Wersja do druku

Udostępnij

Ewa Wycichowska po raz trzeci zmierzyła się ze Świętem wiosny. Dwie poprzednie realizacje odbyły się w krótkim odstępnie czasu[1]. Od drugiego podejścia do dzieła Strawińskiego minęło 28 lat. Wycichowska jako choreografka jest kimś zupełnie innym. Świat dookoła się zmienił. Od tamtej pory powstało też bardzo wiele interpretacji i reinterpretacji Święta wiosny. Czy można znaleźć jeszcze jakiś klucz

W oczekiwaniu na transmisję on-line próbowałem zwizualizować sobie choreografię Ewy Wycichowskiej z 1993 roku. Zastanawiałem się nad poszczególnymi scenami i co chwila napotykałem dziury w pamięci. Chyba najlepiej zapamiętałem scenografię i kostiumy Ryszarda Kai. Tymczasem w Operze Bałtyckiej akcja sceniczna rozpoczyna się inaczej: na tle motywu fagotowego otwierającego działo Strawińskiego, na proscenium przypominającym wejście do modnego klubu, pojawiają się dość dziwne postaci (w programie nazwane Gośćmi i oznakowane numerami, jak w kolejnej wersji oprogramowania komputerowego), wyglądem odbiegające od typowych sylwetek tancerzy: są starsze, bardziej atletyczne, mocno zindywidualizowane wizualnie Zachowują się niepewnie, jakby czegoś lub kogoś szukały. W pewnym momencie odwracają się w głąb sceny i dostrzegają tancerzy przypominających jakąś grupę rekonstrukcyjną (), która pod okiem mistrza ceremonii albo jak czytamy w programie Koordynatora (Wojciech Warszawski) wykonuje ekstatyczny taniec obrzędowy. To chyba ich przekonuje, że nie pomylili adresu.

Kiedy zobaczyłem zespół na podeście za orkiestrą, pamięć wróciła na dobre. Rozpoznałem charakter pisma Ewy Wycichowskiej. Przypomniała mi się choreografia poznańskiej wersji Święta wiosny: dynamiczna w ruchu i drapieżna w geście wywiedzionym z muzyki, oparta w dużej mierze na działaniach zespołowych, które emanują siłą i energią. Z upływem czasu łapałem się na tym, że przypominali mi się nawet tancerze Polskiego Teatru Tańca. A zatem rekonstrukcja. Wycichowska podąża sprawdzonym torem. Szybko okazało się, że choreografka ma jednak nowy klucz i proponuje nie tylko rekonstrukcję, ale także reinterpretację muzyki Strawińskiego i, co ciekawe, własnej choreografii. Już nie jest zainteresowana szukaniem źródeł relacji między ludźmi w pogańskim rytuale, tylko w konfrontacji dwóch grup społecznych nieprzystających do siebie. Goście są ciekawi tych dziwnie wyglądających i tańczących ludzi. Ci zaś z takim samym zainteresowaniem, a może niepokojem, przyglądają się obcym. Kto wygra/przetrwa ten zasugerowany w podtytule Art survival

Koordynator próbuje połączyć ze sobą dwie różne zbiorowości. Początkowo obie grupy pozostają jednak wobec siebie nieufne. Goście posługują się ruchem silnie zindywidualizowanym, takim, który znamy z teatru tańca, wykorzystującym działania aktorskie lub odwołującym się do innych stylów tańca lub technik walki, np. capoeiry (Filip Michalak). Podkreślają swoją odrębność. W pewnym momencie dochodzi do konfliktu pomiędzy dwoma Gośćmi, a zwycięzca przenika do grupy obrzędowców i staje się obiektem pożądania, a Koordynator wyprowadza pozostałych, by po chwili z nimi wrócić i zażegnać tlący się konflikt.

Nowa wersja Święta wiosny Ewy Wycichowskiej zawieszona jest miedzy baletem a teatrem tańca. Choreografka z jednej strony dba o sceny zbiorowe i żelazną konstrukcję choreograficzną, a z drugiej dużą wagę przywiązuje do kreacji indywidualnych postaci. Swoją innością uwagę przyciągają Goście z Michalakiem i Warszawskim na czele, ale ostatecznie na plan pierwszy i tak wysuwa się Ofiarowana Eweliny Adamczak oraz para Pomocników Koordynatora (Sayaka Haruna-Kondracka i Gento Yashimoto). Ofiarowana w intencji choreografki nie jest bezwolną kobietą, ale tą, która walczy ze stereotypem; nie chce być towarem przechodnim. Świetnie ten zamysł odczytała Ewelina Adamczyk, która bunt ma wpisany w ciało, w ruch i wyraz twarzy (co widać na zbliżeniach).

Balet Ewy Wycichowskiej zamyka w Gdańsku tryptyk, na który składają się również dwie kameralne opery: Judyta Arthura Honeggera i Syn marnotrawny Claudea Debussyego. Ten wieczór jest dedykowany Henrykowi Czyżowi[2], u którego studiował kierownik muzyczny José Maria Florncio. Twórcy gdańskiego wieczoru baletowo-operowego inaczej niż Henryk Czyż ułożyli kolejność dzieł, co powoduje, że przewijający się przez wszystkie części temat miłości, układa się w logiczną całość: od miłości bohaterskiej w imię wyższych racji (Judyta), przez miłość macierzyńską (Syn marnotrawny), do miłości fizycznej i zmysłowej (Święto wiosny). Wspólnym mianownikiem jest też aranżacja przestrzeni: pośrodku sceny umieszczono orkiestrę, na proscenium działania solistów, a na platformie za orkiestrą chór (w operach) i tancerze (w balecie). Wreszcie podobne są rekwizyty, które pojawiają się w poszczególnych ogniwach tego trzyczęściowego wieczoru. Reżyser dwóch jednoaktówek operowych, Romuald Wicza-Pokojski, wspólnie z Ewą Wycichowska i zrezygnowali z udziału dużego zespołu baletowego, jak to miało miejsce w 1962 roku w Warszawie. W Judycie (w tytułowej roli znakomita Anna Bernacka) pojawiają się tylko dwie tancerki (Elżbieta Czajkowska, Ewelina Roniarska jako Emocje), które miały w założeniu materializować stany duchowe, przeżycia wewnętrzne bohaterów, a w Synu Marnotrawnym jako tańczące alter ego Matki (Katarzyna Wietrzny) wystąpiła Izabela Sokołowska-Boulton z córką Mają Boulton. Obecność tancerek w Judycie wydaje się zbędna, natomiast w Synu marnotrawnym sceny retrospekcji pogłębiają rozterki Matki. Warto przypomnieć, że w przekazie biblijnym Matka w ogóle nie występuje, a w operze Debussyego jest kluczową postacią. To z jej perspektywy śledzimy los biblijnego Syna Marnotrawnego (Ivaylo Mihaylov), a Ojciec (Marcin Bronikowski) pozostaje na uboczu.

Gdański tryptyk to hołd złożony artystom, którzy przez 70 lat współtworzyli historię Opery Bałtyckiej. Święto wiosny Ewy Wycichowskiej nawiązuje do najpiękniejszych kart dziejów baletu polskiego, które w Gdańsku zapisała Janina Jarzynówna-Sobczak. Rekonstruując własną choreografię, Wycichowska dokonała jej reinterpretacji. Dodatkowo osadziła ją w kontekście oper Honeggera i Debussyego, co poszerza pole znaczeniowe dzieła Strawińskiego.

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

Judyta

Muzyka Arthur Honegger

Kierownictwo muzyczne: José Maria Florncio

Reżyseria: Romuald Wicza-Pokojski

Scenografia: Zuzanna Kubicz

Kostiumy: Zofia Komasa

Choreografia: Ewa Wycichowska

Reżyseria świateł: Michał Stenzel

Syn marnotrawny

Muzyka: Claude Debussy

Kierownictwo muzyczne: José Maria Florncio

Reżyseria: Romuald Wicza-Pokojski

Scenografia: Zuzanna Kubicz

Kostiumy: Zofia Komasa

Choreografia: Ewa Wycichowska

Reżyseria świateł: Michał Stenzel

Święto wiosny. Art survival

Choreografia: Ewa Wycichowska

Muzyka: Igor Stawiński

Kierownictwo muzyczne: José Maria Florncio

Scenografia: Zuzanna Kubicz

Kostiumy: Zofia Komasa

Reżyseria świateł: Michał Stenzel

Premiera on-line: 24 kwietnia 2021

 


[1] Święto wiosny, chor. Ewa Wycichowska, muz. Igor Strawiński, kier. Muzyczne José Maria Florncio, scenografia i kostiumy Gilberto Giardini, premiera 20 maja 1989 roku w Teatrze Wielkim w Łodzi. Następna realizacja ze scenografia i kostiumami Ryszarda Kai, kierownictwo muzyczne Zbigniew Graca odbyła się w Polskim Teatrze Tańca z udziałem orkiestry Teatru Wielkiego w Poznaniu 1 października 1993 roku w Poznaniu.

[2] Claude Debussy, Syn Marnotrawny; Igor Strawiński, Święto wiosny; Arthur Honegger, Judyta; kierownictwo muzyczne Henryk Czyż, inscenizacja, reżyseria i choreografia Alfredo Rodrigues, dekoracje i kostiumy Andrzej Majewski, kierownictwo chóru Roman Kuklewicz, premiera 31 marca 1962 roku w Operze Warszawskiej.

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

powiązane

Teksty

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close