Renata Piotrowska-Auffret jest aktywna na polskiej scenie tańca i choreografii od około piętnastu lat. Tworzy wyraziste i odważne spektakle i performansy, zwykle długo eksploatowane, co nie jest częste w polskim obiegu prac tanecznych. Od początku dla jej twórczości charakterystyczny był element pogłębionego eksperymentu, silne zauważalny już np. w serii improwizacji UNKNOWN (2008-2010), gdzie publiczności zasłaniano oczy, czy w pracy Wspólne (2016), balansującej na granicy między spektaklem a instalacją choreograficzną. Wśród innych konsekwentnie stosowanych strategii twórczych można wymienić wypracowywanie dla każdej pracy specyficznego języka ruchowego (np. w projekcie break SZTUKA WOJNY z 2010 roku czy Śmierć. Ćwiczenia i wariacje z 2014); konceptualne poszukiwania na gruncie tradycji (np. The Forest_work in progress z 2013 roku, reintepretujące Popołudnie fauna Wacława Niżyńskiego z 1912) i krytyczny ogląd utrwalonych narracji kulturowych (np. Wiem, uwielbiasz zwiędłe kwiaty z 2018 roku, odświeżające wizerunek Teofili Wyspiańskiej).

Wersja do druku

Udostępnij

Mówiąc o twórczości Piotrowskiej-Auffret, nie można pominąć tematyki: prace te nierzadko są autotematyczne – co najmniej w dwóch znaczeniach. Artystka często problematyzuje zagadnienia ciała i tańca, kierując uwagę ku samemu tworzywu wypowiedzi artystycznej. Jest to nie tylko spójne z tym, czego można by oczekiwać po absolwentce programu ex.e.r.ce. w I.C.I – Centre Chorégraphique National w Montpellier, lecz może być postrzegane także jako swoista kontynuacja wykształcenia zdobytego na Wydziale Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej w Białymstoku. Obiektualizacja tanecznego ciała i zwrócenie uwagi na jego stricte materialny wymiar w jakiś sposób mieszczą się dla mnie w zbiorze wspólnym pola nowej choreografii i pola lalkarskiej pracy z materią nieożywioną. Różnicą obiektów, z jakimi się w tych obszarach pracuje, jest, rzecz jasna, żywotna somatyczność ludzkiego ciała, będąca również i tematem, i metodą twórczą choreografki.

Drugi poniekąd autotematyczny aspekt części spektakli Piotrowskiej-Auffret to przyjmowana przez choreografkę perspektywa feministyczna. Jest ona fundamentem zwłaszcza serii Private Pieces, tworzonej od 2014 roku, poruszającej temat polityczności kobiecego ciała: prawnej dyskryminacji kobiet (Wycieka ze mnie samo złoto z 2017), marginalizowania ich w kulturowych narracjach rzekomo uniwersalnych (wspomniana już Śmierć) czy przezroczystej społecznie przemocy, jakiej nagminnie doświadczają (Równina wątłych mięśni z 2019). Co istotne, spektakle te nie stawiają figury kobiecej w roli ofiary. Przenikliwie diagnozują opresję (ingerencje w decyzje reprodukcyjne, molestowanie, ograniczanie ekspozycji np. poprzez nawykowe umieszczanie mężczyzn na bardziej widocznych pozycjach), ale na tym nie poprzestają. Artystka często wytwarza alternatywne narracje i proponuje emancypacyjne, wzmacniające strategie: samodzielne stwarzanie widoczności, solidarność w różnorodności, budowanie kobiecych wspólnot – tak w każdym razie odbieram ekstatyczne zawładnięcie sceną przez kobiece ciało w Śmierci…, wielogłos przywoływanych doświadczeń w Wycieka… czy wiedźmowe trio w Równinie….

Przenikliwość choreografki w kwestiach polityczności ciała, jej zainteresowanie mechanizmami społecznymi i umiejętność dostrzegania systemowego uwikłania spraw, zdawałoby się, pojedynczych, czynią ją dobrą kandydatką na autorkę bodaj pierwszego w Polsce dużego spektaklu na temat pandemicznego doświadczenia i jego konsekwencji jednostkowych oraz społecznych. Danse Macabre miało swoją premierę pod koniec sezonu 2020/21 w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu. W spektaklu biorą udział aktorzy i aktorki wchodzące w skład stałego zespołu instytucji (Cecylia Caban, Katarzyna Osipuk, Artur Paczesny, Konrad Wosik) oraz silnie rozpoznawalne na polskiej scenie choreograficznej tancerki gościnne (Aleksandra Bożek-Muszyńska, Dana Chmielewska, Magdalena Fejdasz, Aleksandra Osowicz). Co ciekawe,  nie odczuwa się różnic między osobami „z tańca” i „z teatru”, bo grupa jest znakomicie zintegrowana.

Tych osiem osób poznajemy w sytuacji klubowej. Czarna podłoga, białe kafelki na ścianach, widoczne kaloryfery – nieosłonięta i niezmiękczona żadną kotarą scena sprawia wrażenie postindustrialnej przestrzeni przerobionej na imprezownię. Jest czysto, wręcz sterylnie. Klubowego charakteru dodaje wnętrzu scenografia Zuzanny Srebrnej i oświetlenie w reżyserii Joanny Leśnierowskiej: świetlówki w zimnych kolorach, rozwieszone pod sufitem, neonowa rzeźba w rogu sali i dym, momentami snujący się po podłodze. Wiele wnosi też muzyka Marcina Janusa, rytmicznie dudniąca elektronicznym pulsem, pomagająca zatracić się w transowym drganiu; odbieramy ją nie tylko przez słuch, lecz całym ciałem, odczuwającym przeszywające wibracje. Do pełni rejwowego obrazu brakuje jednej rzeczy: tłumu na parkiecie. W 2020 roku zaczęła nam towarzyszyć pustka, a kluczem do współdzielenia przestrzeni stał się dystans. Osiem osób nie wypełnia całego pomieszczenia, co oddaje znane z rzeczywistości pozascenicznej ograniczenie liczby uczestników różnego rodzaju wydarzeń. W jakimś sensie można pokusić się też o pomyślenie, że pusta przestrzeń to miejsce, jakie zostawiły po sobie tysiące zmarłych na chorobę, której nazwa nie pada w spektaklu, ale o której nie sposób w jego kontekście nie pomyśleć.

Na parkiecie przeplatają się dwa porządki. Przez większość spektaklu trwa rozwibrowany taniec pojedynczych ciał, nie wchodzących w relacje z innymi (jeśli pominąć świetne twerkowe i voguingowe pojedynki). Tańczący mówią o swoich pandemicznych doświadczeniach – można odnieść wrażenie, że słyszymy ich monologi wewnętrzne, strumienie myśli przepływających przez głowy podczas zabawy w klubie. Może odbywającej się między locdownami? Może tylko w wyobraźni? Tak czy inaczej, dzięki niej można wytrząsać z siebie napięcia i trudne doświadczenia, w szybkim, rytmicznym ruchu wypocić traumy, zmęczenia, irytacje. Obserwując dynamiczny, intensywnie fizyczny ruch, słuchamy historii, które były udziałem wielu z nas, lub o jakich czytaliśmy. O mieszkaniach zatłoczonych w wyniku zamknięcia szkół i przedszkoli, o przejściu na pracę zdalną, o spotkaniach towarzyskich na Zoomie, o doświadczaniu internetowej wspólnotowości, o zmaganiu się z samotnością, o zakazanych spacerach odbywanych pod pozorem dozwolonych wizyt w kościołach czy o wyprowadzania nieistniejących psów. Niektóre wydarzenia można łatwo osadzić w czasie, gdy mowa o polskiej kampanii wyborczej, lekceważącej zalecenia epidemiologiczne, czy o masowych protestach spod znaku Black Lives Matter. Inne relacje mogą pochodzić z dowolnych momentów lat 2020-2021 – te o przechodzeniu choroby, która wciąż jest z nami. Objawy i przeżycia opisywane są z punktu widzenia pielęgniarki zmagającej się z niedoborem respiratorów i z perspektywy pacjentek.

Tym ostatnim, zwłaszcza przechodzącym chorobę ciężko, towarzyszy strach przed śmiercią. Jest ona obecna i w słowach, i w ciałach – drugi porządek spektaklu stanowią upiorne korowody postaci ze złych snów i horrorów. Wszystko zaczyna się dość niewinnie i nawet nieco komicznie, gdy performerzy i performerki zaczynają poruszać się w „szkieletowy” sposób, rozpoznawalny dla części widowni jako ruch opracowany przez choreografkę na potrzeby spektaklu Śmierć. Ćwiczenia i wariacje (później cytowany we wspomnieniowych sekwencjach Wycieka ze mnie samo złoto). Uruchomione stop-klatki zaczerpnięte ze średniowiecznych wizerunków, z charakterystyczną izolacją kończyn, rozczapierzonymi dłońmi, nietypowo skurczonym lub wypiętym w przód korpusem, luźno opuszczoną żuchwą i jak gdyby poluzowanymi łokciami i kolanami przez chwilę wydają się zabawne. Kiedy jednak grupa synchronizuje się i zaczyna rytmicznie kroczyć w upiornym kręgu, wiemy, że to nie żarty.

Siedem śmierci „uśmiecha” się do nas i do pacjentki opowiadającej o swojej chorobie. Bardzo nie chcemy, żeby „zatańczyła” w tym kole, i sami nie chcemy się tam znaleźć. Śmierci jednak zachęcają, wyraźnie pożądają nas w swoim gronie… Ich ruch staje się coraz bardziej mięsisty i zaczyna przypominać zachowania zombies z popkulturowej wyobraźni; twarze wykrzywiają się, a z gardeł wydobywa się charczenie. Kiedy nieumarli zwartą grupą zbliżają się, sięgając ku nam szponiastymi dłońmi, zaglądając w oczy i oblizując się, można poczuć się naprawdę niepewnie. Spektakl daleki jest jednak od fantazji spod znaku horroru.   Zombies to nie postaci, a uosobione wyobrażenia o grozie śmierci, ucieleśnione lęki przed nią i traumy po jej przejściu nieopodal. Im dłużej trwa obecność upiornych agresorów, tym mniej dziwne i straszne wydają się ich zachowania. To nie podrygi nieumarłych, a próby wyrzucenia skumulowanych emocji. To nie ryk upiora, a „wywrzask” uwalniający ekspresję zduszoną w ściśniętym gardle. Intensywność działań ruchowych i wokalnych to być może najlepsza recepta na stopniowe wychodzenie z kleszczy strachu, paraliżujących ludzkość od prawie dwóch lat i pozostawiających głębokie ślady w psychice. Danse Macabre okazuje się uzdrowicielskim rytuałem. Wspólny taniec – nawet z zachowaniem dystansu – może bowiem mieć wartość terapeutyczną; być drogą do stabilizacji emocji i relacji dla jednostek i dla zbiorowości. Gdy w bezpiecznej przestrzeni możemy być razem, pozwalając sobie i na zwykłe swobodne flow, i na ekstatyczne wyskoki, wzmacniamy się i zdrowiejemy. A im więcej wewnątrz wypalenia i „zombiej” pustki w oczach, tym więcej tańca potrzeba, by odnowić zdolność przeżywania życia lockdownowo wypieraną przez jałowe trwanie.

Co więcej, zbiorowy taniec ma moc wspólnototwórczą. Ustanawia tymczasową społeczność parkietu i wzmacnia trwałe więzi poza nim. Im dłużej tańczymy razem, tym silniejsza jest nasza grupa – subkulturowa, kulturowa, obywatelska; tym więcej w nas siły politycznego sprzeciwu, więcej sprawczości i skuteczności w stawianiu oporu, gdy tego potrzeba. Dlatego władza często boi się swobodnych, oddolnie wykształcających się stylów i zachowań tanecznych: czuje, że stanowią dla niej zagrożenie. Dlatego oficjalne tańce nierzadko podlegają bardzo precyzyjnej kodyfikacji, a margines zgody na indywidualną ekspresję i wprowadzanie innowacji jest w nich niewielki. Łatwiej jest autorytarnie rządzić niż demokratycznie współpracować – a rządzić łatwiej tańczącymi zgodnie z wycyzelowaną instrukcją niż wyrażającymi się w transowej wolności. Danse Macabre proponuje więc nie tylko drogę zdrowienia z pandemicznej traumy i emocjonalne odnowienie pandemicznie nadszarpniętej wspólnoty, lecz także narzędzie zmiany stricte politycznej.

Ale pozwolenie sobie na oczyszczającą gwałtowność i zatracenie w ekstazie to jeszcze nie wszystko. Dla pełni zdrowia potrzebny jest też spokój i zwolnienie tempa. Radykalność ruchu i transowość muzyki tego klubowego maratonu zostaje w pewnym momencie zrównoważona subtelną, delikatną pieśnią skomponowaną przez Annę Szwajgier, a także skierowaniem uwagi na zmysł dotyku. W czasie pandemii zaczęło się z nim wiązać poczucie zagrożenia. Osoby nieprzepadające za kontaktowymi rytuałami powitań i pożegnań odetchnęły z ulgą. Większość jednak z braku dotyku cierpi. Przypomina o tym projekcja wideo Simona Auffreta, na której oglądamy performerki i performerów porzucających dystans obowiązujący na parkiecie. Eksplorują różne rodzaje dotyku, od przyjacielskiego, po namiętny, głaszczą się zmysłowo i beztrosko poklepują. Jest w tym wiele spokoju, czułości i radości. Przejmującą pustkę sceny wypełnia wówczas tęsknota – ale i obawa. Dotyk wciąż jest czymś, czego już wkrótce może znów zacząć brakować i czego znów będziemy się bać.

Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray
Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu „Danse Macabre” – reż. i chor. Renata Piotrowska-Auffret. Fot. Edgar de Poray

Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu, Danse Macabre
Choreografia, reżyseria, teksty: Renata Piotrowska-Auffret
Asystentka: Aleksandra Osowicz
Scenografia i kostiumy: Zuzanna Srebrna
Reżyseria świateł i konsultacje dramaturgiczne: Joanna Leśnierowska
Muzyka: Marcin Janus
Wideo: Simon Auffret
Kompozycje wokalne: Anna Szwajgier
Kurator projektu: Michał Rogulski
Inspicjentka: Urszula Kraska
Obsada i współpraca choreograficzna: Aleksandra Bożek-Muszyńska (gościnnie), Cecylia Caban, Dana Chmielewska (gościnnie), Magdalena Fejdasz (gościnnie), Katarzyna Osipuk, Aleksandra Osowicz (gościnnie), Artur Paczesny, Konrad Wosik
Premiera: 18 czerwca 2021
Spektakl prezentowany 30 września 2021 w Teatrze im. J. Kochanowskiego w Opolu, w sali Modelatornia.

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close