Jeden z najbardziej znanych festiwali w Berlinie,,Tanztage, który rozpoczyna taneczny rok w stolicy Niemiec, tym razem został otwarty silnie polskim akcentem. W dniach 4 i 5 stycznia w Sophiensaele zaprezentowano wieczór składający się ze spektaklu So Emotional polskich twórców – Przemka Kamińskiego  Mateusza Szymanówki i Marty Ziółek –  oraz dwóch prac solowych pod wspólnym tytułem Alter Egos w wykonaniu Joy Alpuerto Ritter. Oba spektakle powiązał ze sobą motyw maski – tej, która skrywa prawdziwe emocje i uczucia, schowane gdzieś głęboko w nas, jak również tej materialnej, zasłaniającej twarze i mimikę wykonawców.

Wersja do druku

Udostępnij

Jeden z najbardziej znanych festiwali w Berlinie,,Tanztage, który rozpoczyna taneczny rok w stolicy Niemiec, tym razem został otwarty silnie polskim akcentem. W dniach 4 i 5 stycznia w Sophiensaele zaprezentowano wieczór składający się ze spektaklu So Emotional polskich twórców – Przemka Kamińskiego  Mateusza Szymanówki i Marty Ziółek –  oraz dwóch prac solowych pod wspólnym tytułem Alter Egos w wykonaniu Joy Alpuerto Ritter. Oba spektakle powiązał ze sobą motyw maski – tej, która skrywa prawdziwe emocje i uczucia, schowane gdzieś głęboko w nas, jak również tej materialnej, zasłaniającej twarze i mimikę wykonawców.

 

Joy Alpuerto Ritter urodziła się w Stanach Zjednoczonych, jej mama pochodzi z Filipin, a od 4. roku życia tancerka mieszka w Niemczech. Od najmłodszych lat pobierała nauki w różnych szkołach, dlatego  jej taniec charakteryzuje zupełne pomieszanie rozmaitych stylów . Można w nim wyróżnić elementy hip-hopu, baletu, break dance’u, czy narodowych tańców filipińskich. W spektaklu Alter Egos artystka wykorzystała dodatkowo elementy pantomimy. Pomagało jej to w przeobrażaniu się w kolejne postacie: była kobietą pokonującą długi wybieg profesjonalnym krokiem modelki, silnym mężczyzną wywołującym strach, a następnie niechęć, bo swoją posturą przypomina goryla, nie-człowieka. Jej krzyk stopniowo upodabnia się  do szczekania psa. Artystka przeobraziła się również w dyrygentkę o łagodnych rysach twarzy, która pokazywała publiczności, jak klaskać. Jednak jej występ to przede wszystkim taneczno-performatywna próba różnych indywidualności. Każda z nich to maska, pozór konkretnej osobowości. Artystka eksponuje te pozy również poprzez bardzo różnorodną mimikę twarzy, która wyraża naprzemiennie uśmiech, smutek, obrzydzenie i niezadowolenie. Dodatkowo mocno ekspresyjne jest zakończenie spektaklu: do tworzenia min artystka używa swoich dłoni. Rozciąga nimi usta, by wyglądały jak uśmiechnięte, podnosi podbródek i czoło, palcami dotyka kącików oczu, by te stały się jeszcze bardziej skośne. Są to miny ulotne, które po chwili znikają, ukazując neutralną twarz artystki. Czasem porusza się ona w takt muzyki, innym razem  jej nie potrzebuje. Nie ma żadnego makijażu, jej kostium w niczym nie różni się od stroju domowego – ma na sobie luźną podkoszulkę i bordowe cienkie jeansy, a na stopach ciepłe skarpetki.  Mówi do publiczności „yes”, „no”, „maybe” i za każdym razem jej głos zabarwiają inne uczucia: od smutku do radości, po erotyczną ekstazę. Jest też moment całkowitego rozluźnienia, który staje się  jednocześnie chwilą na skupienie: Joy Alpuerto Ritter siedzi na krześle, odwrócona tyłem do widowni i pali elektrycznego papierosa. Kłęby dymu unoszą się do góry – to metaforyczna cisza przed burzą,  czyli ostatnią sekwencją taneczną, która jest żywiołowa, szybka i intensywna. Alter Egos to spektakl o skrajnościach, o udawaniu i o skrywaniu swojej prawdziwej osobowości. Według artystki sami ponosimy za to odpowiedzialność, ponieważ potrafimy sterować swoją osobowością i zmieniać ją podobnie, jak opinie i poglądy. . Raz powiemy „yes”, za chwilę „no”, a w końcu „maybe”.

 

W sposób dosłowny, a nie metaforyczny, maska pojawia się w spektaklu So Emotional,wyprodukowanym przez Nowy Teatr w Warszawie. Tworzący go artyści, czyli Przemek Kamiński, Mateusz Szymanówka (nie występował lecz zajmował się jego dramaturgią) i Marta Ziółek, skoncentrowali się na próbie demaskacji „oszustwa”, jaką jest teatr i wytwarzanym przez niego wrażeniu autentyzmu. Co ciekawe, skorzystali w tym celu ze znanych wszystkim symboli. Występujący noszą na twarzach białe maski, które przypominają zarówno te z antycznego teatru, jak i te noszone przez aktywistów Anonymous. W jednej scenie widać wyraźne nawiązanie do motywu Piety. Zupełnie inną ikoną kultury jest znana artystka popowa – słychać przeróbki utworów  Whitney Houston. Medium kultury masowej – czyli Internet również odgrywa w spektaklu istotną rolę – w tle pojawiają się migające znaki,  układające się w trudny do odgadnięcia kod komputerowy.

 

W opisie spektaklu czytamy: „Jeżeli ciało jest polem bitwy, a afekt jest nowym frontem politycznej walki, jak możemy się do niej przygotować?”. Jednak trudno w  So Emotional  odnaleźć politykę i afekt. Ważnym elementem jest natomiast poszukiwanie w dzisiejszym świecie emocjonalności i cielesności, które „skażone” są popem, Internetem, trybem on- i offline. Życie człowieka w ostatnich latach nabiera wymiaru poshumanistycznego, wraz z tym, jak coraz większą role odkrywają w nim procesy cyfryzacji i medium Internetu.

 

So Emotional nie jest spektaklem tanecznym, lecz performansem z nurtu nowej choreografii,  składającym się z samych przeciwieństw. Performerzy podkreślają, jak ważne jest ciało, po czym ukrywają je pod kostiumem składającym się z szerokiej bluzy z kapturem, bokserskich spodenek, sportowego obuwia i białych frotowych skarpet. Dodatkowo przy użyciu masek, w podobny sposób zakrywają tak ciało, jak i emocje. Jedynym, choć pewnie nieintencjonalnym elementem określającym cielesność i płeć, były pomalowane na krwistą czerwień, długie paznokcie Marty Ziółek. Podczas występu performerzy zdejmują maski, ale mimika ich twarzy jest często nienaturalna, zniekształcona.  Choć oboje znajdują się na scenie, można zaryzykować, że występują właściwie osobno. Ich choreografia jest na ogół różna. W całym pokazie znajduje się może jedna scena, w której układ ruchów jest taki sam, lecz performerzy wykonują go nierówno, w swoim tempie, ich ciała poruszają się zupełnie inaczej.    

 

Oprawa techniczna performansu stanowiła ważny element całości, podkreślając posthumanistyczną estetykę wieczoru. Performerzy poruszają się do muzyki elektronicznej, która jest miksowana i zmienia się w szybkim tempie, a w tle wyświetla się wideoinstalacja: napis „so emotional” w formie kodów komputerowych o różnych fontach i kolorach najpierw miga, po czym zmienia się w wizualizację ludzkich organów. W spektaklu ważną rolę odgrywają również światła. Przypominają czasem laser skanera, który porusza się jednostajnie, poziomo i „skanuje” artystów. W innych momentach oświetlony zostaje tylko jeden sceniczny element, na przykład but performera.  

 

Performans polskich artystów był jednak wyzwaniem dla widzów. Nie wszyscy dali sobie z nim radę, o czym świadczył fakt, że niezwykle tolerancyjna i otwarta na eksperymenty, składająca się raczej z młodych ludzi publiczność berlińska, opuszczała spektakl. Było w nim coś irytującego, bolesnego, denerwującego. Scena, w której performerka Marta Ziółek powtarzała frazę „lift me up”, a jej głos był elektronicznie zniekształcany, dłużyła się niemiłosiernie, wywoływała dyskomfort i zdenerwowanie. Dodatkową wadą jest przeładowanie wieczoru teoretyczną treścią, która nie ma ujścia na scenie. Czytając opis spektaklu, wywiad z artystami, czy słuchając zapowiedzi, spodziewamy się filozoficznego manifestu młodych eksperymentatorów tańca współczesnego interesujących się pojęciami takimi jak: afekt, praktyki somatyczne, mikroopór, emocjonalność czy teatr jako maszyna uczuć[1]. Na scenie widzimy jednak sekwencje, które się powtarzają, są bardzo powolne, trudne do zrozumienia, często wydają się wręcz bezsensowne i nużące.

So Emotional łatwiej opisać, bazując się na elementach wizualnych, niż zinterpretować. Performerzy próbują zwrócić uwagę na zanik emocjonalności w dzisiejszych czasach, na kulturę popu, która nie wymaga od nas głębszych refleksji, lecz z góry określonych reakcji. Robią to jednak w sposób mało przekonujący.  

 

So Emotional jest ścieraniem się teorii z praktyką w kontekście eksperymentów w tańcu współczesnym. Festiwal Tanztage jest świetną platformą do pokazywania podobnych prób, ale zbyt dużo teorii może zniechęcić do dalszych poszukiwań. Dotyczy to zarówno artystów jak i widzów będących świadkami efektów pracy performerów.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

So Emotional

Przemek Kamiński, Mateusz Szymanówka, Marta Ziółek; produkcja Nowy Teatr przy wsparciu: Wyszehradzkiego Programu Rezydencji Artystycznych – Sztuki Performatywne, art quarter budapest, Instytutu Adama Mickiewicza

 

Alter Egos

Joy Alpuerto Ritter; produkcja Joy Alpuerto Ritter z koprodukcją Sophiensaele.  

Festiwal Tanztage odbywa się w Berlinie 4-14 stycznia 20118 roku.

                



[1] Wymienione pojęcia pochodzą z wywiadu z artystami: http://www.dwutygodnik.com/artykul/6944-cialo-ktore-nie-chce-znaczyc.html

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

Joy Alpuerto Ritter „Alter Egos”. Fot. Gerhard Ludwig.
Przemek Kamiński, Mateusz Szymanówka, Marta Ziółek „So Emotional”. Fot. Katarzyna Szugajew.
Przemek Kamiński, Mateusz Szymanówka, Marta Ziółek „So Emotional”. Fot. Katarzyna Szugajew.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close