W 2014 roku w Bibliotece Teatru Wielkiego – Opery Narodowej ukazała się książka Jacka Marczyńskiego Dziesięciu tańczących facetów. Książka na 192 stronach w syntetyczny, a zarazem lekki i przystępny sposób omawia sylwetki tancerzy i choreografów, którzy w XX i XXI wieku zbudowali pomost między baletem a tańcem współczesnym, zapisując się w historii obu tych dziedzin sztuki. W 2016 roku na rynku wydawniczym pojawiło się swoiste dopełnienie prezentacji zmian we współczesnym tańcu. Dziesięć tańczących kobiet powtarza układ poprzedniej publikacji, w skrótowej, syntetycznej formie ukazując sylwetki największych gwiazd, a zarazem i reformatorek sztuki tańca ostatnich stu lat.

Wersja do druku

Udostępnij

W 2014 roku w serii „Biblioteka Teatru Wielkiego – Opery Narodowej” ukazała się książka Jacka Marczyńskiego Dziesięciu tańczących facetów. Książka na 192 stronach w syntetyczny, a zarazem lekki i przystępny sposób omawia sylwetki tancerzy i choreografów, którzy w XX i XXI wieku zbudowali pomost między baletem a tańcem współczesnym, zapisując się w historii obu tych dziedzin sztuki. W 2016 roku na rynku wydawniczym pojawiło się swoiste dopełnienie prezentacji zmian we współczesnym tańcu – dokonanych przecież zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety. Dziesięć tańczących kobiet powtarza układ poprzedniej publikacji, w skrótowej, syntetycznej formie ukazując sylwetki największych gwiazd, a zarazem i reformatorek sztuki tańca ostatnich stu lat.

Ponieważ obie książki należą do „Biblioteki Teatru Wielkiego – Opery Narodowej”, na początku zamieszczono rozpoczynają rozmowy autora z dyrektorem Polskiego Baletu Narodowego Krzysztofem Pastorem. Choreograf prezentuje w nich swój stosunek do większości bohaterów książki, w tej w Dziesięciu tańczących facetach szczególnie wyróżniając Wacława Niżyńskiego, nie tylko jako naszego rodaka, ale przede wszystkim jako fascynującą postać, ważną dla całego świata tańca, a także inspirującą kolejne pokolenia choreografów. Osoba Niżyńskiego łączy zresztą Pastora, który stworzył balet na ten temat z innym bohaterem książki – Johnem Neumeierem, który znany jest również jako kolekcjoner pamiątek po wielkim tancerzu Baletów Diagilewa. Te nici wzajemnych powiązań między najwybitniejszymi tancerzami i tancerkami, choreografami i choreografkami są w obu książkach niezwykle widoczne i stanowią jeden z ich najważniejszych walorów. Pomaga to wyraźniej zobaczyć przemiany w tańcu, nie tylko jako łańcuch zdarzeń i premier wybitnych dzieł, ale przede wszystkim jako łańcuch osobowości, nauczycieli i uczniów, kontynuatorów rewolucji rozpoczętej na początku XX wieku przez Wacława Niżyńskiego i Isadorę Duncan.

Kilkustronnicowe szkice o poszczególnych artystach przekazują wszystko to, co najważniejsze. Stąd też pewne uproszczenia, których trudno się w takim wypadku ustrzec. Dzięki temu jednak zarówno Dziesięciu tańczących facetów, jak i Dziesięć tańczących kobiet może wziąć do ręki każdy, nie tylko pasjonat tańca i baletu. Dla znawców tematu nie będzie to może lektura odkrywcza, ale też nie takie były założenia obu publikacji. Miały mieć charakter popularyzatorski i tak niewątpliwie jest. Dla wielu czytelników może być to dobra okazja do zebrania swojej wiedzy o bohaterach kolejnych rozdziałów, dopełnienia luk, ułożenia znanych już faktów i ocen. Dotyczy to zwłaszcza Tańczących facetów, bo mimo całej swojej wielkości i oczywistego skojarzenia kobiet z tańcem, zwłaszcza baletowym, ich życiorysy i dokonania są chyba mniej znane, niż biografie Wacława Niżyńskiego, George’a Balanchine’a, Maurice’a Béjarta, Jiří’ego Kyliána, Borisa Ejfmana, Matsa Eka… Trochę mniej znani w Polsce John Cranko, John Neumeier, Rudi Van Dantzig i William Forsythe otrzymują tu godne siebie miejsce w historii – nie można bez nich  zrozumieć rozwoju tańca choćby w kierunku awangardowej w swoim czasie twórczości Eka czy Kyliána, stawiającego pierwsze kroki w Balecie Stuttgarckim Cranki, który stał się kolebką dla wielu wybitnych indywidualności choreograficznych. Tę samą rolę odegrał następnie Nederlands Dans Theater Kyliána. Gdyby podjąć próbę zdefiniowania tekstów Jacka Marczyńskiego, narzuca się słowo „portrety”. Autor wyławia cechy i wydarzenia najbardziej charakterystyczne dla każdego ze swych bohaterów, o czym mówią już same tytuły rozdziałów: Chlapiąca stopa Matsa Eka, Chłopięce zauroczenie Rudiego van Dantziga, George Balanchine, jego żony, kochanki, tancerki

Po Dziesięciu tańczących facetach dziennikarz postanowił przyjrzeć się kobietom kształtującym i zmieniającym oblicze tańca i baletu w XX i XXI wieku. Wśród bohaterek znajdziemy: Isadorę Duncan, Marthę Graham, Marie Rambert, Margot Fonteyn, Maję Plisiecką, Alicię Alonso, Pinę Bausch, Anne Teresę De Keersmaeker, Sashę Waltz i Bronisławę Niżyńską, a więc inaczej niż w przypadku Facetów…, nie tylko choreografki, ale i wybitne tancerki. Również w tej publikacji  autor daje w dość solidny, acz skrótowy wykład o wadze dokonań każdej z nich, czy to na polu tańca i interpretacji, czy też choreografii, pedagogiki i odkrywania nowych estetyk w tańcu. Czyni to jednak tak, że odbiorca przyswaja te wszystkie informacje niejako po drodze, przebiegając od jednej ciekawostki czy niepospolitego zdarzenia z życia opisywanej osoby, do drugiej. Każdy rozdział poświęcony innej postaci tworzy zamknięty i spójny obraz: Isadorę zapamiętam jako nieco zwariowaną nowatorkę, która dała impuls do zmiany w myśleniu o tańcu, ale sama źle skończyła, Rambert jako sympatyczną żydowską dziewczynę z Warszawy, która trochę nieoczekiwanie dla samej siebie stała się współtwórczynią brytyjskiego baletu, Bronisławę Niżyńską jako kobietę o otwartym umyśle, pozostającą w oczach innych wciąż w cieniu sławnego brata, a wreszcie mocno skrzywdzoną przez własną ojczyznę…

Czytając Dziesięć tańczących kobiet, można mieć  nieodparte wrażenie, że taniec był tą dziedziną, w której wyzwolenie kobiet odbyło się  w sposób najbardziej naturalny, a ich znaczenia dla rozwoju tej sztuki w XX wieku nie da się przecenić. Wcześniej wielkie baleriny lśniły wprawdzie wspaniałym blaskiem i to ich nazwiska, a nie nazwiska tancerzy-mężczyzn pamiętamy ze złotej ery baletu, ale wyłącznie jako odtwórczyń, czasem inspiratorek zmian w technice czy tanecznym wyrazie. Wiek XX przynosi artystki wyzwolone jak Isadora Duncan, Loïe Fuller i Ruth St. Denis, choreografki oraz pomysłodawczynie nowych technik tańca, jak Graham. Wcześniej – nie do pomyślenia. Nawet taki wizjoner, jak Siergiej Diagilew po premierze Les Biches Niżyńskiej napisał: „W niektórych miejscach układy są może zbyt banalne, zbyt kobiece, w sumie jednak – bardzo dobre”, a sama Niżyńska o swoim pierwszym okresie pracy w Ballets Russes (jeszcze z bratem): „Czułam się wtedy zdolna do tworzenia baletów. Na moje nieszczęście byłam tylko kobietą”. Podobnie jak Dziesięciu tańczących facetów, tak i ta książka jest pozycją obowiązkową dla każdego miłośnika tańca, który chce w przyjemny sposób dowiedzieć się czegoś więcej o osobowościach tanecznych i choreograficznych, które ukształtowały nasz współczesny świat tej sztuki.

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

Jacek Marczyński

Dziesięciu tańczących facetów

Wyd. Axis Mundi, Warszawa 2014

 

Jacek Marczyński

Dziesięć tańczących kobiet

Wyd. Axis Mundi, Warszawa 2016

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

Fot. materiały Teatru Wielkiego – Opery Narodowej.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close