Bycie tancerzem to od zawsze akt odwagi, nie sprzyja takiemu wyborowi właściwie nic w sensie materialnym. Nie jest to zawód przygotowujący do konfrontacji z rzeczywistością pozasceniczną czy przynoszący nadzwyczajne profity. Jeśli czegoś uczy, to szczególnego hartu ducha, objawiającego się zarówno w okolicznościach artystycznych, jak i poza nimi. Badam ostatnio, ze szczególną wnikliwością, okres dwudziestolecia międzywojennego, z zachwytem studiując materiały m.in. o działalności artystek, kształtujących obraz tańca w wolnej Polsce. Ile tu bogactwa inicjatyw, pomysłów kreacyjnych, odwagi reformatorskiej w odniesieniu do aktów choreograficznych i pracy edukacyjnej. Ile wspaniałych karier wykonawczych, jakie tempo budowania zespołów i repertuaru. Jaka zachłanność na pracę, na kontakt z widzem, na spektakle, choćby w najbardziej siermiężnych warunkach. I choć w tym czasie nie brakuje w polskim tańcu osiągnięć Zajlicha, Wójcikowskiego, Parnella czy Cieplińskiego, to prawdziwymi bohaterkami tej epoki jawią się kobiety.

Wersja do druku

Udostępnij

Za nami Światowy Dzień Baletu, święto stosunkowo niedawno, bo zaledwie sześć lat temu, ustanowione z inicjatywy The Royal Ballet, Australian Ballet, Baletu Teatru Bolszoj, National Ballet of Canada oraz San Francisco Ballet. Z założenia ten Dzień, trwający w praktyce nawet i dwa tygodnie, od początku nastawiony programowo był na kontakt z widzem za pośrednictwem kamery i Internetu, jest więc świętem jakby skrojonym na dzisiejsze czasy. Fetowanie czegokolwiek w okolicznościach pandemicznych jest mało komfortowe, ale dzięki determinacji artystów i sprawności organizacyjnej ich menadżerów będziemy mogli w tym roku obejrzeć materiały filmowe dokumentujące pracę m.in. Royal Ballet i Baletu Teatru Bolszoj w warunkach wymuszających społeczny dystans, co w pracy tancerza, uprawiającego balet klasyczny, jest zadaniem,co najmniej karkołomnym. Z polskich zespołów do uczestnictwa w wydarzeniach Światowego Dnia Baletu przyłączyły się Polski Balet Narodowy i Teatr Wielki w Łodzi. Bycie tancerzem to od zawsze akt odwagi, nie sprzyja takiemu wyborowi właściwie nic w sensie materialnym. Nie jest to zawód przygotowujący do konfrontacji z rzeczywistością pozasceniczną czy przynoszący nadzwyczajne profity. Jeśli czegoś uczy, to szczególnego hartu ducha, objawiającego się zarówno w okolicznościach artystycznych, jak i poza nimi. Historia tańca w Polsce, symetryczna z dziejami powszechnymi, pełna jest przykładów zaświadczających, że bycie tancerzem/tancerką nie równa się byciu pięknoduchem. Badam ostatnio, ze szczególną wnikliwością, okres dwudziestolecia międzywojennego, z zachwytem studiując materiały m.in. o działalności artystek, kształtujących obraz tańca w wolnej Polsce. Ile tu bogactwa inicjatyw, pomysłów kreacyjnych, odwagi reformatorskiej w odniesieniu do aktów choreograficznych i pracy edukacyjnej. Ile wspaniałych karier wykonawczych, jakie tempo budowania zespołów i repertuaru. Jaka zachłanność na pracę, na kontakt z widzem, na spektakle, choćby w najbardziej siermiężnych warunkach. I choć w tym czasie nie brakuje w polskim tańcu osiągnięć Zajlicha, Wójcikowskiego, Parnella czy Cieplińskiego, to prawdziwymi bohaterkami tej epoki jawią się kobiety: Bronisława Niżyńska – solistka i choreografka Baletów Rosyjskich Diagilewa, główna choreografka i kierownik artystyczna Polskiego Baletu Reprezentacyjnego, z którym otrzymała Grand Prix na Międzynarodowej Wystawie Techniki i Sztuki w Paryżu (1937); Tacjanna Wysocka, która nie tylko zbudowała radykalny program nauczania tańca i stworzyła dwie szkoły, ale odnosiła także międzynarodowe sukcesy choreograficzne m.in. na Konkursie Tańca Scenicznego w Paryżu (1932), występując obok Rosalii Chladek i Kurta Joossa; Pola Nireńska – uczennica Mary Wigman, laureatka głównej nagrody na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Wiedniu (1934), gdzie zaprezentowała własny układ tańca modernistycznego (nazywanego wówczas „nowoczesnym”) oparty na polskich tańcach ludowych; Ruth Sorel była solistka Staatsoper w Berlinie i zespołu Mary Wigman, uhonorowana I Nagrodą na Międzynarodowym Konkursie Tańca Artystycznego w Warszawie (1933); Olga Sławska – primabalerina baletu Teatru Wielkiego w Warszawie i Polskiego Baletu Reprezentacyjnego, w 1933 zdobywa Złoty Medal oraz nagrodę przewodniczącego jury Rolfa de Maré dla najlepszej polskiej tancerki na Międzynarodowym Konkursie Tańca Artystycznego w Warszawie, kolejne nagrody otrzymuje na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Wiedniu (1934) oraz na Olimpiadzie w Berlinie (1936); Janina Mieczyńska – studiowała w Instytucie Rytmiki i Umuzykalnienia Émile’a Jaques-Dalcroze’a w Genewie i Hellerau, założyła w Warszawie prywatną szkołę Rytmiki i Plastyki, przekształconą w filię Instytutu Jaques-Dalcroze’a, kierowany przez nią zespół zdobył I nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Wiedniu (1934); Jadwiga Hryniewiecka, która kształciła się w Szkole Rytmiki i Umuzykalnienia Tacjanny i Stefana Wysockich oraz w Dreźnie u Mary Wigman, wyróżniona na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Warszawie (1933), prowadziła własną szkołę tańca; Ziuta Buczyńska, uczennica Janiny Mieczyńskiej, laureatka Nagrody Specjalnej za najlepsze wykonanie polskiego tańca ludowego na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Warszawie (1933), pierwszej nagrody na Międzynarodowym Konkursie Tańca w Wiedniu (1934), jedna z szóstki najlepszych tancerzy świata Międzynarodowej Olimpiady w Berlinie (1936) i wiele innych, zdobywających nagrody na międzynarodowych konkursach, wytyczających szlaki tanecznej awangardy, tworzących szkoły i nowe metody nauczania. Za chwilę ich kariery zburzy wojna, staną się kelnerkami, będą piec bułki i ciasta, jako łączniczki roznosić meldunki, przemycać broń i ukrywać poszukiwanych przez gestapo kolegów. Prowadziły zajęcia i próby taneczne w dużych pokojach swoich domów, stawały do drążka, którym był brzeg kredensu w pokoju stołowym. Z myślą o przyszłości kształciły młodych tancerzy na tajnych kompletach. Polskie tancerki, choreografki i nauczycielki tańca, które zasługują na wnikliwe monografie, a przykłady ich, naznaczonego niejedną traumą, życia, to bogactwo doświadczeń, które i dziś mogą inspirować. W 1946 roku Leopold Buczkowski zrealizował legendarne Zakazane piosenki, chciałoby się zobaczyć na ekranie i „zakazane tańce”, gotowy temat na scenariusz, gotowy materiał na film.

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

Wydawca

taniecPOLSKA.pl ()

powiązane

Teksty

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close