„Dzień dobry, cześć i czołem!” – taki napis widnieje na jednym z moich kubków barowych, których jestem fanem. Klasyczne kubki tego typu mają pojemność 330 ml, ten jest wersji XXL, limitowanej – mieści aż 500 ml cieczy. Pół litra wody, kisielu, budyniu, kakao albo porządną porcję porannej kawy z wegańskim substytutem mleka lub napar z ziół kupionych na Podlasiu. Pamiętam smak kompotu pitego z porcelanowego kubeczka na stołówce szkolnej. Czy jest w Polsce jakiś milenials albo boomer, który nie pił w przedszkolu kawy zbożowej z mlekiem z takiego naczynia?

Wersja do druku

Udostępnij

P_onowoczesne R_einterpretacje L_udowości

Kubek z napisem „Dzień dobry, cześć i czołem” łączy w sobie dwa elementy: cytat z piosenki z kultowego filmu Miś oraz grafikę przedstawiającą koguta – logo popularnego programu telewizyjnego dla dzieci Teleranek. Dwa symbole czasów PRL-u spotkały się na jednej przestrzeni porcelanowego naczynia – oba wyrwane z kontekstu, zestawione ze sobą na zasadzie gry konwencją, w celu wzmocnienia siły przekazu. Tak powstają hiperrzeczywiste mistyfikacje i symulakry przedmiotów oraz zjawisk kulturowych z bliższej i dalszej przeszłości. Tworzą one pewną fikcję, na którą sami pozwalamy i którą traktujemy jak obiekty w parku miniatur architektonicznych, świadomi, że mamy do czynienia z imitacją, uproszczeniem rzeczywistości, formą masowej rozrywki.

Kubek ten przywodzi mi na myśl amatorskie i profesjonalne zespoły folklorystyczne, tańca ludowego czy zespoły pieśni i tańca – w sposób przerysowany i bardziej dosadny imitujące kulturę, zazwyczaj obcą im geograficznie czy czasowo. Z jednej strony wspierane są przez instytucje, menedżerów, animatorów kultury, etnografów i zawodowych artystów: choreografów, muzyków, reżyserów, chórmistrzów, z drugiej zaś poddają się mechanizmom kultury popularnej, propagują określone wyobrażenia o kulturze tradycyjnej, zawężając ją do wybranych zjawisk dawnego folkloru – zazwyczaj chłopskiego, rzadziej szlacheckiego czy mieszczańskiego. Dokonując różnego typu zabiegów artystycznych, przede wszystkim na muzyce, tańcach i strojach, wpisują się w zjawisko folkloryzmu, a więc przejmując elementy tradycyjne z różnych źródeł, przenoszą je w zupełnie nowe środowisko społeczno-kulturowe, poddają adaptacji, aranżacji, stylizacji i dostosowują do wymogów masowego przekazu. W ten sposób doprowadzają do powstawania hybryd funkcjonujących w płynnej nowoczesności pod pojęciem folkloru, choć należałoby je zdefiniować jako folkloryzm, najbardziej rozpowszechniony w formie scenicznej i widowiskowej. Swoją stylistyką sięgają one w większości przypadków jeszcze do czasów PRL-u, kiedy to w latach powojennych jak grzyby po deszczu powstawały lokalne grupy artystyczne wzorowane na państwowych zespołach zawodowych. Przez krytyków traktowane są one jako relikt Polski Ludowej – tak jak Cepelia czy porcelanowe kubki barowe.

Kubki te można przyrównać do zjawisk artystycznych zachodzących we współczesnej rzeczywistości folklorystycznej – i podobnie można je podzielić na trzy grupy[1]:

1) taniec tradycyjny i nurt in crudo oraz ruch in situ, in crudo[2] – to kubki oryginalne (nazwijmy je „autentycznymi”[3]): z hoteli, restauracji, barów mlecznych, jadłodajni, stworzone w celach użytkowych wiele lat temu, używane dziś zgodnie z ich celem przeznaczenia, nawet jeśli są trochę wyszczerbione, mogą to być też egzemplarze znalezione gdzieś w babcinej szafie albo na targu staroci, poddane renowacji i delikatnemu upiększeniu poprzez dodanie współczesnego napisu, podkreślenie koloru grafiki;

2) zespoły pieśni i tańca prezentujące folkloryzm sceniczny – to kubki współczesne, stylizowane na te PRL-owskie – powstałe jako prezenty i gadżety „made in Poland”, czasem na granicy kiczu i przeładowane wizualnie, innym razem prawie idealnie imitujące kubki autentyczne;

3) zespoły folkowe i nurt folk w swojej odsłonie postępowej – to kubki designerskie, formą nawiązujące do tych z PRL-u, ale z treściami współczesnymi oraz lokalnymi, odnoszącymi się do tożsamości miejsca.

Są jeszcze takie, których nie da się zakwalifikować do żadnej z powyższych kategorii, będące jakoby pomiędzy nimi – zarówno w kwestii wyglądu, jak i funkcji, a także daty powstania. Tak, dotyczy to kubeczków i zespołów.

Kubek rozbity. Kubek sklejony

Dwa lata temu podczas wiosennych porządków chciałem przetrzeć kurz z książki Gra w ludowe autorstwa Andrzeja Zawady, lecz sięgając po nią, strąciłem stojący przed nią kubek z logo mojego zespołu Woda na Młyn. Nie udało się go uratować, pękł na kilka kawałków. Byłem pełen złości i żalu, że straciłem coś, co symbolizowało moje podejście do tańca ludowego, folkloryzmu scenicznego, ale także moje obawy przed zbyt postępowym podejściem do źródła, przemieszane z poczuciem spełnienia oraz dumy. Wyrzuciwszy do kosza zebraną z podłogi porcelanę, wziąłem do ręki Grę w ludowe i po otwarciu spisu treści aż przetarłem oczy z wrażenia, gdy ujrzałem podrozdział zatytułowany Kubek rozbity. Szybko przewertowałem strony i moim oczom ukazał się cytat, który go otwierał:

Na początku Bóg dał każdemu ludowi po glinianym kubku, aby pił z niego wodę życia. (…) Wszyscy zanurzali kubki w wodzie, ale kubki były różne. Nasz kubek rozbił się. Naszego kubka już nie ma [4].

Słowa te – wypowiedziane przez Ramona, wodza plemienia Pajutów Południowych – pochodziły z książki Ruth Benedict pt. Wzory kultury[5], która stała na półce tuż obok! Lekko zaszokowany koincydencją, pomyślałem, że można je odnieść do tego, co dzieje się współcześnie z dawnym folklorem i niematerialnym dziedzictwem kulturowym, do którego należą także taniec i muzyka tradycyjna. Dlaczego „dawnym folklorem”? Dlatego że folklor to jedno z najbardziej niejasnych i spornych pojęć, jakie powstały w naukach humanistycznych i społecznych. W dyskursie potocznym jest synonimem lub metonimią tradycji w ogóle, rozumiany jest jako element kultury ludowej, która tak naprawdę już nie istnieje, a – jak mówi Roch Sulima – „żyje jej mit”[6]. W środowisku zespołów kultywujących muzykę i taniec w formie prezentacji scenicznych folklor określa wszystko, co dotyczy ich działalności: od tańca, poprzez bardziej lub mniej opracowane stroje ludowe, po dawne obrzędy i zwyczaje, a nawet cały ruch społeczno-kulturowy. Osoby z zewnątrz najczęściej określenia „folklor” używają w kontekście różnych zespołów pieśni i tańca, tańca ludowego, grup regionalnych oraz wszelkich przejawów funkcjonowania „starych” tradycji we współczesności. Zazwyczaj jest to mocne uproszczenie, wizja obarczona stereotypami narosłymi przez ostatnie 70 lat – utrwalona jeszcze w czasach PRL-u.

Folk | lor | yzm

Na temat kategorii codzienności i rytuałów powstało wiele rozpraw antropologicznych. W swojej domowej bibliotece kulturoznawczej uzbierałem trochę skarbów – czasem białych kruków – wśród których jednymi z moich ulubionych są niemiecka książka Taniec jako zwierciadło czasu. Kulturowa historia tańca z 1985 roku oraz klasyka gatunku: Kultura ludowa – kultura narodowa Józefa Burszty z 1974 roku. Moją dumą jest także podpisany przez samego autora Rocha Sulimę zbiór esejów pt. Powidoki codzienności, podejmujący zagadnienia codzienności Polaków żyjących na progu XXI wieku. W jednej z rozmów profesor Sulima stwierdził, że „folklor to technika bycia w świecie, która jest zawsze pod ręką[7]” oraz że „stanowi symboliczną otoczkę życia praktycznego”. Bardzo ujęły mnie te obrazowe definicje porządkujące to, jak społecznie funkcjonują takie pojęcia jak: folklor, folk, tradycja, ludowość (mylona nagminnie z ludycznością) czy taniec i muzyka ludowa. Mógłbym powiedzieć, że to swego rodzaju rewolucyjne podejście, a może po prostu próba dekonstrukcji nie tylko akademickiego rozumienia „folkloru”. Kluczowym jednak pojęciem, niezbędnym do opisu kultury współczesnej, jest folkloryzm, polegający na celowym przenoszeniu wybranych elementów kultury ludowej z ich naturalnego środowiska w inny kontekst kulturowy. Folkloryzm stanowi element kultury postmodernistycznej, jest kwintesencją teatralizacji życia społecznego, karnawalizacji życia publicznego, utowarowienia, mistyfikacji, unifikacji, konsumpcjonizmu itp. Niestety zarówno w polskim środowisku osób zajmujących się praktycznie folkloryzmem scenicznym oraz folkiem (w jego różnych odmianach), jak i w debacie publicznej określenie „folkloryzm” właściwie nie istnieje, choć powstało już w latach 60. XX wieku w Niemczech, a jego propagatorem na polskim gruncie był Józef Burszta[8]. Wprowadził on także do polskiego dyskursu naukowego kategoryzację zespołów folklorystycznych[9], która funkcjonuje do dziś w środowisku tańca ludowego i która miała ogromny wpływ na krystalizowanie się poszczególnych nurtów prezentacji scenicznych tzw. folkloru. Pojęcie folkloryzmu dryfuje jedynie w rozprawach antropologicznych, muzykologicznych, choreologicznych. Pojawia się także w nowszej odsłonie jako „postfolkoryzm”[10]. Wciąż nie ma jednak takiej siły przebicia, by zająć należne mu miejsce po „folklorze” odmienianym przez wszystkie przypadki i używanym przy każdej okazji, gdy mowa o jakimkolwiek nawiązaniu do elementów tradycyjnej kultury ludowej, ze szczególnym uwzględnieniem muzyki i tańca właśnie.

W przerwie od pisania poszedłem na obiad do pobliskiego baru mlecznego, ale nie takiego „prawdziwego”, jakie zdarzały się w Warszawie jeszcze 10 lat temu. A właściwie dlaczego miałby być nieprawdziwy – skoro istnieje naprawdę, ma się dobrze, ciągle są w nim kolejki i smaczne, niedrogie jedzenie? Miałby być nieautentyczny tylko dlatego, że niedawno został odnowiony, stał się częścią większej sieci (jeśli się nie mylę, to chyba nawet ogólnopolskiej), został sprywatyzowany, a goście nie muszą jeść ohydnymi sztućcami z aluminium jak w filmie Miś? Dawna forma tradycyjnego baru mlecznego odnalazła się całkiem dobrze w płynnej nowoczesności i popkulturze.

Zmierzając do baru, znajdującego się w jednym z monumentalnych bloków mieszkalnych w stylu socrealizmu, które wyrosły po drugiej wojnie światowej na rumowisku getta na Muranowie, zatrzymuję się obok otwartej w niedzielę kawiarnio-księgarni. Przez witrynę widać półkę z dobrej jakości pamiątkami i gadżetami – wśród nich porcelanowy kubek barowy z czerwoną obwódką i napisem „Muranów”. Uśmiecham się sam do siebie. Ciekawe, czy w znajdującym się niespełna sto metrów dalej Gdańskim Barze Mlecznym serwują kompot w takiej klasycznej porcelanie. Niestety. Kompot okazuje się nawet smaczny, ale w szklankach od szwedzkiego producenta. Nie ma ani starych – „autentycznych”– kubeczków, ani takich współczesnych, stworzonych na potrzeby lokalu. Za to jest oryginalna, prawdziwa, oranżada z Grochowa. Jak za dawnych lat! Jedynie cztery złote 50 groszy – jedno euro.

W drodze powrotnej wpadam na pomysł zaprojektowania i zamówienia własnego kubka. Będzie na nim widniało słowo „folkloryzm” zapisane w taki oto przewrotny sposób: Folk | lor | yzm. Napis i obwódka będą w kolorze złotym. Jak to mówi moja przyjaciółka: „złoty a skromny”. Ale jak szaleć, to szaleć! Czemu nie zrobić od razu całej serii, na przykład z hasłami związanymi z tematem tańca i muzyki tradycyjnej zwanej ludową: apriopriacja, stylizacja, komodyfikacja, heritologia, performance, suita, symulakry, potańc, in crudo… Końca nie widać. To będzie naprawdę piękna seria!

Na koniec dnia zaparzam sobie podlaską mieszankę ziół oczyszczających: liść pokrzywy, kłącze perzu, liść brzozy, liść czernicy, liść poziomki, owoc jarzębiny, owoc bzu czarnego, ziele uczepu, kłącze pięciornika kurzego ziela, kwiat wrzosu, ziele karczocha – w różnych proporcjach. Pół litra orzeźwiającego napoju w kubku barowym w rozmiarze XXL z zielonym kogucikiem z Teleranka i napisem: „Dzień dobry, cześć i czołem”.


[1] Cf. Joanna Dziadowiec, Festum Folkloricum. Performatywność folkloru w kulturze współczesnej. Rzecz o międzykulturowych festiwalach folklorystycznych, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2016, s. 152–162.

[2] Łaciński zwrot in situ oznacza „w miejscu”, „w terenie”, natomiast zwrot in crudo – „w stanie surowym”.

[3] Erik Cohen określa autentyk jako coś dziewiczego, pierwotnego, naturalnego, nietkniętego nowoczesnością. V.: Erik Cohen, Contemporary Tourism. Diversity and Change, Elsevier Ltd., Amsterdam 2004, s. 103.

[4] Andrzej Zawada, Gra w ludowe. Nurt chłopski w prozie współczesnej, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1983, s. 171.

[5] Ruth Benedict, Wzory kultury, przeł. Jerzy Prokopiuk, Wydawnictwo Vis-à-vis Etiuda, Kraków 2009, s. 38.

[6] V. Roch Sulima, Żaneta Nalewajk, Agnieszka Wnuk, Folklor to technika bycia w świecie, która jest zawsze pod ręką z Rochem Sulimą rozmawiają Żaneta Nalewajk i Agnieszka Wnuk, „Tekstualia”, nr 2/2010 (21).

[7] Roch Sulima, op. cit.

[8] V. Józef Burszta, Kultura ludowa – kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1974, s. 318–330.

[9] Przyjmuję za Józefem Bursztą, że określenie „zespoły folklorystyczne” jest hiperonimem dla wszystkich amatorskich i zawodowych grup prezentujących na scenie różnorodne stylistycznie adaptacje folkloru tanecznego, muzycznego, słownego czy obrzędowego. Cf.: Ibidem, s. 325–330.

[10] Terminem tym w latach 80. XX wieku Wojciech Burszta opisywał nową fazę rozwoju folkloryzmu, która charakteryzowała się nie tylko „maksymalnym uproszczeniem treści przekazu folklorystycznego, jego kulturowego ładunku, ale też zupełnym oderwaniem od kontekstu kulturowego”. Według niego kulturę współczesną przepełniają postfolklorystyczne, często kuriozalne znaki ludowości. Cf.: Wojciech Józef Burszta, Od folkloru lokalnego do postfolkloryzmu narodowego, w: „Polska Sztuka Ludowa”, t. 43, nr 3, Warszawa 1989, s. 163.

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close