na nowo, tańczmy i inspirujmy.

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

powiązane

Teksty

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close