W spektaklu Złe ziele zajmujecie się tematem chwastów. Co was w nich zafascynowało?

Magda Jędra: Na początku była to przekora – chwasty to rośliny niemile widziane i źle postrzegane. Zainspirował mnie też artykuł Marka Krajewskiego w książce ZOEpolis[1], opisujący stosunek człowieka do roślinności, którą klasyfikuje jako chwasty – to, w jaki sposób próbuje się ich pozbyć, a one rosną jeszcze większe i jeszcze bardziej się rozprzestrzeniają, z niewyczerpaną determinacją.

Wersja do druku

Udostępnij

Anka Herbut: Kiedy przyjechałam do Sopotu na pierwsze próby, Magda ugotowała zupę z z pokrzywy i bluszczyka kurdybanka. Robiła też napar z wierzbówki kiprzycy. Na kolejnym etapie pracy – w Kazimierzu nad Wisłą – chodziłyśmy na spacery, a Magda opowiadała mi o roślinach, które spotykałyśmy po drodze, a których zupełnie nie znałam. To wszystko było fascynujące. Potem zaczęłam patrzeć na te rośliny przez pryzmat mojego obszaru zainteresowań – protestów i choreografii społecznych, strategii oporu. Już na poziomie języka słowo „chwast” służy do nazwania zbioru roślin problematycznych dla upraw i nieprzydatnych człowiekowi, ale jest też językowym narzędziem służącym do wykluczania grup społecznych i jednostek. Znamy to z historii, także tej najnowszej.

MJ: Dla fitoterapeutów nie ma czegoś takiego jak chwast. Każda roślina jest unikalna i potrzebna w przyrodzie. Na przykład mniszek lekarski jest postrzegany jako chwast, bo łatwo się rozprzestrzenia i trudno się go pozbyć. Tymczasem jego długi korzeń pobiera z głębi ziemi minerały, a zimą, gdy liście obumierają, te minerały trafiają do gleby, odżywiając ją.

AH: W pewnym momencie szczególnie zaciekawiła nas tendencja do demonizowania chwastów. Stąd też tytuł Złe ziele. Wiele nazw tych roślin pochodzi od słów związanych z piekłem, złem i szatanem, np. czarcikęs łąkowy, diabelskie ziele, trująca trąba czy wilczomlecz zwany też czartowskim mlekiem. Jest tego mnóstwo. W innych językach nawet zbiorcza kategoria chwastów dotyka tego samego obszaru – po angielsku są to evil herbs lub bad seeds, po francusku mauvaises herbes. Wszystkie znaczą tyle, co złe ziele. Ten językowy trend jest związany z ludowymi przekonaniami, że w chwastach siedzi złe, ale i z lękiem przed tym, czego człowiek nie rozumie czy nie akceptuje.

À propos zainteresowań społecznych, o których mówiłyście, w opisie spektaklu odnosicie się też do Manifestu trzeciego krajobrazu Gillesa Clémenta, który porównuje ziemię niczyją, porośniętą chwastami, do pozycji stanu trzeciego przestrzeni – „przestrzeni niewyrażającej ani władzy, ani uległości władzy”[1]. Czym jeszcze obudowujecie ten temat?

AH: Czytałyśmy teksty Magdy Zamorskiej, Aleksandry Brylskiej, Silvii Federici czy Michaela Mardera, ale też takie, które dotyczyły strategii protestacyjnych czy miejskiej somatyki. Z jednej strony chwasty interesowały nas jako figura tego, co obce czy niechciane, z drugiej – ich sposób bycia czytałyśmy jako model społecznej niezgody, który daje nam konkretne narzędzia do wykorzystania. W kluczowym dla nas tekście Resist like a plant Marder łączy rośliny, w szczególności chwasty, z ruchem Occupy Wall Street, zainicjowanym w 2011 roku. Protesty Occupy wykorzystywały strategię acampadas, czyli zajmowania czy squatowania przestrzeni publicznej i poprzez samo jej przechwycenie, dawania sobie prawa do współdecydowania o tym, czym i czyja powinna ona być. To strategia wegetalna, mocno związana z ziemią. To nas bardzo zainspirowało. Chciałyśmy spojrzeć na chwasty z ukosa i znaleźć perspektywę, która pozwoliłaby nam połączyć świat roślinny ze światem ludzkim poprzez uruchomienie możliwości odczucia na własnej skórze mechanizmów, którym ludzie poddają te rośliny. Nawet nie chciałyśmy podejmować próby ucieleśniania roślin przez Magdę, zwalniać ruchu, żeby spotkały się czasowości ludzka z roślinną. Rośliny są bytami skrajnie od nas różnymi, mówi się wręcz, że są bytami rośl-innymi.

Magdo, to nie jest Twój pierwszy projekt, w który zajmujesz się czymś, co nazwałaś  ciałem botanicznym. Czy mogłabyś opowiedzieć, czym ono dla ciebie jest?

MJ: Kilka lat temu zaczęłam interesować się roślinami, które rosną dookoła mnie. Miałam potrzebę, żeby je rozpoznawać, nazywać. Interesowałam się tym, jakie mają właściwości, gdzie rosną, kiedy kwitną. Zaczęłam też robić roślinne kosmetyki. Rośliny stały się istotną częścią mojego życia, musiały też w znaczący sposób wpłynąć na moją praktykę choreograficzną. W trakcie dwóch kolejnych rezydencji, jeszcze przed pandemią, najpierw w Galerii Luks Sfera w Gdańsku, potem w Ogrodzie Dendrologicznym w Przelewicach, zajmowałam się tematem relacji człowiek – roślina oraz sposobem organizacji różnych form roślinnych zbiorowisk. Zainteresowało mnie wtedy zjawisko roślinoślepoty – plant blindness – wskazujące naszą kognitywną ułomność polegającą na niedostrzeganiu roślin. Kiedy pokazywano ludziom zdjęcia, na których przedstawione były różne postaci, zwierzęta, budynki i rośliny, a następnie proszono ich o opisanie tego, co zobaczyli, okazywało się, że roślin nie zauważano, nie rejestrowano ich obecności. Zafascynowała mnie także podziemna sieć wymiany informacji (wood wide web), poprzez którą rośliny ostrzegają się przed zagrożeniem lub informują o dostępie do składników odżywczych. Wszystko to było bardzo ciekawe, jednak dopiero projekt Złe ziele i współpraca z Anką pozwoliły mi ruszyć dalej.

Anka, a jaka była twoja droga do chwastów?

AH: Od długiego czasu interesował mnie ekofeminizm, pułapki relacji wiążących figurę kobiety czy macierzyństwa z tym, co nazywamy naturą, teorie Timothy’ego Mortona czy kwestie związane z czarownicami i ich kontaktem z przyrodą. Ale chwasty przyszły dopiero podczas wspólnej pracy z Magdą. Teraz robię na przykład kurs Z chwastami między nogami, organizowany przez Dziewczyny w Naturze, na którym poznajemy chwasty i zdobywamy wiedzę na temat tego, jak mogą one pomóc naszym ciałom, wpłynąć na kobiece procesy fizjologiczne i jak były dawniej wykorzystywane przez zielarki czy kobiety w ogóle. Potem doszły jeszcze choreografie społeczne. O tłumie protestującym, działającym w ruchu sporo pisze się w kategoriach zachowań zwierząt. Tymczasem wiele protestów odbywa się poprzez bezruch czy trwanie. Wystarczy wspomnieć właśnie ruch Occupy czy słynny protest Durandam w Istambule, w ramach którego Erdem Gündüz przez wiele godzin po prostu stał na Placu Taksim. Teraz patrzę na jego gest przez pryzmat roślinnych strategii.

A jak to wszystko, co czytacie, przekłada się na ruch?

MJ: To był długi proces, bo pracowałyśmy od kwietnia, więc materiału ruchowego powstało całkiem sporo. Teraz, na potrzeby spektaklu, był on selekcjonowany. Dużo pracowałyśmy z tekstami, z konkretnymi zdaniami czy słowami i wokół nich improwizowałam. W ten sposób podkarmiałam swoją wyobraźnię, a sieć zdań i wyrazów zaczynała we mnie pracować, rysując w mojej głowie pewnego rodzaju mapę. Pracowałyśmy wiele miesięcy, ale w interwałach i ten rytm pozwalał na swobodne przepracowanie pojawiających się treści. Na każdym następnym spotkaniu czułam, że jestem już gdzieś dalej.

A czy możecie opowiedzieć o swoich współpracowniczkach? Tworzycie ten spektakl w bardzo kobiecym teamie.

AH: Pracujemy w dziewczyńskim teamie, ale to nie było nasze założenie – tak się po prostu złożyło. Zaprosiłyśmy osoby, z którymi chciałyśmy pracować. Od początku wiedziałyśmy z Magdą, że nie chcemy rozdzielać sceny i widowni – Marta Szypulska zaproponowała rozwiązania przestrzenne, które zradykalizowały nasze intuicje i kazały inaczej myśleć o obecności widzów. Pojawił się bardzo wyraźny motyw granic. Justyna Stasiowska przygotowała krajobraz dźwiękowy, w którym fizyczne aspekty stwarzanego przez nas na scenie świata realizują się poprzez dźwięk i w nim ulegają transformacji. Nad światłem pracuje jeszcze w tej chwili Jacqueline Sobiszewski, a zdjęcia zrobiła fotografka Monika Orpik, która na poziomie fotografii zajmuje się dyskryminacją mniejszości.

Kiedy mówicie o granicach i ich pokonywaniu, przypomina mi się, że inspirowałyście się również mocno parkourem. Czy czerpiecie z niego ruch?

MJ: Parkour umożliwia szybkie pokonywanie przestrzeni miejskiej, nie podążając utartymi ścieżkami, ale jak najkrótszą drogą. Kojarzyło mi się to z rozrastającą się „złą” roślinnością, nazywaną roślinnością ruderalną, która rośnie, gdzie jej się podoba i gdzie się da, pokonując przeszkody i anektując w ten sposób przestrzeń. Zaczęłam więc chodzić na zajęcia z parkouru. To doświadczenie było mi potrzebne i dawało pewną perspektywę, jednak nie wykorzystuję w spektaklu parkourowych technik. Został tylko chód …

AH: Zostawiłyśmy to, co najbardziej podstawowe – spodobało nam się myślenie o chodzie jako o pracy ze środkiem ciężkości i rytmicznym traceniu oraz odzyskiwaniu równowagi. Pozostały też tematy pokonywania przeszkód i przekraczania granic wyznaczanych odgórnie przez władzę – czy to w kontekście miejskich technik somatycznych takich jak parkour czy freerun, czy w dużo szerszym, zahaczającym o choreografie społeczne i polityczność ciał w przestrzeni publicznej. Nie wszystkim ciałom wolno się przemieszczać, nie wszystkie obszary są dla każdego dostępne, coraz więcej miejsc się prywatyzuje. Bardzo motywująca wydała nam się myśl, że w parkourze przeszkody traktuje się jako możliwości.

A czego zazdrościcie chwastom?

MJ: Chęci życia oraz strategii adaptacyjnych, które rozumiem jako formy oporu w walce o przetrwanie.

AH: Ciągłego zmieniania strategii działania, umiejętności dostosowywania się do zmiennych warunków, zdolności do wyszukiwania nisz, w których można przetrwać na własnych warunkach. W książce The End of Protest Micah M. White, będący jednym z założycieli ruchu Occupy Wall Street, zapisał dedykację dla wszystkich tych, którzy nigdy nie protestują dwa razy w ten sam sposób. Władza poznaje nasze metody oporu, uczy się na nie reagować, dlatego opór najskuteczniej realizuje się poprzez nowe formaty, ciągłą transformację, zmienność zasad. I tego możemy się od chwastów uczyć.

[1]  Por. ZOEpolis. Budując wspólnotę ludzko-nie-ludzką, red. Małgorzata Gurowska, Monika Rosińska, Agata Szydłowska, Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, Warszawa 2020.

[2] Gilles Clément, Manifest trzeciego krajobrazu, tłumaczenie z francuskiego: Marta Turnau, redakcja merytoryczna: Dominika Dymek, „Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni”, 2019 nr 3 (66): https://autoportret.pl/artykuly/manifest-trzeciego-krajobrazu/ (dostęp: 8 października 2021)

Magdalena Jędra „Złe Ziele”. Fotografia i grafika: Magdalena Orpik
Magdalena Jędra „Złe Ziele”. Fotografia i grafika: Magdalena Orpik
Magdalena Jędra „Złe Ziele”. Fotografia i grafika: Magdalena Orpik
Magdalena Jędra „Złe Ziele”. Fotografia i grafika: Magdalena Orpik
Magdalena Jędra „Złe Ziele”. Fotografia i grafika: Magdalena Orpik
Magdalena Jędra „Złe Ziele”. Fotografia i grafika: Magdalena Orpik

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close