Po kilkuletniej przerwie na warszawską scenę powrócił organizowany od 1994 roku Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych Rozdroże. 25. edycja tego wydarzenia odbyła się w dniach 21-29 września 2021 roku w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski pod hasłem przewodnim „Na styku światów”. Poza spektaklami na żywo widzowie mogli zapoznać się z twórczością choreografki Carolyn Carslon poprzez poświęcony jej wieczór prezentacji filmowych. Zaprezentowane spektakle wyraźnie zaznaczyły rolę i wpływ scenografii na ich koncepcję i przebieg, jednocześnie rozszerzając i zawężając przestrzeń, w jakiej się odbywały. Postawiły widzów z ich cielesnością i intelektem pomiędzy tym, co jest od człowieka większe, z uniwersalną próżnią, w jakiej w najszerszym ujęciu czasoprzestrzeni funkcjonujemy, a tym, co tak indywidualne dla każdego z nas, z ludzkim wnętrzem pełnym emocji, które próbujemy stłumić.

Wersja do druku

Udostępnij

Brokat w próżni, czyli wizualno-choreograficzna instalacja „Vacuum”

Tematyka twórczości z punktu widzenia artysty poruszana jest w sztuce często – jego dylematy, wybory artystyczne, nawet przyziemne problemy. Jednak rzadko zobaczyć można proces kreacji wpisany w samą koncepcję spektaklu. Skąd biorą się pomysły, czy ich twórcą jest artysta, wkładający w nie ogromny wysiłek, czy też może przychodzą do niego w formie olśnienia, nagłą falą, wyrzucone z migoczącej próżni pełnej idei? Odpowiedzi na te pytania szukać można w otwierającym festiwal spektaklu Vacuum w wykonaniu Compagnie Philippe Saire. Choreograf proponuje widzom niespełna 30 minut iluzji optycznych, obrazów, które pojawiają się przed widzami zawieszone w całkowitej ciemności. Spektakl w wykonaniu dwóch tancerzy – Gyuli Cserepesa i Lazare’a Hueta – intryguje, pobudza wyobraźnię, uspokaja i hipnotyzuje.

Performans (czy może trafniejsze byłoby określenie instalacja wizualno-choreograficzna) przebiega w obrębie sztywno wyznaczonych przez scenografię ram, jednocześnie zacierających wszelkie granice i wciągających widzów spektaklu w tytułową próżnię. Nie tylko scena, ale całe pomieszczenie z widownią włącznie, spowija bowiem całkowita ciemność, przecięta jedynie dwiema umieszczonymi na scenie podłużnymi świetlówkami. To właśnie spomiędzy nich wyłaniać się będą tworzone przez ciała tancerzy obrazy. Zastosowanie tak prostych środków, jak ciemność, światło i ciała dwóch artystów w umiejętny sposób, pozwoliło wykreować oniryczną przestrzeń zapraszającą widzów do udziału w podróży przez ocean skojarzeń. Podróż ta bogata była w odwołania do malarstwa, fotografii, rzeźby, które przeplatały się obrazami laboratoryjnych inkubatorów, w których pod ostrym światłem jarzeniówek dokonywane są eksperymenty.

Niewątpliwą zaletą Vacuum jest klimat, jaki tworzy spektakl. Jest wciągający, rytmiczny, uspokajający, mimo niemożliwych do przewidzenia przez widza kolejnych scen. Pozwala na pewnego rodzaju stopienie się z ciemnością, próżnią, wyłączenie intelektu i poddanie się proponowanym przez tancerzy obrazom. Dynamika ruchu – zarówno samych artystów, jak i kolejnych lewitujących w czerni sceny wizji – pozwala widzowi zaangażować się w propozycję twórcy: subtelny, delikatnie pulsujący początek rozwija się w szybko zmieniające się kompozycje w dalszej części spektaklu. Ciała występujących mężczyzn prowadzą grę ze światłem i cieniem, raz stając się ich płótnem, innym razem przestrzenną bryłą. Wyłaniające się z ciemności korpusy dwóch tancerzy stopniowo ustępują mniej regularnym kształtom. Obrazy wynurzają się w różnym rytmie – chwilami jest to powolne pojawianie się przed oczami widzów i jednostajne zanikanie, tak jakby kształt rozpływał się w ciemności, po czym następują gwałtowne zmiany kolejnych wyobrażeń, które zawieszone w przestrzeni nazwać można wręcz „obiektami”. Tancerze współpracują ze sobą, płynnie zmieniając ułożenie swoich ciał i wykazując przy tym wysoko rozwiniętą świadomość ciała, którym posługują się niczym instrumentem, napinając i rozciągając wybrane mięśnie, aby uzyskać oczekiwany efekt optyczny. Zmienne kompozycje kończyn oraz tułowia artystów nasuwają skojarzenie szybko zmieniających się układów szkiełek w kalejdoskopie. Ukazanie tego samego obiektu w różnych ujęciach przedstawia możliwości, jakie ma artysta podejmujący twórcze działanie, a także wybory, których musi dokonać, żeby ukończyć swoje dzieło.

Spektakl Vacuum nawiązuje do procesu tworzenia – bez względu na dziedzinę, której dotyczy, bez względu na to, czy jego obiektem jest żywy człowiek, czy zatrzymana na zawsze w jednym geście rzeźba. Twórca tej choreograficznej instalacji pozostawia widzów z pytaniem o to, skąd biorą się idee, gdzie swój początek ma ta myśl, która przemieni się w skończone dzieło. Twórcze koncepcje krążą zawieszone w tytułowej próżni, w bezwładnym chaosie, wybierane przez artystę (a może same go wybierające?), który w tę otchłań i ciemność ma odwagę nieustannie patrzeć. Proces kreacji często nie przebiega w sposób liniowy, wymaga podejmowania wielu prób, popełniania błędów, o czym zapewne doskonale wiedzą tworzące osoby. Idee niekiedy pojawią się bezwiednie, bezwysiłkowo, innym razem jednak ich wyłonienie się wymaga wzniecenia zamętu w tej próżni i wybrania tej jednej, która przetrwa i przy pomocy twórcy zrealizuje swój potencjał. Zalążki myśli pod czujnym okiem kreatora przechodzą swoistą inkubację, odpowiednio oświetlane, badane, przekształcane, po to, żeby – jak głoszą słowa wybranej przez choreografa piosenki – zastygnąć, zamarznąć na zawsze („let me, let me freeze again to death”).

Vacuum jest interesującą, choć krótką częścią cyklu prac choreograficznych pod nazwą Dispositifs, poświęconych mechanizmom i urządzeniom scenicznym używanym w teatrach. Widzowie po obejrzeniu tej instalacji wizualno-choreograficznej mieli okazję zapoznać się z fragmentami filmów przedstawiających pozostałe spektakle z tego cyklu, co było dobrym uzupełnieniem wieczoru, biorąc pod uwagę niedługie, choć bardzo udane przedstawienie. Ciekawe wykorzystanie scenografii, pozwalające na pewnego rodzaju defragmentację tancerzy, usunięcie ich jako żywych ludzi ze sceny i postawienie w roli plastycznych obiektów tworzących kolejne kompozycje, pozwala widzom na wręcz medytacyjne poddanie się własnej wyobraźni.

Compagnie Philippe Saire „Vacuum” – po spektaklu. Fot. Marta Ankiertszejn
Compagnie Philippe Saire „Vacuum” – po spektaklu. Fot. Marta Ankiertszejn
Compagnie Philippe Saire „Vacuum” – po spektaklu. Fot. Marta Ankiertszejn
Compagnie Philippe Saire „Vacuum” – po spektaklu. Fot. Marta Ankiertszejn

„Blush” – by w blasku światła czerwień zbladła

Ja – autorka tego tekstu – najczęściej wstydzę się tego, że za mało wiem – od takiego wyznania pragnę rozpocząć recenzję drugiego spektaklu festiwalu, jakim była znakomita premiera Blush według pomysłu i choreografii Michała Adama Górala. Premiera bardzo udana, zwieńczona owacjami na stojąco. Za sukces spektaklu w dużej mierze odpowiada niezwykle trafnie podjęty temat wstydu – tak często pomijany w sztuce czy dyskusji społecznej, a jednocześnie tak uniwersalny. Ile jesteśmy w stanie zrobić, żeby uniknąć tego przyprawiającego o mdłości, duszącego uczucia? Z ilu rzeczy możemy zrezygnować, żeby uniknąć wycelowanego w nas znaczącego spojrzenia w towarzystwie uniesionych brwi i kpiącego uśmiechu?

Trudno jest stanąć niemal nago przed światem, rozłożyć szeroko ramiona i głośno zadeklarować, że jest się tym, kim się jest, niczym więcej, bez nakładanych na siebie codziennie filtrów, bez zgrabnej zmiany niewygodnego tematu, bez mistrzowsko przygotowanych, czekających na swoją kolej wymówek. A właśnie to zaproponowali artyści grający w spektaklu, podejmując dyskusję nad wstydem jako reakcją emocjonalną na indywidualne dla każdego bodźce, jako narzędziem kontroli społecznej, a wielokrotnie też determinantem ludzkiego losu. Blush pozwolił widzom na refleksję nad ich własnym wstydem – lub jego brakiem – w odniesieniu do sytuacji czy sformułowań, które w danej społeczności i kulturze mogą wywołać tę emocję. Podjęty przez artystów temat stał się dla widzów okazją do osobistej refleksji nad ich skrzętnie ukrytymi przed światem wstydliwymi wyznaniami, czekającymi na przynoszące ulgę ciche „ja też tak mam”, które przebije rosnącą przez lata bańkę wstydu.

Ogromną rolę w spektaklu odegrała scenografia wprowadzająca widzów w koncepcję wieczoru. Już po sprawdzeniu biletów w holu zostali oni zaproszeni przez jednego z artystów do częstowania się napojami w jednym z dalszych pomieszczeń. Tak rozpoczęła się długa, kręta droga, w czasie której uczestnicy mogli na własnej skórze odczuć emocje pojawiające się w sytuacji bycia przyłapanym (lub przyłapującym – któż z nas nie przepraszał lub był przepraszany za bałagan w domu i któż z nas nie odwrócił kiedykolwiek wzroku, żeby nie wywołać zawstydzenia u drugiej osoby?). Było to możliwe dzięki pracy artystów w Laboratorium Zamku Ujazdowskiego przy wykorzystaniu infrastruktury niemal całego budynku. Blush z pewnością będzie ulegał przekształceniom zależnym od przestrzeni, w jakich będzie grany. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zostanie ograniczony do sceny, ponieważ pełna niespodzianek droga, którą widzowie musieli pokonać, żeby dostać się – dosłownie – na scenę jasno określiła ideę i atmosferę tego wieczoru. Rozszerzenie czasoprzestrzeni spektaklu poza tradycyjny schemat pozwoliło na pewne otwarcie tematu, rozpoczęcie dyskusji, zaproszenie do refleksji nad poruszanym zagadnieniem wstydu. Pozostając przy temacie wizualnej warstwy spektaklu, warto zwrócić uwagę także na kostiumy tancerzy, skonstruowane z wielu warstw cielistej, nieco poszarpanej siatki, wywołujące szereg wrażeń: od ulotności, lekkości, przez nagość, zrywanie kolejnych warstw, po przywołanie poniesionych na przestrzeni życia ran i niedoskonałości, z jakimi trzeba funkcjonować. Na uznanie zasługuje też świetny dobór świateł, od których w dużym stopniu zależy atmosfera spektaklu. Zastosowanie różowego oświetlenia przyniosło widzom nie tylko doznania estetyczne, ale również zgrabnie nawiązało do tytułowego rumienienia się ze wstydu. W czasie przedstawienia widzowie mogli zobaczyć także projekcje wideo, odwołujące się do historii kreowanych postaci, a także wypowiedzi artystów i przechodniów na temat tego, czym dla nich jest wstyd. Dzięki temu dyskusja pozostała otwarta na dalsze refleksje wykraczające poza premierowy wieczór.

W Blush taniec przeplata się z historiami opowiadanymi przez tancerzy – mówią oni o wstydzie bazującym na wielu czynnikach: samotności, opuszczeniu, pochodzeniu, stanie zdrowia, posiadanych kompetencjach (lub ich braku), ale też uczuciach, które żywimy do innych osób. Choreografia, a także ruch sceniczny towarzyszący wypowiedziom artystów przygotowane zostały w sposób spójny i atrakcyjny dla widza. Zauważyć można, co prawda, pewną przewagę gry aktorskiej nad tańcem, nie jest to jednak zarzut wobec choreografa – biorąc pod uwagę umiejętności teatralne zaproszonych do udziału w spektaklu artystów, rozbudowanie opowieści o kreowanych przez nich postaciach przy użyciu tekstu wydaje się w pełni uzasadnione, czyniąc spektakl kompletnym i atrakcyjnym nie tylko dla miłośników tańca. Postawić można pytanie, czy wyraźniejsze wykorzystanie języka ruchowego w trakcie monologów poszczególnych artystów nie wzbogaciłoby bardziej spektaklu, przy czym jest to pytanie otwarte, nieświadczące o jakimkolwiek braku w przygotowanej choreografii. A ta bogata jest w partie tańczone solo, w duetach, a także – co zasługuje na wyróżnienie – w partie grupowe z zachowaniem synchronizacji, momentami nawiązujące do złotej ery teledysków, w lekko popowym klimacie. Cieszy to tym bardziej, że coraz rzadziej na scenach teatrów obejrzeć można taki taniec traktowany inaczej niż w ironiczny, prześmiewczy sposób. Nie zabrakło też tańca współczesnego w oparciu o pracę z podłogą czy liczne partnerowania. Ruch nawiązywał do reakcji towarzyszących zawstydzeniu: od płynnego, wijącego, porywistego, po mechaniczny, kanciasty, podkreślający poczucie niewygody, niedopasowania do sytuacji; bywał nerwowy, rozedrgany, charakterystyczny dla lęku przed zdemaskowaniem, ale też spokojny, utrzymany nisko podłogi, jakby tancerz chciał się w nią wtopić, zniknąć, stać się niewidzialnym. Materiał choreograficzny powstał w dużej mierze na podstawie improwizacji artystów w czasie prób, choć improwizacji nie zabrakło również w trakcie spektaklu, w zetknięciu tancerzy z widzami – ich emocjami oraz podejmowanymi decyzjami: czy wejdą na scenę, czy podniosą ręce w górę, czy zmienią miejsce na widowni. Warto także zauważyć, jak sprytnie twórca spektaklu przemycił wątek wstydu jako narzędzia kontroli społecznej, pod postacią rozkazów wydawanych kategorycznym tonem w kierunku widzów. Reakcje uczestników premiery na nieznoszące sprzeciwu polecenia tancerzy pokazały, jak skutecznie można modelować zachowanie ludzi, wymuszając dostosowanie się do grupy pod groźbą publicznego zawstydzenia.

Nie można nie wspomnieć o artystach tworzących spektakl, talentach w niektórych przypadkach jeszcze nieznanych warszawskiej publiczności. Grupie tej udało się wygenerować spójną energię, kreując intymną przestrzeń, do której zaprosiła widzów. Doskonała technicznie, intrygująca, lekko niepokojąca Anna Banasik. Świetna aktorsko, przejmująca, błyskawicznie przełamująca dystans z widzami Karolina Graca. Niezwykły pod każdym względem, błyszczący Wojciech Dolatowski, którego obecność na scenie – jeśli taki jest jego zamiar – nie pozwala nawet na chwilę odwrócić od niego uwagi. I w końcu Michał Adam Góral, doskonały tancerz o coraz bardziej rozpoznawalnym, nowoczesnym, dynamicznym języku ruchu. Jego umiejętność posługiwania się ciałem sprawia, że może w swoich spektaklach podejmować trudne tematy, nie siląc się w swojej choreografii na nadmierny patos czy lirykę. Stwierdzenie, że spektakl Blush nie jest powodem do wstydu, byłoby nieco nietrafione, biorąc pod uwagę emocje, jakie mógł wywołać wśród widzów – wszystkich artystów zaangażowanych w jego powstanie można jednak zapewnić, że absolutnie nie powinien on być obiektem ich wstydu. Pozostaje mieć nadzieję nie tylko na to, że zachwycający Blush przetrwa trudne postcovidowe czasy, pojawiając się na krajowych i międzynarodowych scenach, ale również, że wspomniani wyżej artyści jeszcze nie raz zaskoczą widzów kolejnymi wspólnymi produkcjami.

***

Oba zaprezentowane spektakle zaangażowały widzów, choć na innych poziomach. Vacuum, mimo nie dających się przewidzieć kolejnych obrazów, było w przyjemny sposób rytmiczne, wciągające, hipnotyzujące, dając tym samym pewne wytchnienie, wciągając widza coraz głębiej w tytułową próżnię, w której nie obowiązuje czas czy przestrzeń, a wszelkie intelektualne wzburzenia poddają się kolejnym falom tworzonych przez tancerzy obrazów. Blush z kolei pobudzał, wywoływał reakcje nie tylko emocjonalne, ale też fizjologiczne, drażnił, chwilami wprawiał w dyskomfort, zmuszał do wysiłku, po to, by w ogólnym odbiorze stać się bezpieczną przestrzenią, impulsem do wpuszczenia światła, w te miejsca naszych wnętrz, które domagają się ujawnienia i uznania. Oba spektakle wyszły poza utarte w tańcu współczesnym schematy, dzięki czemu tegoroczna edycja festiwalu okazała się niezwykle inspirująca.

Vacuum
Pomysł i choreografia: Philippe Saire
Tancerze: Gyula Cserepes, Lazare Huet
Koprodukcja: Théâtre National de Chaillot (Paryż), La Bâtie – Festival de Genève

Blush
Autor pomysłu i choreograf: Michał Adam Góral
Tancerze: Anna Banasik, Wojciech Dolatowski, Michał Adam Góral, Karolina Graca
Performerka wideo: Dominika Golisz
Prapremiera: 28 września 2021, Festiwal Rozdroże 2021

Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn
Michał Adam Góral „Blush”. Fot Marta Ankiersztejn

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close