
„Szekspirie” Krakowskiego Teatru Tańca w Scotiabank Dance Centre w Vancouver, plakat: materiały własne organizatora
6 września spektakl Krakowskiego Teatru Tańca Szekspirie zagości na Festiwalu Venere in Teatro w Wenecji (Forte Marghera). Następnie, 13 września, artyści wystąpią w Scotiabank Dance Centre Open House w Vancouver.
Projekt współfinansowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP z Funduszu Promocji Kultury.
Projekt współfinansowany przez Miasto Kraków.
Wsparcie: Konsulat Generalny RP w Vancouver
Więcej o występie w Wenecji możecie przeczytać na stronie https://www.liveartscultures.org/programma.html.
Zapowiedź pokazu w Kanadzie znajduje się na stronie: Scotiabank Dance Centre Open House – The Dance Centre.
„Szekspirie” Krakowskiego Teatru Tańca na Festival di Danza Venere in Teatro w Wenecji, plakat: materiały własne organizatora
„Szekspirie” Krakowskiego Teatru Tańca na Festival di Danza Venere in Teatro w Wenecji, plakat: materiały własne Krakowskiego Teatru Tańca
Fragmenty recenzji spektaklu Szekspirie
Emancypacyjna dramaturgia zmagań nie tylko z Szekspirem, ale też ciała z materią / papierem / opisem, widzialności z niewidzialnością, nieoczywistych i trudnych rywalizacji i sojuszy między kobietami współgra z absolutnie niebywałą energią i precyzją tancerek, które wchodzą w relacje ze sobą, ze scenografią (która raz jest płaskim ekranem / kartką, raz przedziwnym morficznym organizmem, a raz narzędziem zbrodni) i konceptualną oraz silnie afektywną muzyką i wizualizacjami. Wszystko w tych „Szekspiriach” ze sobą współgra i pracuje na wspólny efekt.Monika Kwaśniewska, krytyczka, badaczka
Monika Kwaśniewska, krytyczka, badaczka
Wstrząsająco dobry spektakl. W szczegółach przemyślana koncepcja reżyserska / choreograficzna / scenograficzna (efekt pochłaniania, kawałkowania, defragmentacji, przenikania, nieustannej transformacji) i wreszcie muzyka. Wow! Obydwie performerki: Agnieszka Bednarz-Tyran i Yelyzaveta Tereshonok – niesamowite. To żywe rzeźby, splecione w agonalnej relacji.
Robert Piaskowski, wieloletni pełnomocnik Prezydenta Miasta Krakowa ds. Kultury, dyrektor Narodowego Centrum Kultury
Trudny, wręcz morderczy, ale i schizofreniczny układ choreograficzny, zachwyca swą dynamicznością, ale i przeraża agresywnością, zapiera dech w momentach, gdy taniec dotyka sprawnej gimnastyki sportowej czy wręcz ekwilibrystyki cyrkowej.
Janusz M. Paluch, 9 stycznia 2024, pisarze.pl
„Szekspirie” Krakowskiego Teatru Tańca pomyślano jako spektakl na dwie tancerki. Jednak intensywność i kreatywność choreografii sprawia wrażenie, jakby brało w nim udział dużo więcej osób. Spektakl poświęcony jest stanom emocjonalnym kobiet przeniesionym na język ruchu. Dlatego też emocje zastąpione są przez efektowne, piękne wizualnie sceny, często budowane przy pomocy brył. Często sięgająca po muzykę operową dźwiękosfera wykreowana przez Piotra Peszata znakomicie uzupełnia działania sceniczne. W efekcie „Szekspirie” to skondensowana, dobrze zatańczona i bardzo ciekawie ukazana kobiecość, z zaskakującą puentą, jawnie nawiązującą do trzech literackich pierwowzorów.
Łukasz Rudziński, „Women power”
Wspaniale działała w tym spektaklu zasada odwracania związków przyczynowych, zmiana znaczenia części ciała i ruchu. Jakby Makohon tworzył architekturę ruchu i choreografię obiektów.
Łukasz Drewniak, „Studium w bieli”
Bohaterki tworzą nowy rodzaj bytu wspólnego, który niczym hydra ma wiele głów. Kiedy jedna znika, kolejna powoli odrasta i wyłania się z nową siłą, by opowiedzieć o sobie. Postaci zdają się zjadać siebie nawzajem, połykają się i odradzają na nowo, wchłaniając się i wyłaniając w zapętleniu, które jest kluczem do odczytania całej choreografii.
Istotnym elementem spektaklu jest humor, który może wydawać się zaskakującym kluczem do tematu, ale to on scala całą choreografię i nadaje jej lekkość. To podejście do Szekspirowskich historii wydobywa ironię, która towarzyszy czytaniu ze współczesnej perspektywy wybranych do spektaklu dramatów. Morderstwa, intrygi, samobójstwa zostają przedstawione jako „latające” głowy, spadanie czy topienie się; zostają opowiedziane ekspresją ruchów, a nie w powagą słów. Opowieści zostają przedstawione z perspektywy kobiet, które nie zamierzają już na nikogo czekać całymi dniami ani poślubiać pierwszego poznanego mężczyznę.
Jednak wydźwięk spektaklu nie jest żartobliwy, obcujemy z czarnym humorem i sarkazmem, połączonych z szybkimi i ekspresyjnymi fragmentami, obrazującymi nieprzewidywalność i intensywność niedających się nazwać uczuć, których natłok określany jest potocznie mianem szaleństwa. Zapętlające się w choreografii figury mostka, wygięć ciała w różne strony, powtarzające się upadanie i podnoszenie oddają rozedrganie, które towarzyszy bohaterkom dramatów, gdzie brak decyzyjności i jednoczesna pochopność w działaniu skutkują strachem doprowadzającym do impulsywnych gestów. Synchroniczne powtarzanie sekwencji ruchów jest jak walka cieni: nie wiemy, kto jest bohaterką, a kto myślą i imaginacją. Jak Lady Makbet, która przestaje odróżniać realność i marę. Jak Ofelia rozmawiająca z falami wody, słysząca ich śpiew. Jak Julia, która za wszelką cenę stara się uciec.
Michalina Spychała, Hydra bez głowy, „Didaskalia. Gazeta Teatralna” 2024, nr 180