14 lutego 2015 roku w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej warszawska publiczność miała okazję poznać nowy spektakl Polskiego Baletu Narodowego zatytułowany Pupa. Anna Hop, tancerka PBN debiutująca w roli pełnospektaklowej choreografki na scenie warszawskiej opery, Stanisław Syrewicz, kompozytor muzyki filmowej, piosenek i reżyser teatralny, Małgorzata Szabłowska, autorka scenografii i projekcji, Katarzyna Rott, kostiumolożka oraz Maciej Igielski, twórca świateł, przygotowali własną inscenizację motywów zaczerpniętych z twórczości Witolda Gombrowicza. […] Godzinny spektakl składa się z ośmiu obrazów, zatytułowanych kolejno: Forma, Rozczłonkowanie, Nagość, Łydka, Dojrzałość, Słowacki, Ojczyzna i Ja. Każdy tworzy zamkniętą całość. Nie opowiada żadnej historii, a stanowi raczej wariację na temat słowa, symbolu zaczerpniętego z myśli Gombrowicza.

Wersja do druku

Udostępnij

14 lutego 2015 roku w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej warszawska publiczność miała okazję poznać nowy spektakl Polskiego Baletu Narodowego zatytułowany Pupa. Anna Hop, tancerka PBN debiutująca w roli pełnospektaklowej choreografki na scenie warszawskiej opery, Stanisław Syrewicz, kompozytor muzyki filmowej, piosenek i reżyser teatralny, Małgorzata Szabłowska, autorka scenografii i projekcji, Katarzyna Rott, kostiumolożka oraz Maciej Igielski, twórca świateł, przygotowali własną inscenizację motywów zaczerpniętych z twórczości Witolda Gombrowicza[i]. Jakie reakcje wywołuje „upupienie” dzisiaj? Jaka jest świadomość społeczna poddania się narzuconemu imperatywowi szczęśliwego, idealnego życia?

 

Godzinny spektakl składa się z ośmiu obrazów, zatytułowanych kolejno: Forma, Rozczłonkowanie, Nagość, Łydka, Dojrzałość, Słowacki, Ojczyzna i Ja. Każdy tworzy zamkniętą całość. Nie opowiada żadnej historii, a stanowi raczej wariację na temat słowa, symbolu zaczerpniętego z myśli Gombrowicza.

 

Pierwsza etiuda ukazuje przywiązanie człowieka do schematu, jego uległość wobec wymogów współczesnej kultury, która znalazła swoje ucieleśnienie w postaci przypominającej Rotbarta z Jeziora łabędziego. Zły czarnoksiężnik steruje, losem innych, „trzyma na smyczy” bierne, ogłupione jednostki, wyznaczając im przestrzeń, rysując nieprzekraczalną granicę ruchów, pseudorzeczywistość człowieka funkcjonalnego. Jednostka stanowi tu jedynie symbol innego istnienia, wypełnia z góry określoną rolę bez rzeczywistego „przeżywania” swojego życia.

 

 Kolejna część to Rozczłonkowanie. Jej największą zaletą jest pomysł inscenizacyjny – duet tancerza z animacją. Kto czyje ruchy kopiuje? Objawia się tu w pełni najpoważniejsza choroba ponowoczesności – coraz większy kłopot z ustaleniem własnej tożsamości. Obsesyjnie powracające pytanie (kim tak naprawdę jestem?), zaktualizowane o współczesne konteksty i lęk przed ciemną stroną własnego „ja”, wymykającą się racjonalnemu poznaniu, zainspirowały choreografkę do wyeksponowania postaci-cienia. Stopniowo rośnie ona w siłę, aż do momentu, w którym dominuje nad prawdziwym człowiekiem, tak jak wirtualny świat i fałszywe wyobrażenia samego siebie często biorą górę nad rzeczywistością.

 

Gra świateł uwypuklająca poszczególne części ciała, nogi, dłonie, twarz, pupę oraz łydkę rozpoczyna kolejną etiudę. Co znamienne, całkowita nagość przestała już wystarczać, szokować. Dopiero celowe i niespodziewane wyeksponowanie oderwanych od siebie fragmentów może wyzwolić jakieś emocje i skłonić do refleksji nad relacjami między ciałem a umysłem. Niestety, brakuje tu urozmaicenia gestów poszczególnych tancerzy, a w ruch wkrada się monotonia.

 

Gdzie można najlepiej wyrzeźbić łydkę? W sali fitness, ćwicząc na bieżni do utraty tchu. „Niezbędny” trening zawsze musi zostać uwieczniony na selfies – własnoręcznie wykonanych zdjęciach –tak aby każdy mógł pochwalić się efektami morderczych wysiłków na jakimś portalu społecznościowym. Ekshibicjonizm społeczny zostaje obnażony

 

Z kolei Dojrzałość, według twórców Pupy, związana jest z życiem w związku oraz współpracą między kobietą i mężczyzną. Ona powinna się pięknie prezentować, a on wspierać ją silnym ramieniem. Parodia tańca klasycznego, wyszydzenie lekkości tancerek wykonujących ewolucje na czubkach palców i tancerzy, którzy po wykonaniu jednego z najtrudniejszych pas, dwóch obrotów w powietrzu, skaczą „koci krok” (pas de chat), jakby nie potrafili skoordynować nóg, wskazuje iż dorosłość to przede wszystkim czas upadku ideałów.

 

Następna etiuda jest wpisana w przestrzeń tradycyjnej sali lekcyjnej, z tradycyjnie ustawionymi w trzy rzędy ławkami, gdzie dominujący i opresyjny nauczyciel wpaja jedynie słuszną wiedzę pokornym uczniom: Słowacki wielkim poetą był! Choreograficznie ta część to teatr tańca w pełnej krasie, ponieważ zgodnie z jedną z najprostszych definicji stanowi amalgamat ruchu, słowa (w tym wypadku napisanego, niewypowiedzianego) i elementów konwencjonalnego teatru takich jak rekwizyty, dekoracje, kostiumy[ii].

 

Ojczyzna to – jak pokazują nam twórcy spektaklu – niszczejący dworek szlachecki oraz para w tradycyjnym, krakowskim stroju ludowym. Ten pierwszy stanowi odwołanie zarówno do wyższego pochodzenia Gombrowicza, jak i odwiecznej tęsknoty Polaków za utraconą wielkością i szlacheckimi tradycjami. Wymowne jest też epatowanie ludowością w postacikrakowiaków, esencji polskości, którzy powinni zachwycać, lecz jednak nie zachwycają. Choreografka potępia narodowy kicz w jakże subtelny sposób – po scenie przesuwają się zastygli w ruchu tancerze w tradycyjnych strojach. A przecież mogliby zatańczyć!

 

Zdecydowanie najsłabszą częścią jest ostatnia, zatytułowana Ja. Widoczny jest brak pomysłu na zobrazowanie ruchem tematyki osobowości. Jedynie słowa Gombrowicza, towarzyszące tej scenie uzasadniają niejasne przemieszczanie się tancerzy. Może choreografka chciała tak samo zadrwić z odbiorców i dlatego parafrazuje ostatnie słowa powieści Ferdydurke: „Koniec i bomba, a kto oglądał ten trąba!”.

 

W spektaklu Hop muzyka, ruch i światła tworzą synergię sztuk. Przenikanie się projekcji i choreografii ujawnia nowe możliwości kompozycyjne. Bogactwo scenografii w niektórych scenach przytłacza nadmierną liczbą prowokujących widza bodźców. Nieprzystawalność, rozdzielenie poszczególnych elementów spektaklu, ruchu tancerzy, wyświetlanych obrazów, wyrazistych kostiumów(czasem aż nazbyt dosłownych i trochę zbyt dosłownie ilustrujących tytułową pupę), uniemożliwia objęcie całości jednym spojrzeniem, co może być jednocześnie wadą i zaletą. Na pewno dobrze oddaje ducha współczesności – płynność i fragmentaryczność rzeczywistości czy informacyjny szum generowany przez wszechobecne bilbordy, reklamy, ulotki.

Po obejrzeniu spektaklu warto zadać sobie pytanie: czy wykonawcy w ogóle tańczyli? Jakim ruchem można wyrazić bunt Gombrowicza wobec zastygłej formy? Wydaje się, że jedynie wychodząc poza schematyczność jakiejkolwiek techniki tańca. Artyści mają za zadanie zarówno stroić miny, jak i eksponować poszczególne części ciała czy ukazywać swoją wszechstronną sprawność. Spisują się znakomicie. Tylko czy to właśnie w tym celu wiele lat ćwiczyli poszczególne pas tańca klasycznego? Czy tego rodzaju przedstawienia nie mieszczą się raczej w kategoriach teatru tańca (a nie – baletu)? A może chodzi o zmianę pokoleniową? Młodym choreografom bliższy jest taniec współczesny niż neoklasyka, najczęściej jednak następuje wymieszanie estetyk i technik tańca.

 

Kolejne ważne pytanie to: dla kogo jest ten spektakl? Dla Polaków, którzy podczas edukacji szkolnej zetknęli się z twórczością Gombrowicza i rozpoznają znaczenie symboliki określeń takich jak pupa, łydka czy gęba? A może dla tych, którzy ominęli te lekcje? Czy obcokrajowiec, który nie wie, kim jest autor Ferdydurke, odczyta tę symbolikę, często bardzo dosłownie ukazaną na scenie? Na szczęście spektakl Anny Hop jest na tyle wielopłaszczyznowy, że można go bez straty dla całości odczytywać na różnych poziomach „zaawansowania”.Uniwersalność ruchów oraz zderzenie idei Gombrowicza z aktualnymi problemami społecznymi sprawia, że nawet bez wcześniejszej lektury i znajomości wszystkich kontekstów nietrudno odgadnąć znaczenie poszczególnych gestów i min, a abstrakcyjne poczucie humoru niejako automatycznie wywołuje uśmiech na twarzy.

 

Hop potrafiła odnaleźć w twórczości Gombrowicza wiele zagadnień i problemów, które także dzisiaj w jakiś sposób nas wszystkich dotyczą: zagubienie tożsamości, sensu życia, utrata prywatności, swobody postępowania. Ich istota pozostaje niezmienna, jedynie środki wyrazu ulegają aktualizacji. „Fizyczność” przenikająca język i styl Gombrowicza została zgrabnie przetransponowana na ruch i – dominujący w dzisiejszym dyskursie medialnym – obraz.



[i]Twórcy spektaklu odwołali się nie tylko do Ferdydurke, lecz również do Dziennika (na przykład w ostatniej części był cytat: „Poniedziałek. Ja. Wtorek. Ja. (…)”. Gombrowicz stworzył dość zwarty system przesunięć i naddatków znaczeniowych wielu wyrażeń, który przenika całą jego twórczość. Kategoria „nagości” ważna jest np. w Pornografii, „formy” w Kosmosie.

[ii]Zob. Joanna Leśnierowska, hasło „Teatr tańca” (za: Norbert Servos, „Tanztheater”, w: International Dictionary of Modern Dance, Detroit 1988), w: Dariusz Kosiński, Anna Stafiej, Anna Wypych-Gawrońska (red.), Słownik wiedzy o teatrze. Od tragedii antycznej do happeningu, Bielsko-Biała/Warszawa 2009, s. 307-332.

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.
Fot. Ewa Krasucka.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close