Po raz pierwszy spotkałam się z nazwą SUPERAMAS na wydziale tanecznym Uniwersytetu Antona Brucknera w Linz. Był to mój pierwszy rok studiów i co poniedziałek na tablicy z planem tygodnia widniały informacje na temat warsztatów na najbliższe dni i nazwiska ich uczestników. Podczas tych kilku dni wydział huczał od plotek i opowieści na temat kontrowersyjnych metod pracy jednego z SUPARAMASów. Co chwila ktoś wylatywał z hukiem z zajęć bądź nie miał ochoty na nie wracać. A sława kolektywu jako grupy podrywaczy dodawała całej sprawie pikanterii. Gdy nadeszła moja kolej na zmierzenie się z metodami pracy Philipa, byłam mocno zdystansowana i podejrzliwa. Jednak dość szybko okazało się, że były to jedne z najciekawszych zajęć, w jakich miałam okazję uczestniczyć do tej pory. Tak zaczęła się moja przygoda z kolektywem SUPERAMAS.

Wersja do druku

Udostępnij

Miejsce: Wydział IDA (Institute of Dance Arts) na Uniwersytecie Antona Brucknera w Linz, 2003 rok.

A. stoi przed grupą studentów i mruga okiem, jednocześnie wyciągając do przodu kciuka w geście “o.k.” i wykrzykując “Ho Ho Ho”.

Zadanie: Zaproponuj ruch, gest bądź scenę, która do powyższej sytacji nie pasuje.

Wykonanie: B. ustawia się obok A i przyjmuje pozycję drzewa z jogi.

Ocena: Jako, że A. nawiązywała do świątecznej reklamy coca coli i odtwarzała rolę świętego Mikołaja, a pozycja mogła nasuwać skojarzenia z bożonarodzeniową choinką, zadanie zostało wykonane niepomyślnie.

 

Po raz pierwszy spotkałam się z nazwą SUPERAMAS na wydziale tanecznym Uniwersytetu Antona Brucknera w Linz. Był to mój pierwszy rok studiów i co poniedziałek na tablicy z planem tygodnia widniały informacje na temat warsztatów na najbliższe dni i nazwiska ich uczestników. Podczas tych kilku dni wydział huczał od plotek i opowieści na temat kontrowersyjnych metod pracy jednego z SUPARAMASów. Co chwila ktoś wylatywał z hukiem z zajęć bądź nie miał ochoty na nie wracać. A sława kolektywu jako grupy podrywaczy dodawała całej sprawie pikanterii. Gdy nadeszła moja kolej na zmierzenie się z metodami pracy Philipa, byłam mocno zdystansowana i podejrzliwa. Jednak dość szybko okazało się, że były to jedne z najciekawszych zajęć, w jakich miałam okazję uczestniczyć do tej pory. Tak zaczęła się moja przygoda z kolektywem SUPERAMAS.

 

Zadanie: “Dobierzcie się w pary. Stańcie naprzeciwko siebie tworząc dwa szeregi. Podczas piosenki “Something about us” DAFT PUNK Waszym zadaniem jest rozpłakać się”.

Koniec piosenki.

“A teraz zmieńcie partnera”. Z głośników powtórnie płynie DAFT PUNK. “Wykonajcie zadanie jeszcze raz.”

Cel: Być w stanie rozpłakać się na każde zawołanie, nie koniecznie słysząc wspomnianą piosenkę.

 

 

Poruszenie wśród studentów spowodował fakt, że  nikt nie był traktowany ulgowo. Szybko okazało się, że nie ma wytłumaczenia dla osobistych słabości, ani miejsca na użalanie się nad sobą. Philip wymagał koncentracji i profesjonalnego zaangażownia się w każde zaproponowane ćwiczenie. Nie zadowalał się „uczniackim” poziomem podawanych propozycji i nie stronił od miażdżących słów krytyki, gdy sprawy przybierały dziecinny bieg. A większość z zadań była niebanalna. Co więcej, by je wykonać, najpierw trzeba było zrozumieć koncepcje kontekstualizacji i dekonstrukcji, co dla wielu z nas było absolutną nowością. Wymagało to przestawienia się z dotychczasowych schematów myślenia o tańcu czy teatrze. Znaleźliśmy się w sytuacji, w której nikt nie prosił nas o wyższe podniesienie nogi, ale o klarowne pojawienie się na środku sali ze świadomością początku i końca akcji oraz wrażenia, wywieranego na widzów. Z pozoru banalne,ale jednak nie takie proste. Każdy dostawał zadanie, które wymagało poznania siebie jako performera, przyznania się do słabości i przekroczenia osobistych zahamowań. Zajęcia te były wyzwaniem intelektualnym, ale również zmuszały do podjęcia ryzyka i próbowania rzeczy nowych, nieraz nie do końca zrozumiałych. Popychały nas do pozbycia się przyzwyczajeń i sprawdzonych „sztuczek”, co jednocześnie oznaczało narażenie się na porażkę, śmiech innych i negatywną ocenę.  A co najważniejsze, uczyły nabrania dystansu do samego siebie i do własnej kultury, co w pracy performera jest niezwykle istotne. Oczywiście każda osoba biorąca udział w tych warsztatach podałaby inny opis ich przebiegu.To prawda, że, dla wielu z nas ostrość krytyki była miażdżąca i prowokowała pytania o granice odpowiedzialności wykładowcy i prawo do wypowiadania się na temat potencjału każdego z nas. Przyznam, że nie było to łatwe, ale nauczyło mnie samodzielego wyznaczania między prywatnością, a profesjonalizmem, a także pomogło określić moje mocne i słabe strony jako performerki.

Co najważniejsze, nabrałam również dystansu do samej siebie. 

 

Cats, on this side side yell go, go!

cats, in the middle now fight fight!

cats over here now yell win win!

cats, let’s put it together

GO FIGHT WIN!

GO FIGH WIN![1]

 

Wspomniane warsztaty, parokrotnie powtórzone w ciągu trzech lat studiów, zaoowocowały propozycją współpracy nad projektem Casino. Cztery studentki wydziału IDA (w tym ja) zostały zaproszone do uczestnictwa w jednorazowym wydarzeniu przygotowywanym z okazji zbliżającej się Austriackiej Platformy Choreograficznej. Było to dla mnie okazją podpatrzenia od wewnątrz, jak pracuje kolektyw i sprawdzenia się w roli performera.

 

Po pierwsze, okazało się, że wcześniejsze zajęcia pomogły mi w zrozumieniu stawianych wobec mnie oczekiwań. Łatwiej było mi również zaakceptować ideę projektu i pomysł kolażu scen z poprzednich spektakli SUPERAMASów. Myślę, że bez wcześniejszego przygotowania byłabym pogubiona i nie potrafiłabym tak łatwo wyciągnąć sensu z tej różnorodności. Co więcej, zamiast jednorazowego wydarzenia okazało się, że wspólnie stworzyliśmy spektakl wielokrotnie wystawiany.Było to możliwe dzięki otwartości kolektywu na nowe pomysły i elastycznemu podejściu do oryginalnego zarysu projektu. Dyskusje o kształcie przedstawienia odbywały się wspólnie i wiele ze scen było rezultatem tych rozmów bądź autentycznych wydarzeń podczas prób (np. końcowa scena lekcji choreografii, w której uczymy SUPERAMASów układu). Każdy w kolektywie był i jest za coś odpowiedzialny (kierowanie grą aktorską, tworzenie muzyki, scenografii, filmu, dramaturgia) i każda z osób, również my, wypowiadała swoje zdanie na temat poszczególnych elementów spektaklu, sugerowała rozwiązania lub podawała coś w wątpliwość. Naszą rolą jako tancerek było ułożenie choreografii cheerleaderek (zaopatrzono nas w kasety z amerykańskimi pokazami grup), a przypadkowa muzyka, którą wykorzystałyśmy do pracy nad układem choreograficznym stała się częścią spektaklu[2]. Mnie przypadło odegranie dialogu z filmu True Romance i przeobrażenie się w zalaną łzami dziewczynę tłumaczącą chłopakowi, że nie jest zdzirą. Tekst był odtwarzany ze ścieżki dźwiękowej, moją rolą było dopasowanie ruchu ust i wcielenie się w postać. To wszystko wykonywałam lekko zdyszana po energicznej choreografii pośród spacerujących po całej przestrzeni widzów. Nie byłam tą propozycją zaskoczona, ponieważ  już podczas warsztatów musiałam sprostać umiejętności zmiany nastrojów oraz błyskawicznego „wskoczenia” w rolę  i wyskoczenia z niej Wiedziałam już, że pracując z kolektywem będę miała za zadanie wcielenie się w jeden z tych wizerunków kobiet, które masowo otaczają nas w życiu codziennym i które dalekie są od mojego ideału kobiecości.

 

– Please shut up! I’m trying to come clean you know. I have been a call girl for exactly four days and you are my third customer. I want you to know that I’m not damaged good. I’m not what they call a white trash! I’m a really good person. And when it comes to a relationship… I’m hundred percent… I’m hundred percent… monogamous.

– You stay with one guy?

– Exactly. And if I’m with you I’m with you and I don’t want to be with anybody else.[3]

 

 

Chcę tu zaznaczyć, że jako feministka nigdy nie miałam problemu z odgrywaniem postaci w spektaklach Superamas. I nie chodzi mi tutaj o profesjonalizm i wspomniane powyżej dystansowanie się do roli. To niewątpliwie pomogło mi w odczuwaniu niejakiej frajdy w odgrywaniu na przykład roli głupiego podlotka W pracy z kolektywem oczywiste było, że będzie poruszac się w obrębie popkultury, która stanie się naszym głównym punktem odniesienia. Poprzez odtworzenie otaczającego nas stanu rzeczy, poprzez wielokrotne powielanie niemalże do obrzydzenia scen znanych z telewizji czy megaprodukcji filmowych (trylogia BIG), SUPERAMAS poddaje to zjawisko krytyce, unikając jednak prawienia morałów. Kolektyw ten odtwarza w teatrze sytuacje dobrze nam znane, rzucając je widzowi w twarz bez wygładzania i bez osądzania. Superamasi nie szczędzą przy tym samych siebie, naśmiewając się z własnych słabości czy wybujałego „ego” kolektywu (sceny w Nowym Yorku w BIG3). Dlatego nigdy nie miałam wątpliwości, dlaczego przypada mi rola naiwnej, seksownej nastolatki dyskutującej o najnowszym wibratorze w gimnastycznej przebieralni (BIG 3) czy wiecznie uśmiechniętej, ładniutkiej ale niezmiernie głupiej Polki w spektaklu YouDream. Taki typ kobiety jest nadal dominującym przedstawieniem kobiecości w popkulturze. Nie miałam także problemu z odgrywaniem tych ról, gdyż role męskie w spektaklach SUPERAMASów są podobnie schematyczne. Niestety, niekiedy umyka to części publiczności., która zwracajedynie uwagę na fakt uprzedmiotowienia kobiet  (jak gdyby męskie postacie były w pełni akceptowalne). Co więcej, nigdy nie czułam się zmuszona do odegrania czegoś, na co nie miałam ochoty bądź, z czym się nie zgadzałam[4]. Jeżeli już miałam zastrzeżenia odnośnie całości spektaklu bądź danej sceny, mój pogląd zawsze był wysłuchany i brany pod uwagę.  Jedynie w spektaklu Casino[5] kobiece role były z góry zaplanowane i wyłącznie przez nas odegrane. Najczęściej aktorki i aktorzy sami tworzą własne postacie i dialogi, kierując się bardziej lub mniej klarownymi wskazówkami kolektywu. 

 

J:Grace, don’t you think Esther lost weight again?

G:Oh she has!

J:And she is such a bad dancer! Always off balance!

G:Yeah. She gets dizzy because she doesn’t eat enough!

E:Hi girls!

J&G:Hi esther!

E:A new dance teacher comes today, right?

J:Yes!

G:A biodanza girls… that’s a one way ticket to happiness, you can bet on that!

E:Grace, you look tired.

G:Tired? Me? You must be kidding!

J:I’m tired. I’ve been fucking Carlos the whole night!

E:Aqua gymnastic Carlos?

J:Yeah!

E:Now I’m really starving…[6]

 

Zasadą u SUPERAMASówjest wspólne, wraz z całą ekipą spektaklu, tworzenie scenariusza, dialogów i postaci danego przedstawienia. Kolektyw podaje zarys projektu oraz kontekst całości lecz ogrom pojawiającego się już na scenie materiału jest rezultatem, propozycji i samodzielnej pracy aktorów. Dlatego  można byłoby powiedzieć, że na okres pracy nad danym projektem każda z zaproszonych osób staje się częścią kolektywu. Ostateczne decyzje pozostają w rękach pięciu osób. Jednak odpowiedzialność aktora czy tancerza za stworzony spektakl, jak również za samego siebie, jest ogromna. Praca z nimi zawsze dostarcza więc satysfakcji, gdyż mam poczucie realnego wpływu na całokształt przedsięwzięcia. Nigdy nie czułam się wyłącznie odtwórcą, lecz zawsze twórcą z „ograniczoną odpowiedzialnością” za wykonane dzieło.

 

Ale bywa, że odpowiedzialność ta przytłacza, a zasada „dopominania się o swoje” męczy. Choćby fakt, iż żaden z pięciu mężczyzn nie ma wykształcenia tanecznego i nigdy na scenie nie wykonuje choreografii, do której musiałby się odpowiednio przygotować powoduje, że samemu trzeba zadbać o czas na rozgrzewkę czy o odpowiedni rozkład dnia. Natomiast dość zaawansowana technologia używana w spektaklach powoduje, że zdarzają się momenty uciążliwe, gdy trzeba dostosować się (w głównej mierze czekając) do powolnego tempa ustawiania rozwiązań świetlnych czy scenograficznych. Co ciekawe, wiele osób pytało się mnie, czy dla mnie jako performera nie jest ograniczające dostosowywanie się do ścieżki dźwiękowej lub wielokrotne odgrywanie tych samych scen w dokładnie ten sam sposób. Jednak znacznie bardziej nużące niż odgrywanie sekwencji na scenie było zawsze wspomniane ustawianie sekwencji podczas procesu twórczego. Nigdy bowiem nie odczuwałam tego, że faktycznie powtarzam coś dokładnie w ten sam sposób. Mimo braku możliwości improwizacji (wyjątek stanowi spektakl YouDream, w którym urzeczywistniamy na scenie sny wypowiedziane przez widzów) ta z pozoru ograniczająca forma nadal oferuje bardzo dużo swobody. 

 

Często ciekawość budzi także kolektywny charakter zespołu i wpływ tej formy współpracy na aktorów. Faktycznie nierzadko dochodzi do sporów wewnątrz grupy, które wynikają z różnicy artystycznych poglądów członków kolektywu.  Każdy z SUPERAMASów ma inną wrażliwość, inny gust i nieraz każdy próbuje przekonać pozostałych do swojego pomysłu. Wydaje mi się również, że ta wewnętrzna różnorodność powoduje, iż spektakle tej grupy są tak złożone. Co więcej, dzięki wykorzystaniu talentów, poszczególnych osób, zespół ten jest niemal samowystarczalny (jak wspominałam, sami kreują światło, projektują i budują scenografię, kręcą i montują filmy). To powoduje, iż przedstawienia są świetnie przygotowane od strony technicznej, a sam proces kreacji bardzo dobrze zaplanowany.  W przypadku bardziej skomplikowanych spektakli aktorzy nie tylko są odpowiedzialni za swoje stroje, ale również pomagają w rozbiorze i pakowaniu scenografii, co dodatkowo podkreśla kolektywny charakter ich pracy.

 

A:Because I was a sleeping beauty, and in my dream, I was taking care of 27 dwarves, and they were all calling me Mum. But one dwarf was speaking turkish! So, I couldn’t be his mum!

P:Why not? What language were the other small people speaking?

A:Polish!Because I could understand them.

P:Agata, you could be their Mum… I know what this is, this is a religious problem.

A:Is my religion a problem?[7]

 

 

Zawsze z przyjemnością myślę o kolejnych prezentacjach i o spotkaniu się z całą ekipą SUPERAMASów. Ich znakiem rozpoznawczym jest nie tylko profesjonalizm, ale również bardzo miła atmosfera pracy. Jednak to nie dobra zabawa czy aktorskie wyzwania przynoszą mi najwięcej satysfakcji. Najcenniejsza jest dla mnie świadomość, że stanę się częścią przedstawienia, które żadnego widza nie pozostawia obojętnym. Bo prace SUPERAMASów kocha się bądź nienawidzi.

 

Obecnie nie występuję w ich nowych spektaklach. Myślę, że po tylu wspólnych doświadczeniach potrzebujemy w pracy świeżego oddechu. Ponadto ciekawa jestem innych metod pracy i odmiennego podejścia do tworzenia ruchu. Jednocześnie ostatnie doświadczenie w ramach YouDream, a zwłaszcza scena improwizacji na żywo opowiadanych przez widzów snów, pokazała mi, że grupa ta nadal potrafi mnie zaskakiwać i stawiać aktorskie wyzwania.

 

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)



[1]    Jeden z okrzyków ze spektaklu Casino.

[2]    To jest jedną z charakterystycznych cech SUPERAMAsów; nigdy nie wiadomo, które wydarzenie „z życia wzięte” stanie się częścią przedstawienia.

[3]    Scena z filmu True Romace Tonyego Scott’aa odgrywana w spektaklu Casino.

[4]    Interesujący jest fakt iż po spektaklu Casino wiele osób uważalo, że cztery młode studentki zostały zmanipulowane i nie są świadome wyrazu scen w których biorą udział. Co ciekawe nikt nie uznał za stosowne porozmawianie z nami i przekonanie się o naszych poglądach osobiście, powielając patriarchalne przekonanie, że “dzieci, zwłaszcza płci żeńskiej i ryby głosu nie mają”.

[5]    W moim wypadku to też Big 3, w którym przejęłam rolę June, stworzoną przez Magdalenę Chowaniec.

[6]    Dialog kobiet ze spektaklu Big 3.

[7]    Fragment dialogu z serialowej części spektaklu YouDream.

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

powiązane

Bibliografia

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close