Tegoroczna, 20. edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Tańca i Performansu Ciało/Umysł 2021 z pewnością jest jedną z najważniejszych dla jej pomysłodawczyni i dyrektor artystycznej Edyty Kozak. Dokonane w tym roku wybory programowe – zarówno te dotyczące zaproszonych zespołów, jak i obecności samej Kozak na scenie – mają niezwykle osobisty charakter, bo oto pierwszy raz festiwal w całości został poświęcony tylko i wyłącznie polskim artystom, a w dodatku inicjatorka tego wydarzenia zdecydowała się na reinterpretację swojego własnego spektaklu sprzed 25 lat.

Wersja do druku

Udostępnij

Czuję dziś spokój, że nie muszę już gonić za nowinkami, wymuszać, podpierać, naginać, zaklinać, kontemplować, żeby ten festiwal coś z siebie zrodził – wyjaśnia w festiwalowej zapowiedzi dyrektor artystyczna festiwalu, która z powodu pandemii koronawirusa musiała się zatrzymać, przestać podróżować za granicę w poszukiwaniu kandydatów do prezentacji. – Czuję dziś ogromną wdzięczność, że ten czas mogę przejść razem z zespołem C/U oraz wieloma osobami, które doświadczają podobnie i poddają się podobnemu procesowi reedukacji, redefinicji, rewitalizacji, re-kultury, rekolekcji (z łac. recolligo oznaczającego „znowu zbierać, przyjmować, odzyskać”, w formie zwrotnej se recolligere oznacza „ochłonąć, opamiętać się”), czyli powtórnego rozważenia, zbierania na nowo tego, co moje, co nasze.

W tę koncepcję niezwykle silnie wpisały się trzy wydarzenia zaplanowane na otwarcie imprezy (pokaz filmowy z fragmentami spektakli Drzwi i Na czterech Teatru Tańca NEI z 1995 roku, premiera Na 4 –Terra Incognita Edyty Kozak oraz słuchowisko choreograficzne Jacka Przybyłowicza Humani corporis fabrica) wprowadzające widzów w nastrój filozoficznej zadumy i wspomnień. Podejmują one próbę wielopoziomych redefinicji, czyli tak naprawdę przeprowadzenia swoistych rewolucji dotyczących teatru i nas samych.

„Na czterech” – archiwalny pokaz ożywiający wspomnienia

Idąc za tropami swoich pandemicznych przeżyć, poczucia zamknięcia, czy wręcz – jak twierdzi sama choreografka – utraty wolności płynącej z zamknięcia granic, zatrzymania działalności teatrów, totalnego lockdownu, poczucia zagrożenia i świadomości przemijania, założycielka Teatru Tańca NEI zdecydowała się na produkcję nowego spektaklu odwołującego się do jej własnej pracy sprzed 25 lat, tj. do choreografii Na czterech. Musiała więc odnaleźć dawnych tancerzy z zespołu, którzy nie są już dziś związani z tańcem, namówić ich na występ na scenie i zmierzyć się wraz z nimi z, zarówno radosną, jak i bolesną, przeszłością. Ze wspomnień i spotkań po latach zaś wyciągnąć coś, co pozwoli iść naprzód razem, nie osobno. Aby to jednak zrobić, wszyscy tancerze NEI musieli obejrzeć archiwalne zapisy swojego spektaklu, a ich obszerne fragmenty pokazano także widzom pierwszego dnia Festiwalu Ciało/Umysł.

Premiera spektaklu Na czterech Teatru Tańca NEI odbyła się w 1995 roku w legendarnym Kinoteatrze Tęcza. Sama zaś grupa – pierwszy w Warszawie niezależny zespół tańca współczesnego – powstała w 1993 roku.

Z ogromnym wzruszeniem oglądałam to archiwalny fragment nagrania  przedstawienia Na czterech, bo tak się przypadkiem składa, że w 1993 roku zaczęłam pisać w mediach o tańcu, borykając się z niemałym oporem ówczesnych redaktorów i wydawców, a w 1995 roku luźno współpracowałam z Kinoteatrem Tęcza, gdzie jako pierwszy podmiot w Warszawie własny program taneczny wprowadził Ośrodek Teatralny Akademii Ruchu (OTAR). I to właśnie na naszej scenie odbył się 1. Festiwal Małe Formy Teatru Tańca (w 2001 roku przekształcony w Festiwal Ciało/Umysł), na którym premierowo został wystawiony przywołany spektakl.

Na ekranie ledwo można było cokolwiek zobaczyć, bo nagranie (a raczej dwa nagrania, bo pokazano też „Drzwi” – duet  Beaty Wojciechowskiej i Marka Wasążnika) zrealizowane w Tęczy na kamerze wideo zostało już mocno dotknięte zębem czasu, obraz nie trzymał ostrości, koloru, tempa ani proporcji. Wśród szaroburych pasków ledwo widać było tancerzy, szczególnie jeśli sceny rozgrywały się w półmroku. Tak to już jest z rejestracjami z lat 90. XX wieku – ówczesne kamery były niewygodne i wielkie, więc filmowano przede wszystkim ze statywów, a nie z ręki, w dodatku nawet świeżo utrwalony na kasetach wideo obraz był niedoskonały – ten sprzęt fiksował przy każdej zmianie świateł, przy każdym szybkim ruchu i po prostu nie radził sobie w warunkach teatralnych. Mimo tych technologicznych ograniczeń,  pełen zabrudzeń i niepożądanego szumu film wyciągał z mojej pamięci wspomnienia i fragmenty choreografii, którą 25 lat temu widziałam na żywo.

Ogólny obraz przez lata tkwił pod moimi powiekami, bo te pierwsze prezentacje Teatru Tańca NEI miały charakterystyczną scenografię, którą stanowiły ustawione w jednej linii cztery pary drzwi, wyznaczające performerom światy otwarte i zamknięte, te przed drzwiami i za drzwiami. Ale dopiero pokaz (choć tak marny jakościowo i w dodatku na kilka minut przerwany) przypomniał mi poszczególne sceny, partnerowania i obszar ówczesnych poszukiwań własnej drogi w życiu. Na czterech to także enigmatyczna historia o spotkaniu z drugim człowiekiem. I choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, była to – jak na tamte czasy prekursorów tańca współczesnego po przełomie 1989 roku – produkcja nowoczesna i proponującą ożywczy powiew artystyczny.

Dla lepszego obrazu rynku teatru tańca lat 90. warto może wspomnieć, że kostiumy przypominające kaftany rodem ze szpitala psychiatrycznego, tancerze uszyli sobie sami, a drzwi stanowiące główny punkt odniesienia ich scenicznych działań otrzymali w barterze od jakiejś stolarskiej firmy. Mieli jednak coś, czym nie dysponowali inni twórcy: dostęp do sali prób.

W Warszawie artyści teatru tańca nie mieli wówczas łatwo. Nie było programów dotujących sztukę tańca, ani miejsc prezentacji otwartych na taniec, nie było lokali do wynajęcia na próby czy warsztaty (a jeśli nawet były, to twórcy nie mieli środków na ich komercyjne wynajęcie). Skutkiem tego wielu wykonawców nie potrafiło dobrze rozplanować ruchu w przestrzeni – nie mogło być inaczej, skoro większość choreografii powstawała po prostu w mieszkaniach. Pod tym względem NEI miał warunki iście komfortowe, znalazł się bowiem w wąskiej grupie twórców zaproszonych na sześciomiesięczną rezydencję artystyczną przez Centrum Sztuki Współczesnej (dyrektorem był wówczas Wojciech Krukowski, założyciel i twórca Akademii Ruchu, interdyscyplinarnej grupy twórczej z pogranicza teatru, sztuk plastycznych i performance’u). To nic, że według ustalonego harmonogramu NEI otrzymał wstęp na salę prób jedynie od godziny 6.00 do 10.00 rano, ważne, że w ogóle miał do niej dostęp.

Ponadto tancerze NEI byli już wtedy wykształconymi artystami – skrzyknęli się z różnych obszarów sztuki – tańca klasycznego, tańca współczesnego, tańca towarzyskiego, performance’u. Aby znaleźć jakąś łączącą ich technikę i estetykę, jako wspólną praktykę wybrali… kung-fu. Wyróżniało to tę grupę od wielu innych i zaowocowało prezentacjami na festiwalach w Polsce, Austrii, Czechach, Słowacji, Ukrainie i  USA.

„Na 4 – Terra Incognita” – premiera zaglądająca w przeszłość i przyszłość

Po intensywnej, ale krótkiej karierze (1993–1999), zespół NEI rozpadł się. A w 2021 roku z dawnego składu teatru jedynie Edyta Kozak nadal na co dzień zajmuje się tańcem, choćby jako organizatorka festiwalu i innych wydarzeń z obszaru tańca. Tym ciekawsze było spotkanie wszystkich członków Teatru Tańca NEI i to nie podczas wspomnieniowej rozmowy, lecz na scenicznej premierze Na 4  – Terra Incognita.

Terra incognita to dosłownie „ziemia nieznana”. Ten łaciński termin związany był z białymi plamami na mapach, gdzie znajdowały się lądy lub obszary jeszcze nieodkryte. A tancerze NEI (Edyta Kozak, Paweł Pniewski, Marek Wasążnik i Beata Wojciechowska) w rzeczy samej weszli na swoją ziemię nieznaną, bo przez kilkadziesiąt lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu, także prywatnego, a do tego przestali być w tym czasie czynnymi tancerzami (np. z powodu wieku, poważnej kontuzji, decyzji zawodowych, itp.). Poznajemy zresztą ich skrótową historię odejścia od tańca niemal na samym początku spektaklu, w trakcie inscenizowanego spotkania po latach.

Ale zanim dojdzie do tych odkryć, mamy przed sobą solową scenę Edyty Kozak. Jakże symboliczny był jej wjazd na rowerze i kręcenie na nim ósemek (można je powiązać z dwoma spektaklami Na czterech i Na 4…, z ośmiorgiem artystów uczestniczących w projekcie i jednocześnie ze znakiem nieskończoności) i późniejsza delikatna scena wyciszenia się i wzbudzenia witalności podczas jogi przy wschodzie słońca, a następnie ukryta w mroku sekwencja poświęcona zachodzącym w choreografce osobistym przemianom. Odzwierciedlały je różne formy plastyczne, które stworzone zostały przez jej ciało w działaniu z długą, luźną suknią, niedbale zarzuconą na ramiona, bo stanowiącą jedynie zasłonę, nieznaczącą powłokę.

I nagle te intymne poszukiwania samej siebie przeradzają się w spotkanie z innymi, w zupełnie inne odkrywanie tytułowej „ziemi nieznanej”, polegające na zapełnianiu „białych plam” w osobistej historii członków dawnego Teatru Tańca NEI.

Paweł Pniewski, Marek Wasążnik, Beata Wojciechowska i Edyta Kozak przedstawiają się nam i sobie samym, przytulają się, dotykają od nowa, przypominając sobie siebie i swoje ciała, już przecież inne, naznaczone przemijaniem. Spotkanie po ćwierć wieku jest serdeczne, szczere, prawdziwe – nic nie wskazywało na to, by cokolwiek w emocjach, jakie nam pokazywali, było tutaj udawane. W warstwie ruchowej zaś cała czwórka odtwarza w pewnym momencie jedną z charakterystycznych sekwencji ze spektaklu Na czterech. Rzecz jasna wygląda to zupełnie inaczej – tancerze nie mają już swojej dawnej dynamiki, ich mięśnie i sylwetki zmienił czas. A choreograficzny układ, który w 1995 roku był jakimś nerwowym przekomarzaniem się bez słów, w 2021 roku jest sceną pełną troski, współpracy, ochrony, wzajemnego wspierania się. Tancerze dbają o siebie nawzajem, asekurują, delikatnie układają na ziemi, pomagają sobie wstać. Z punktu widzenia techniki tanecznej to widoki raczej słabe, ale z punktu widzenia czysto ludzkiego, emocjonalnego, to chwile niezwykle mocne, rozczulające i chwytające za serce w ukazywaniu naszych relacji, naszej kruchości i starzenia się.

Druga część Na 4 –Terra Incognita oddana została w ręce młodych tancerzy. Tancerzy mających dziś tyle lat, co członkowie NEI w chwili premiery Na czterech. Do projektu, po specjalnym castingu, Edyta Kozak zaprosiła Artura Grabarczyka, Aleksandrę Krajewską, Michała Przybyłę i Magdę Widłak – i to właśnie oni zawładnęli całą sceną w STUDIO, choć pierwsze wykonanie wcale nie potoczyło się tak, jak było to pierwotnie zakładane. Nie stało się tak, bo tuż przed premierą Aleksandra Krajewska zachorowała na COVID-19. W spektakl wpleciono więc nagranie, w którym ta tancerka o niezwykłej szybkości i dynamice mówi niemal ze łzami w oczach o swoim pozytywnym teście na SARS-CoV-2 i życzy powodzenia swoim scenicznym partnerom, z którymi współtworzyła część całej tej opowieści o sztafecie pokoleń, o odkrywaniu siebie, wspólnym działaniu, odchodzeniu, przemijaniu, poszukiwaniu.

Co ciekawe, wszyscy młodzi wykonawcy odmówili obejrzenia zapisu oryginalnego spektaklu, do jakiego mieli się odnieść – woleli stworzyć coś własnego, nie będąc obarczonymi tym kontekstem, nie chcąc nawet przypadkiem powtórzyć jakiegoś schematu współpracy. To była chyba dobra decyzja, bo ich część – mimo że wpleciono do niej fragment dawnej choreografii – była naprawdę nowoczesna, opierająca się na zupełnie innych relacjach, współpracy ruchowej i mikrosolówkach. Ta ich młodzieńcza żywiołowość, nowe spojrzenie, nowe myślenie i nowy ruch były niezbędne do stworzenia mocnej przeciwwagi dla pierwszej części spektaklu, oddanej w ręce dawnego składu Teatru Tańca NEI, a efekcie –do poddania skutecznej redefinicji i analizie (w praktyce, w przeżyciu, w działaniu) historycznego źródła, jakim był archiwalny spektakl Na czterech.

Nowe pokolenie dyktowało transformację tej pracy i proponowało rodzaj współpracy ze starymi tancerzami (nota bene, nie bójmy się używać słowa „stary” wobec wykonawców, bo jeśli tancerz ma 60 lat, to po prostu jest stary, skoro np. karierę baletową kończy się w wieku 35-40 lat). Przy czym każdy z tych młodych wykonawców najpierw musiał zrozumieć, że jego zadaniem nie było wykreowanie alter ego swoich poprzedników, bo nie odtwarzali tutaj ról czy postaci Kozak, Pniewskiego, Wasążnika i Wojciechowskiej, lecz mieli własną rolę do odegrania.

Wszystkie wyzwania, postawione przed oboma grupami tancerzy, udało się zrealizować z powodzeniem, dobrze zastosowano proporcje między rolami starych i nowych wykonawców, a spektakl miał fantastyczną, w mojej ocenie, reżyserię. Dramaturgicznie udało się w nim w sposób niezwykle naturalny przedstawić zarówno dawną ekipę NEI, która opowiadała o zmianach w swoim życiu po 1995 roku, jak i nową ekipę, która wspominała rozmaite wydarzenia społeczno-kulturalne z 1995 roku, gdy młodzi performerzy mieli zaledwie po kilka lat (np. to, że ukazała się wtedy słynna płyty Dotyk Edyty Górniak).

Zmiany, przemiany, nowe interpretacje w Na 4 – Terra Incognita były widoczne dosłownie na każdym kroku, m.in. zadbano o to, by fragmenty nagrania wideo z archiwalnego spektaklu Na czterech zostały przetworzone cyfrowo tak, by dawały efekt cyfrowej grafiki 3D. Wszystko to sprawiło, że nowy spektakl w choreografii Edyty Kozak jest nie tylko ciekawym studium możliwości reinterpretacji historii, ale i nową jakością pokazującą, w jaki sposób możemy wracać do przeszłości przy równoczesnym stawianiu na przyszłość, rozwój i afirmację życia.

To nie jest koniec odkrywania „ziemi nieznanej”

Na 4 – Terra Incognita to spektakl z wielkim potencjałem dalszej eksploatacji teatralnej, spokojnie może być pokazywany na dużych scenach. Dalsze granie wciągnęłoby znów w działalność teatralną dawnych członków NEI, co byłoby istnym ewenementem na polskim rynku tańca, ale przyszłość pracy Edyty Kozak jawi się niezwykle ciekawie nie tylko z tego powodu. Chodzi też o to, że przed twórcami stoi jeszcze jedno wyzwanie artystyczne, merytoryczne i… moralne.

O tej kwestii w chwili premiery nikt zapewne jeszcze nie myślał, co oczywiście jest naturalne, skoro w ostatniej chwili trzeba było w trybie ekspresowym przerobić spektakl ośmiorga wykonawców na pracę wykonaną przez siedmioro z nich. Sęk w tym, że jeśli Na 4… będzie dalej wystawiany, to autorzy będą musieli zdecydować o tym, czy ponownie włączyć do niego Aleksandrę Krajewską, nieobecną na premierze z powodu nagłej choroby, czy też zostawić obecny scenariusz zawierający jedynie jej wypowiedź nagraną na wideo.Wydawałoby się, że rozwiązanie jest proste – wystarczy wyciąć nagranie i wrócić do pierwotnego planu. Otóż, niestety nie. Ta wypowiedź o COVID-19 to przecież znak pandemicznego czasu, znak lockdownu, nagłego zatrzymania się całego świata, znak choroby, cierpienia, rozpaczy, także i śmierci – to pigułka wszystkiego, co przeżywamy w okresie globalnej wielkiej zarazy, jakiej świat nie widział od stu lat (tj. od pandemii grypy hiszpanki). To prawda historyczna i swoisty dokument trudności, jakie musiano pokonać, przygotowując tę premierę.

Z kolei rezygnując z dalszej obecności Krajewskiej na scenie, twórcy skrzywdzą tancerkę, która wraz z nimi do ostatniej chwili przygotowywała z pełnym zaangażowaniem Na 4.– Terra Inognita. Doprowadzą tym samym do dewaluacji wkładu, pracy i zaangażowania pełnoprawnego członka swojej grupy.

Los złapał całą ósemkę artystów w swoistą pułapkę i wciągnął ich na tytułową „ziemię nieznaną”. Mogą zachować prawdę, która dodała niezwykłej dramaturgii ich premierze, albo – chcąc postąpić zgodnie z zasadami fair play – wystawiać będą zmieniony spektakl, czym to, co przyniosło im samo życie (o jakim przecież na scenie opowiadają). Odejmą tym samym całemu spektaklowi jego wiarygodność.

Istnieje na szczęście kompromisowe rozwiązanie tego niebywałego wręcz dylematu. Jest nim opracowanie specjalnego tanecznego epilogu z udziałem Aleksandry Krajewskiej. Ale przyjęcie tego wyjścia z kolei oznacza, że przenikająca się wzajemnie historia Na czterech i Na 4 – Terra Incognita wcale nie jest zakończona! To po prostu niebywałe.

koncepcja, choreografia, reżyseria: Edyta Kozak
kreacja, wykonanie: Artur Grabarczyk, Aleksandra Krajewska, Michał Przybyła, Magda Widłak oraz gościnnie TTNEI: Edyta Kozak, Paweł Pniewski, Beata Wojciechowska, Marek Wasążnik
pogłębienie praktyki ruchu: Beata Wojciechowska
muzyka: Igor Czerniawski
światło: Jacqueline Sobiszewski
kostiumy: Weronika Broiło-Gawrońska
wideo: Kopaniszyn Studio
koordynacja techniczna: Tomek Opęchowski
kierownictwo produkcji: Irmina Kalotka
produkcja: Fundacja Ciało/Umysł
partner projektu CinematicVR
premiera: 1.10. 2021 w Studio teatrgaleria w ramach 20. Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego i Performansu Ciało/Umysł

Choreografia inspirowana spektaklem Na 4 Edyty Kozak, który powstał w 1995 r dla i z twórczym udziałem tancerzy Teatru Tańca NEI: (Edyta Kozak, Paweł Pniewski, Marek Wasążnik, Beata Wojciechowska).

Edyta Kozak „Na 4 – Terra Incognita”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Edyta Kozak „Na 4 – Terra Incognita”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Edyta Kozak „Na 4 – Terra Incognita”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Edyta Kozak „Na 4 – Terra Incognita”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Edyta Kozak „Na 4 – Terra Incognita”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Edyta Kozak „Na 4 – Terra Incognita”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł

„Humani corporis fabrica” – sekcja tańca na stole prosektoryjnym

Niezwykłe spotkanie z dojrzałymi tancerzami przyniósł także drugi dzień Festiwalu Ciało/Umysł, podczas którego publiczność obejrzała Humani corporis fabrica Jacka Przybyłowicza – połączenie spektaklu tanecznego ze słuchowiskiem radiowym.

Muszę przyznać, że wstrząsnął mną ten słowno-ruchowy wykład poświęcony anatomii, zagłębiający się w medycynę, filozofię i interpretację wiedzy biologicznej dotyczącej ludzkiego ciała, a dokładnie martwego ludzkiego ciała, sięgający wstecz aż do XVI i XVIII wieku. Już dawno nie wyszłam ze spektaklu z takim pakietem wiedzy, dotyczącej zarówno organicznego, jak i metaforycznego opisu organizacji ciała i ruchu. Bardzo przekonujące było to sięgnięcie twórców w odległą przeszłość i naoczne pokazanie nam tego, że przez wiele wieków „atlasy anatomiczne” ukazujące od środka „maszynerię” naszych ciał przedstawiały człowieka w ruchu, bowiem, jak się okazało po siegnięciu do źródeł sprzed wieków dopiero współczesna medycyna i edukacja człowieka od tego ruchu oderwała. A choreograf Humani corporis fabrica, Jacek Przybyłowicz, dodatkowo przełożył na naszych oczach tę wiedzę z dawnych badań na sytuacje współczesne i na tancerzy, których szczyt sprawności fizycznej już minął.

Przybyłowicz, zaprosił do swojego projektu doświadczonych twórców, tj. Ryszarda Kalinowskiego z Lubelskiego Teatru Tańca oraz Grzegorza Pańtaka z Kieleckiego Teatru Tańca, i musiał zetrzeć się z ich mocnymi charakterami. Musiał okiełznać ich potrzebę ruchu tak, by pracować w obszarze zmęczenia, wyczerpania, przemijania i de facto także umierania. Badania anatomiczne odbywają się wszak po śmierci, więc i w spektaklu osią działań siłą rzeczy stał się zgon oraz stół prosektoryjny. To na nim „położono” taniec i to na nim odbywała się jego sekcja.

Uczestniczący w projekcie tancerze sprawdzili się w swoich rolach naprawdę świetnie, z uwagą i humorem komentując ruchem, bądź słowami, sączące się z głośników anatomiczne słuchowisko (czytał Andrzej Chyra, a tekst przygotowała Joanna Szymajda, która poświęciła rok na przygotowanie do niego szerokiej dokumentacji). A już scena, w której Ryszard Kalinowski przesuwa wielki, ciężki stół na drugi koniec sceny i sarkastycznie komentuje: Stół ciągnę! Trzydzieści lat na scenie, a ja stół ciągnę. I jeszcze ten głos… Faceta ani razu nie widziałem na próbach, ale głos jest oczywiście najważniejszy, to po prostu kwintesencja w zasadzie każdej kariery tanecznej w Polsce. Kariery niewspółmiernej do tych, jakie mogą osiągnąć tancerze na Zachodzie, choć są równie uzdolnieni, wykształceni i tak samo intensywnie eksploatują swoje ciała.

„Corpus delicti”, który z pewnością nas przeżyje

W Humani corporis fabrica jest jeszcze jeden, cichy, bohater, którym stał się… ponad stuletni stół. Piękny przedmiot, podniszczony przez pracę na nim, kojarzył się ze stołem prosektoryjnym, ale w świecie prawdziwym wcale takiej funkcji nie pełnił. To stół stolarski, należący do dziadka Grzegorza Pańtaka, pochodzący ze wsi Drugnia w województwie świętokrzyskim i pamiętający czasy II Rzeczypospolitej. Prawdziwy świadek historii, który z narzędzia praktycznego (stolarskiego) został przemieniony w rekwizyt teatralny w spektaklu komentującym inną praktykę (w tym przypadku sekcji zwłok). Jego obecność na scenie wzmacniała badania medyczne i filozoficzne teorie sprzed wieków, o jakich z uwagą słuchaliśmy, nadając dodatkową wiarygodność całemu temu niecodziennemu słuchowisku choreograficznemu.

Ten stół trwa, jest wręcz symbolem trwania, nieskończoności, do jakiej odwołuje się Edyta Kozak w swoim Na 4 – Terra Incognita, i jaką przywołuje Jacek Przybyłowicz w Humani corporis fabrica. I gdy ich już nie będzie, nie na rynku tańca, ale na świecie – ten stół przetrzyma. Będzie stał i służył kolejnym pokoleniom przez następne sto lat.

Ten stół jest naszym (i waszym, którzy przyjdziecie po nas) corpus delicti. Tak – corpus delicti – nie inaczej. Określenie to nie oznacza przecież tylko rzeczowego dowodu zbrodni, ale także ślad bądź przedmiot stanowiący podstawę do przedstawienia określonych wniosków dotyczących sprawcy lub popełnionego czynu. Czynu popełnionego na ciele, a szerzej na naszej cielesności analizowanej przez twórców, badaczy, krytyków w aspektach społecznych, kulturowych, artystycznych, emocjonalnych, lecz także i fizycznych (wizualnych, siłowych, sprawnościowych). Wszyscy jesteśmy sprawcami działań wobec swoich lub obcych ciał, które niejednokrotnie w kulturze stawało się obiektem manipulacji czy eksperymentów, w jakie nie raz i nie dwa zaingerowaliśmy i jakie nadmiernie wychwalamy, ale tylko wtedy, jeśli jest piękne, sprawne i młode. Możemy wychwalać dalej – udając, że przemijanie, choroby, starzenie się i śmierć nas nie dotyczą, możemy usuwać zbiorowe myślenie o tej nieuniknionej kolei rzeczy z edukacji, mediów, kultury masowej czy nawet z własnych umysłów, poddając się li tylko egoizmowi, narcyzmowi, a nade wszystkim hedonizmowi, chcąc się cieszyć tylko chwilą, w dodatku tylko własną. Możemy, ale czas i tak nas dosięgnie.

Przeminiemy. Umrzemy. A po nas pozostanie może trochę wspomnień, dokonań i przedmiotów, takich samych, jak ten stół po dziadku… Sczezną one razem z nami, albo zostaną uratowane przez kolejne pokolenie, jak ten wysłużony stół, który otrzymał nową funkcję – przewrotną zresztą, bo przypisując mu rolę „stołu śmierci” dano mu nowe życie.

Trudno o silniejszy symbol założeń 20. edycji Festiwalu Ciało/Umysł – redefinicji historii, jej reinterpretacji i przede wszystkim rewitalizacji.

Humani corporis fabrica – słuchowisko choreograficzne
choreografia: Jacek Przybyłowicz
tańczą: Ryszard Kalinowski, Grzegorz Pańtak
ścieżka dźwiękowa: Adam Walicki
Głos: Andrzej Chyra
wideoprojekcje, wizualizacja: Beton
reżyseria świateł: Ewa Garniec
tekst, wsparcie dramaturgiczne: Joanna Szymajda
kostiumy: Jacek Przybyłowicz
producent: Stowarzyszenie Przyjaciół Kieleckiego Teatru Tańca
koproducent: Centrum Kultury w Lublinie
partnerzy: Fundacja Ciało/Umysł, Kielecki Teatr Tańca
Premiera: 3.10. 2021 w Studio teatrgaleria w ramach 20. Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego i Performansu Ciało/Umysł

„Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych, w ramach programu „Taniec” realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca”.

Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł
Jacek Przybyłowicz „Humani corporis fabrica”. Fot. Marta Ankiersztejn dla Festiwalu Ciało/Umysł

Wydawca

taniecPOLSKA.pl

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.

Close